Bonnie, Clyde, Beauty, & Quess

After a nice if somewhat adventurous breakfast -  first an eland pays us a visit, then an ostrich comes to steal Marcin’s bread - we become the cheetahs’ keepers for a day. Our first errand is to feed Bonnie, Clyde and Beauty, and we will also meet Quess, but no one enters Quess’s enclosure just yet. He is very new here and still extremely shy. He is fed in a relatively small appendix, adjacent to his big enclosure, but linked with it only via a narrow corridor. This is to make him get used to going through narrow cages and it will be useful when the need arrives  for a veterinary visit. We enter the next enclosure. Bonnie, Beauty and Clyde are called from the car but we drive fast to the other edge and they have to chase us to get their food -  healthy exercise comes first. Oh, cheetah in a full run is a truly magnificent view. They glide in the air, their powerful legs barely touching ground, and it only lasts a short time before they are all here enjoying their meal. Then we go for a long ride alongside the fence to check if it is not damaged anywhere. And we are done  here. 

Po śniadaniu z małymi przygodami – najpierw przyszedł nas odwiedzić eland (antylopa kanna), a potem struś zaiwanił Marcinowi bułkę  - jedziemy nakarmić gepardy, które nie są na tyle oswojone, żeby wpuszczać do nich turystów. Bonnie, Beauty and Clyde widzą samochód i wiedzą, że przyszło śniadanie, ale nie ma lekko, przejeżdżamy koło nich i na pełnej prędkości jedziemy na drugi koniec ogromnego wybiegu. Niewiele jest rzeczy piękniejszych niż gepard w pełnym biegu i te kilka chwil, kiedy możemy się w nie wpatrywać to chyba najlepsze momenty całego dzisiejszego dnia. Kiedy gepardy skończą swój posiłek pojedziemy jeszcze wzdłuż ogrodzenia na inspekcje całego ich wybiegu. Obok jest jeszcze jeden wybieg, gdzie mieszka Quess, ale do niego na razie nikt nie wchodzi. Quess jest jeszcze zupełnie nie przyzwyczajony do swojego nowego miejsca pobytu i dostaje swoje posiłki w mniejszej klatce, połączonej wąskim przejściem z jego wybiegiem. Wszystko to po to, by nauczył się ze wąskie przejście nie jest niczym strasznym, a to z kolei będzie pomocne kiedyś, gdy będzie potrzebna wizyta weterynarza. 

Ensaimada anyone?

This morning we stop for breakfast in near by chocolateria. We order hot sandwiches, coffee, tea and famous ensaimadas - spiral flaky pastries very popular on the island. To be honest, I am a bit disappointed. They would be super nice if not the strong lard aftertaste. But later we will discover that it depends on where you buy them from, sometimes they are really great, sometimes this lard-ish aftertaste is much too much for me to truly enjoy them.

Dzisiaj rano idziemy na śniadanie do pobliskiej czekoladowni. Zamawiamy bagietki na gorąco, kawę, herbatę i słynne ensaimadas – spiralne, puchate drożdżówki posypane cukrem pudrem, niezwykle popularne na całej wyspie. Ten pierwszy raz, kiedy je jem jestem trochę zawiedziona. Mają tak silny posmak smalcu i to nie najlepszego smalcu, ze aż przestają mi smakować. Potem się przekonamy, że w różnych miejscach smakują inaczej – czasami posmak smalcu jest dużo bardziej subtelny i bułeczki są pyszne, a czasami jest tak (subiektywnie dla mnie) okropny, że nie jestem w stanie ich jeść. 

Sunset

For dinner and to unwind a bit after a busy day we go to Banyalbufar, one of the drowsy clifftop coastal villages. We stop at the 1661 Cuina de Banyalbufar for beef fillet (myself), seafood (Marcin) and delicious fig ice-cream. From here we have only a very short drive to Torre des Verge, a medieval watchtower, where we stay to observe the sun going down. The views out along the coast are so very beautiful and surprisingly there are very few people, so the evening is peaceful and lovely and then it is time to go back to Palma for the night. 

 

Żeby zjeść obiad i zrelaksować się po pełnym zwiedzania dniu jedziemy do jednego z małych miasteczek przycupniętych na przybrzeżnych klifach – Banyalbufar.  Wybieramy 1661 Cuina de Banyalbufar na nasze miejsce posiłku, kierując się tym razem wyłącznie własną intuicją i ona nas nie zawodzi. Owoce morza (Marcin) i fileta z wołowiny (ja) poprawiamy przepysznymi lodami figowymi. Stąd mamy już tylko króciutki odcinek drogi do Torre des Verge, średniowiecznej wieży obserwacyjnej trochę dramatycznie uczepionej klifu. Z parkingu (jak i z samej wieży) roztaczają się piękne widoki, a że na szczęście ludzi jest bardzo niewiele, zostajemy obejrzeć zachód słońca. A potem już tylko pozostaje wrócić do Palmy na noc. 

Valdemossa

After nice breakfast in the nearby café, off we go to famous Valdemossa.  We find a place to park (not an easy affair) and luckily from there we have only few steps to the monastery gardens.

 The origins of the town date back to the fourteenth century, when King Sancho built his royal palace here in the hills to cope better with his asthma. In 1399 the palace was gifted to the Carthusian monks who converted and extended it into monastery – Valdemossa’s Real Cartuja de Jesus de Nazaret. What is visible today is mostly version from XVII and XVIII centuries. 

Monastery in Valdemossa became even more popular since George Sand and Frederic Chopin stayed here for 4 months in 1838/39, three years after the last monks were evicted during suppression of the monasteries.

Po sympatycznym śniadaniu w pobliskiej kafejce (śniadanie w naszym hotelu kosztuje tyle, że muszą serwować marcepany polane truflami podane na złotej zastawie wiec poszliśmy zjeść gdzie indziej), jedziemy zobaczyć słynną Valdemossę. Trochę nam schodzi na znalezieniu miejsca do zaparkowania, ale za to okazuje się, ze wylądowaliśmy zaledwie krótki spacerek od ogrodów klasztoru. 

Początki Valdemossy datuje się na czternasty wiek, kiedy to wybudowano tutaj pałac królewski, wierząc ze górski klimat będzie sprzyjał chorującemu na astmę królowi Sancho. W 1399 pałac podarowany został mnichom kartuskim, którzy rozbudowali go i przekształcili w klasztor, znany jako Królewska Kartuzja pod wezwaniem Jezusa z Nazaretu. Klasztor był wielokrotnie przebudowywany i dzisiejszy jego wygląd to głównie wersja z XVII/XVIII wieku.

Valdemossa swoją popularność wśród turystów zawdzięcza także Fryderykowi Chopinowi i George Sand, którzy mieszkali tu przez 4 miesiące w latach 1838/39, trzy lata po tym, jak ostatni mnisi zostali wysiedleni.

We start the visit from a cup of coffee/tea in the café just in front of the entrance and then we enter the church with beautiful Baroque ceiling paintings and barrel vaulting. From here, through huge wooden door, we enter the shadowy cloisters, where white-arched corridors with big splashes of lights from patio windows create really magical atmosphere. We enter into the pharmacy with its shelves crammed with beautifully decorated majolica jars, antique glass and wooden boxes. 

Odwiedziny klasztoru zaczynamy od… kawy i herbaty w małej kafejce przy wejściu. Jak to my. Potem wchodzimy do kościoła z pięknymi barokowymi freskami na suficie o kolebkowym sklepieniu. Przez wielkie drewniane drzwi przechodzimy do zacienionych krużganków, gdzie białe łuki korytarzy z akcentami światła wpadającego przez wychodzące na dziedziniec okna tworzą naprawdę magiczną atmosferę. Stamtąd wchodzimy do apteki, w której półki i szafki aż uginają się pod ciężarem pięknie dekorowanych pojemników z majoliki, starego szkła malowanego drewna. 

The prior’s cell in the opposite corridor consists of few big rooms – a chapel, a library, an audience chamber, a dining room and a bedroom and has an entrance to a private garden with magnificent view down the valley.

In contrast to this luxury, the life style of the monks  was rather harsh. They would gather together only for church services and Sunday meals, spending the rest of their life in solitude. It is also said that three days a week they only ate bread and water, and they never ate meat. And yet, they were famous from their longevity. 

In cell no. 4 there is a Chopin’s museum, where the most important exhibit is his piano that arrived here just 3 weeks before his departure to Paris (it was lost at first, then huge duty had to be paid after it was found, similarly big duty would have to be aid if Chopin were to take it back. So the piano stayed).  One of the next cells hosts the Museo Municipal as well as small collection of modern art.

 

Cela przeora, do której wchodzimy z korytarza po przeciwnej stronie krużganków, składa się z kilku dużych pomieszczeń – kaplicy, biblioteki, sali audiencyjnej, jadalni, sypialni i ma wejście do prywatnego ogrodu ze wspaniałymi widokami na dolinę poniżej. Pomimo takich luksusów reguła kartuskich mnichów była bardzo wymagająca. Mnisi spędzali większość czasu w odosobnieniu gromadząc się jedynie na niektóre ceremonie kościelne oraz niedzielne posiłki. Ich dieta była wegetariańska a przez 3 dni w tygodniu mieli jeść tylko chleb i wodę. Tutejsi mnisi byli za to słynni ze swojej długowieczności.

Cela numer 4 mieści w sobie muzeum Chopina, w którym zobaczyć można pamiątki po pobycie słynnego kompozytorze i George Sand,  w tym ich rękopisy, listy, portrety. Najważniejszym eksponatem jest fortepian, który Chopin zamówił jeszcze w Paryżu, a który zaginął po drodze na Majorkę, a gdy wreszcie dotarł do miejsca przeznaczenia, okazało się że należało za niego zapłacić ogromne cło. Fortepian dotarł do klasztoru zaledwie trzy tygodnie przed zaplanowaną przez Chopina i Sand podróżą powrotną do Paryza i już tam pozostał.

W kolejnych celach mieści się lokalne muzeum i mała galeria sztuki współczesnej. 

Only after leaving the monastery we realise how long it took us to wander around it and it is already time for a late lunch. So we stay in the restaurant situated between the monastery and Palace of king Sancho. Marcin is having fish, myself spaghetti Napoli.  The food is nice and the lingering in the sun is a bliss.

Dopiero po wyjściu z klasztoru orientujemy się, jak długo byliśmy w środku. Zdecydowanie jest już czas na lunch, wybieramy wiec restaurację położoną bardzo blisko klasztoru i pałacu króla Sancho. Marcin wybiera rybę, ja spaghetti po neapolitańsku. Jedzenie jest dobre a pogoda idealna do siedzenia na zewnątrz. 

With bellies pleasantly full we can go on with sightseeing. Now it is time for the Palace. Even though it is not the original medieval version, it is the oldest part of the monastery, mostly dating back to the XVI century. We go through a series of period rooms and the beautiful courtyard. The most impressive are the red and yellow drawing rooms with rich tapestry on the walls - good examples of the typical sitting rooms of Majorca’s aristocracy houses. The yellow room is the family pictures gallery. The furniture in the red drawing room is mostly from Baroque era. 

 

Zaspokoiwszy głód, idziemy do pałacu. Mimo, ze nie zachowała się jego średniowieczna wersja, jest to wciąż najstarsza część klasztoru, sięgająca  XVI wieku. Oglądamy piękny dziedziniec i serię historycznych pomieszczeń. Największe wrażenie robią czerwony i żółty  salon z bogatymi obiciami ścian i barokowymi meblami – dobre przykłady pomieszczeń z domów majorkańskiej arystokracji.  

After visiting the Monastery and the Kings Sancho Palace we walk down the cobbled streets sprinkled with stout stone houses, shops, cafes, restaurants, and big pots of flowers, hunting the colourful tiles depicting a local saint – Santa Cathalina Thomas. And there are plenty of them. The local people seem to be a little obsessed with their own saint judging by the number of tiles we can spot. 

Down the Carrer de Jovellanos we get to Miranda de Lledoners, a viepoint on the charmful Valdemossa’s rooftops in ochre colours, descending down to the valley and the church of St Bartomeu. 

And here we say goodbye to Valdemossa, at least for today. 

 

Po obejrzeniu klasztoru i pałacu idziemy  w dół krętymi uliczkami z niewysoką kamienną zabudową, mijając małe placyki pełne kawiarnianych stolików i poustawiane wszędzie donice z kwiatami.Na frontonach wielu domów znajdują się kolorowe ceramiczne tabliczki przedstawiające sceny z życia wywodzącej się stąd świętej Katarzyny z Palmy. Staramy się znaleźć jak najwięcej takich tabliczek, co okazuje się nie być wcale trudne. Miejscowi ewidentnie nie wstydzą się swojej świętej, a może nawet mają na jej tle małą obsesje, sądząc po ilości zdjęć, jakie udaje nam się zrobić. 

Idąc wzdłuż Carrer de Jovellanos dochodzimy do punktu widokowego Miranda Lledoners, skąd możemy podziwiać schodzące w dół w stronę doliny i kościoła św. Bartlomieja ochrowe dachy kamiennych domów. I to jest nasze pożegnanie z Valdemossą, przynajmniej na ten dzień.

And here is a short movie from our visit.

A tutaj krotki film z naszej wizyty

La Bruselas steakhouse

Not too far from the Cathedral there is a steakhouse, La Bruselas, that specialises in prime cuts of free-range beef. So there we go… We order grilled octopus for a starter, beef fillets and side salads and everything is really tasty, steaks grilled to perfection. When we are ready to pay, the staff looks at us, frowns, and says it is too early to finish the night and brings two ice-frosted bottles of home-made infusions, one is a kind of limoncello, the other one is made from star anise. They are on the house, of course. Now that is a lovely touch, don’t you think? So two hours later, after we managed to make a serious dent in the liquors we go back to the hotel, take the quickest shower of them all and fall asleep like innocent babes. Good night Mallorca. 

 

Kilka minut spacerkiem od katedry wypatrzyliśmy restaurację La Bruselas, specjalizującą się w stekach z krów z wolnego wybiegu. Zamawiamy więc grilowaną ośmiornicę, wołowe filety, sałatki i muszę przyznać, że wszystko jest swieże, pyszne i perfekcyjnie przyrządzone. Kiedy już jesteśmy gotowi zaplacić obsługa patrzy na zegarek i marszcząc czoło kiwa głową na nie. Noc jest za wczesna, żeby iść do domu a krótka kolacja to nieudana kolacja. Na naszym stoliku pojawiają się więc dwie pokryte szronem butelki domowej nalewki – jedna to rodzaj limoncello, a druga jest zrobiona z anyżku. Oczywiście na koszt restauracji. No, nie powiemy przecież nie. Dwie godziny póżniej, po osuszeniu zauważalnej ilości napojów, człapiemy do hotelu, bierzemy najszybszy prysznic świata i zapadamy w sen sprawiedliwych. Dobranoc Majorko.   

 

La Seu

Driving from the airport to our hotel we can see for the first time her majesty La Seu, Palma’s vast cathedral standing proudly above the city wall, well visible from the sea, so that no one arriving from there could doubt the might of Mallorca’s Christian Conquerors. Some says La Seu herself resembles a great ship moored at the city edge. We will come this afternoon to gaze up at its tall sandstone walls basking in the golden sun, impressive and proud, adorned with many stained-glass windows. 

Po drodze z lotniska do hotelu pierwszy raz widzimy La Seu, katedrę, którą szczyci się Palma, wznoszacą się dumnie ponad murami miasta. Katedra jest dobrze widoczna od strony morza i niektórzy twierdzą, że sama wygląda jak wielki statek zacumowany na skraju miasta. Tego samego popoludnia wybieramy się na wizytę do katedry, obchodząc ją najpierw z zewnątrz i podziwiając skąpane w słońcu sciany ze złotego piaskowca i wielkie witrażowe okna.  

After we entered through a side door, we found ourselves in a mini-museum. At the centre we could see a huge gold-plated monstrance from 1585. But our attention quickly went to the portable altar, that used to belong to Jaume I, full of compartments with relics of various saints. 

Po wejściu bocznymi drzwiami znalezliśmy się w mini-muzeum. Tu naszą uwagę przykuły dwa eksponaty – wielka pozłacana monstrancja z 1585 roku i przenośny ołtarz z relikwiami różnych świętych, który należał do Jaume I. 

Through one of the side chapels we entered to the main cathedral, where light pours in through the world’s largest rose window (nearly 12m across and studded with 1,236 pieces of stained glass). There are six more rose windows, and light filtered through their coloured glass often makes beautiful kaleidoscopic effect. Twice a year, on the dates of November 11 (St Martin’s Day) and February 2 (Candlemas day) an exceptional lighting effect can be observed, due to the chromatic projection of the rose window above the main altar. The light of the rising sun crosses the greater rosette and projects on the opposite wall, just below the other rosette window, so that, for a short period of time, two tangential rosettes can be seen, one of glass and one of  light.

In the central aisle 14 tall and thin pillars raise to support the vaulted roof. The nave is 121 metres long and 44 metres high, which makes it one of the tallest between European Gothic churches. 

Przez jedną z bocznych kaplic wchodzimy do głównej nawy katedry, gdzie przefiltrowane przez kolorowe szkło światło wpada przez najwieksze na świecie gotyckie rozetowe okno (niemal 12 metrow średnicy wewnętrznej i 1236 elementów witrażu). W katedrze jest jeszcze 6 innych rozetowych okien (2 z nich niestety zasłonięte) i przechodzące przez nie światło tworzy piękne kalejdoskopowe efekty. Dwa razy w roku, w dzień Matki Boskiej Gromnicznej (02.02) oraz na św. Marcina (11.11) wschodzące słońce przefiltrowane przez wielką rozetę odwzorowuje jej kształt i kolory na przeciwległej ścianie, tuż pod innym rozetowym oknem.

La Seu jest przedstawicielką gotyku lewantyńskiego lub śródziemnomorskiego, pozbawioną popularnego w katedrach średniowiecznych klasycznego transeptu. W przejściu głównej nawy 14 wysokich, wąskich kolumn wyciąga się ku sklepieniu, a sama nawa ma długość 121 metrów i wysokość 44, co czyni ją jedną z najwyższych wśród wszystkich gotyckich kościołów Europy (po katedrze w Beauvais i Mediolanie). Wnętrze jest dość surowe, pozbawione nadmiernego przepychu.

Between 1904 and 1914 the restoration work in the cathedral were led by famous Antoni Gaudi. He removed high Baroque altar and shifted choir stalls from the centre to the side of the cathedral. He also installed electric lighting placing lamps and candelabra throughout the church. Above the high altar, Gaudi’s phantasmagorical and very controversial baldachin draws attention with its many hanging lanterns – it was supposed to be made from the wrought iron, but what is visible today is only a trial version, made from cardboard, cork, and brocade. 

W latach 1904-1914 prace nad restauracją katedry nadzorował słynny Antoni Gaudi. Usunął on barokowy ołtarz i przeniósł stalle chóru z pozycji centralnej na bok. Zainstalował także światło elektryczne i szereg lamp oraz kandelabrów. Nad głównym ołtarzem zaprojektował natomiast kontrowersyjny baldachim z podwieszanymi latarenkami, mający symbolizować koronę cierniową. Ostateczna konstrukcja miala być odlana z żelaza, ale do dzisiaj znajduje sie jedynie wersja próbna, wykonanan z tektury, korka i brokatu. 

There are many side chapels in the cathedral, but one clearly outstanding is Baroque Capella del Corpus Cristi, to the left of the high altar. Its own altarpiece in gilded and polychromed wood is tiered and columned, and features 3 religious scenes: The temptation of St Anthony, the presentation of baby Jesus in the temple and the Last Supper. 

Warta uwagi jest także barokowa kaplica Corpus Cristi, znajdująca się na lewo od głównego ołtarza. Jej wielopiętrowy ołtarz, wykonany w pozłacanym i polichromowanym drewnie, przedstawia  3 sceny religijne: Kuszenie św. Antoniego, ofiarowanie dzieciątka Jezus w świątyni i Ostatnią Wieczerzę. 

To the east of the belfry is the baroque cloister, constructed around a rectangular patio in the centre of which there is a cistern with a well. The patio is surrounded by four passages, covered with groin vaults made up of twenty rounded arches, six on the long sides and four on the short sides, supported by columns with composite capitals.

Na wschód od dzwonnicy znajduje się barokowy krużganek, wzniesiony wokół prostokątnego patio, na środku którego znajduje się studnia. Wokół patio biegną cztery pasaże ze sklepieniem krzyżowym, składające się z dwudziestu zaokrąglonych łuków: po sześć z nich przypada na dłuższe korytarze i po cztery na krótsze. Wspierają je kolumny z kompozytowymi głowicami. 

The Baroque chapterhouse houses the second part of the cathedral museum. Especially worth attention is the High Baroque altar with gilded Sacred Heart and crucifixes depicting Christ as a very muscular man. The entablature of the chapterhouse is supported on eight columns, and the extending from them ribs of the cupula meet at its central keystone which has a medallion depicting the Virgin Mary and the Child seated on a throne, surrounded by eight angels. The cupula is totally covered by plant motifs in relief.

W barokowej kapitule katedry mieści sie kolejna część muzeum. Tutaj szczególnie wart uwagi jest ołtarz z pokrytym złotem Najświętszym Sercem i krucyfiksy z bardzo umięśnionymi postaciami Jezusa. Sklepienie kapituły wspiera osiem kolum, przedłużeniem których jest osiem żeber, które spotykają się w centralnym medalionie, przedstawiającym Najświętszą Pannę z Dzieciątkiem, otoczonych przez 8 aniołów. Kopuła jest cała pokryta roślinnymi płaskorzeźbami. 

After some time spent inside we stroll outside to wait in the Parque del Mar for the dusk and evening illumination. From here we can see the most spectacular south façade looking out on to the bay of Palma. Horizontal lines of the cathedra clearly dominate over vertical ones, with its silhouette punctuated by abutments and flying buttresses topped with pinnacles. The cathedral is beautifully reflected in the nearby artificial salt lake and we stay here until it is completely dark, admiring beautiful spectacle of lights and shadows. The evening is warm, peaceful and pleasant, and now it is time to find a good restaurant. 

Po zwiedzeniu wnętrza katedry idziemy do Parque del Mar, poczekać aż nadejdzie zmrok i włączy się jej iluminacja. Od strony południowej (tj. od strony morza) La Seu robi największe wrażenie. Widać tu osiem potężnych łuków przyporowych zwieńczonych pinaklami, a pomiędzy nimi 14 mniejszych skarp, dzięki czemu linie pionowe ewidentnie dominują nad poziomymi. Światła katedry pięknie odbijaja się w wodzie sztucznego słonego jeziora, a wieczór jest bardzo ciepły, siedzimy tu więc przez dłuższą chwilę zanim głód zmotywuje nas do poszukania jakiejś przyjaznej restauracji. 

Gloria de Sant Jaume

It is a long, work-related story, that in unimportant here, but we ended up in Palma de Mallorca for 4 days to enjoy the last days of Summer. I was always afraid I would find Majorca so very touristy, all about cheap food and night life and huge characterless hotels built one next to another, and noisy, and boring. It was never high on my “must to see” list (and this list is anything but short). But I was wrong. Oh, I was right, too, I will give you that, there are a lot of tourists, a lot of hotels, probably a lot of nightlife, but nonentheless I was wrong. I have apologies to make to this island, as I was judging it by the cover. One day spent there was enough for me to change my mind: Majorca is beautiful, charming, full of character, and it is not too difficult to leave the hordes of tourists behind. And it is all about expensive food, not cheap (too expensive sometimes). 

Ok, one thing that helped me to see the island from her best is staying in the historic district of Palma. Gloria de Sant Jaume turned out to be a very nice hotel, mixing in good proportions past and presence -  preserving some elements of construction originating back in the middle ages and beautifully exposed for guests to admire, some elements from XIX century (beautiful tiles and carved woodwork are just exquisite) and adding to this a splash of semi-luxurious modern simplicity. And in the evening the hotel SPA was waiting for us with its small but lovely swimming pool and sauna to relax and unwind. The bar was lovely, too and the hotel is a short walk from the cathedral. Add to this and a very friendly staff and it all rounds up to a super nice experience. 

 

To jest cała, długa historia, jak wylądowaliśmy pod koniec tego lata na Majorce, ale ona nie jest tutaj najważniejsza. Najważniejsze jest to, że spędziliśmy na wyspie 4 dni, co całkowicie zmieniło naszą (moją szczególnie) opinię na jej temat. Przyznaję się bowiem, że Majorka nigdy nie była wysoko na mojej liście miejsc do odwiedzenia, chociaż lista ta jest prawdopodobnie dłuższa niż Nil i Amazonka razem wzięte. Wydawało mi się zawsze, że Majorka jest wyspą zatłoczoną turystami, tanimi knajpami, wielkimi hotelowymi molochami pozbawionymi jakiejkolwiek osobowości, nastawiona na nocne życie, picie i balangi nad basenem, głośną, nudną i męcząca i że czasy, kiedy jeszcze była urokliwa i piękna dawno już za nią. Jakże się jednak myliłam. Majorka jest, owszem, zatłoczona turystami i jestem w stanie się założyć, że są na niej wielkie hotelowe molochy pozbawione charakteru, tyle, ze my ich w sumie nawet nie widzieliśmy. Widzieliśmy za to Majorkę pełną pięknej architektury i sielankowych krajobrazów, od tłumów uciec było bardzo łatwo, a jak chodzi o tanie knajpy, hmmm, raczej trudno było je znaleźć…

W zobaczeniu Majorki, a zwłaszcza Palmy, od jej najlepszej strony bardzo pomógł fakt, że mieszkaliśmy w historycznej dzielnicy miasta. Zatrzymaliśmy się w hotelu Gloria de Sant Jaume, zajmującym budynek datowany na XVI wiek -  część średniowiecznych elementów konstrukcyjnych jest dzisiaj pięknie wyeksponowana, podobnie jak XIX wieczne kafle i elementy rzeźbione w drewnie, widoczne szczególnie na korytarzach pierwszego piętra. Same pokoje były dość proste, ale przyjemne i komfortowe.  Hotelowe SPA też jest bardzo przyjemne, z niedużym ale pełnym charakteru basenem i sauną, gdzie mogliśmy zostawić za sobą zmęczenie po dniu zwiedzania. Dodać do tego przyjemny bar, miłą hotelowa obsługę i fakt, że od katedry dzieliło nas kilka minut spaceru wąskimi uliczkami i pięknym, pełnym zieleni deptakiem i czego można chcieć więcej. 

As I am going to add a link to the short video clip we made, and there is church in it, a few words of explanation. The church of Santa Magdalena was just a few steps away from the hotel and it holds the tomb of Catalina Tomas, a saint from Valdemossa, a plate illustrating her life depicting every other house in this lovely town. But I will talk more about it when describing Valdemossa. Here is the interior of the church.

Na końcu tego wpisu dodam link do krótkiego materiału video, jaki nakręcilismy w hotelu, ale jako że na video występuje również kościół, kilka słów wyjaśnienia. Kościół Świętej Magdaleny znajduje się dosłownie kilka kroków od hotelu Gloria de Sant Jaume, więc zajrzeliśmy do środka obejrzeć jego wnętrze. Kosciół ten mieści w sobie grób świętej Katarzyny z Palmy (Catalina Tomas), pochodzacej z Valdemossy, gdzie co drugi dom upamiętnia ją ceramicznymi kafelkami, przestawiającymi sceny z jej życia. Ale o tym wiecej przy opisie Valdemossy. Tutaj natomiast wnętrze kościoła świętej Magdaleny. 

20180920_095605_0000_0084-01-web.jpg

Our hotel and the nearby church

Nasz hotel i pobliski kościół

Morning with Etosha and Tuano

It is early morning and we are visiting Etosha and Tuano again. As I kicked a fuss yesterday about their diet we started to chat with the behaviourist and he asked if we want to go behind the scenes today. Sure, we do! Normally, tourists only see Etosha and Tuano, but today we will pay a visit to all cheetahs staying at Bagatelle. But now we came to say hello to these lovely boys again. Cheetahs are so similar to domestic cats, they purr, they play, they roll on their backs and they are utterly beautiful.

Jest wczesny ranek i jesteśmy właśnie z wizytą u Etoshy i Tuano. Wczoraj, po całej naszej dyskusji o bilansowaniu diety pogadaliśmy trochę dłużej z behawiorystą i zapytał nas dzisiaj, czy chcemy zobaczyć wszystkie gepardy „od kuchni”. Pytanie, rzecz jasna, retoryczne. Oczywiście, że chcemy! Normalnie tylko Etosha i Tuano przyjmują gości, ale dzisiaj pójdziemy nakarmić wszystkie gepardy pod opieką Bagatelle. Ale póki co obserwujemy nasze znajome chłopaki, które zachowują się dzisiaj jak domowe kociaki – mruczą, bawia się, przewalają się na grzbiecie i są absolutnie zachwycające. 

Sundowner

We embrace the end of the day with a glass of gin and tonic, looking how dramatically the scenery is changing as sun sets lower and lower. Time for dinner and bed. It was a good day...

Sam koniec dnia witamy ze szklaneczką ginu i toniku, obserwując jak dramatycznie zmienia się sceneria, podczas gdy słońce opuszcza się coraz niżej i niżej. Czas na obiad i sen. To był dobry dzień.

Etosha and Tuano

The guide takes us to the enclosure of two cheetahs, Etosha and Tuano. Tuano has a lot of scars from the times there used to be three cheetahs together and they often fought for food.  - And so the meaty bones and whole carcasses were removed from their diet and replaced by the chopped meat and organs - it is explained to us. - How do you suplement calcium in their diet? - I ask. - Oh, no worries, they do have some vitamin powders. - Do you mean vitamins and minerals? No answer. - Calcium citrate? Calcium carbonates? Eggshells? The guide stares at me with a very blank face and my heart starts to sink. - How do you balance phosphorus to calcium ratio then? - They do have this powder, you know, the vitamin powder... - Vitamins are irrelevant to my question, really - I say, and he can see by now I am deeply worried. - Wait, he says, I do not know, I do not make meals, the behaviourist will know, you must ask him, maybe they have this calcium in the powder. I do not know. Later on, the behaviourist will come to us to explain that, indeed, they do have calcium supplements in their diet, and follow recipe for well balanced meals.  - They even do get meaty bones to clean the teeth, just not in every meal - he says. Heavy stone is lifted from my heart. We talk for a while about their diet. 

Etosha and Tuon get their barf (for those who may not know,  barf = biologically appropriate raw food) and guests can even come close and stroke their heads when they are engrossed in eating, but that's it. The moment they finish their meal no one (apart from the behaviourist maybe) will touch them any more, and they will disappear shortly running away in their huge enclosure. No full bowl, no sense to stay around humans...

 

Przewodnik zabiera nas do wybiegu dwóch gepardów: Etoshy i Tuano. Tuano ma dużo blizn, szczególnie wokół nosa, z czasów kiedy przebywał z nimi  jeszcze jeden gepard i często walczyli miedzy sobą o jedzenie. - I dlatego z ich diety zostały wycofane mięsne kości czy całe tuszki, a zamiast tego dostają pokrojone kawałki mięsa i podrobów – wyjaśnia przewodnik. - A jak suplementujecie wapń w ich diecie? – pytam.  - Ach, wszystko jest dobrze, one dostają czasem sproszkowane witaminy. -Rozumiem, że nie tylko witaminy, ale też inne suplementy? Brak odpowiedzi. - Cytrynian wapnia? Węglan wapnia? Skorupki jajek? Przewodnik patrzy na mnie, jakbym mówiła do niego po chińsku. (Albo po polsku). To niemożliwe - myślę, ale zaczynam wpadać w panikę. -To jak bilansujecie stosunek wapnia do fosforu? – One dostają ten proszek do jedzenia, tam są wszystkie potrzebne witaminy… -Witaminy nie są odpowiedzią na moje pytanie – mówię i przewodnik już widzi, że coś jest bardzo nie tak.  - Behawiorysta na pewno wie, ja nie wiem, jego trzeba zapytać.  Za jakiś czas prowadzi do nas behawiorystę, który wyjaśnia, ze tak, wapń jest suplementowany, wszystko jest wyliczane i bilansowane, a gepardy dla higieny zębów dostają nawet mięsne kości i tuszki, tyle ze raz na jakiś czas, nie codziennie. Wielki ciężar spada mi z serca. Gadamy sobie chwilę o diecie u kotowatych. 

Etosha i Tuano dostają swój barf (dla tych, co nie wiedzą, barf to surowe posiłki z mięsa, podrobów i niezbędnych suplementów) i goście mogą podejść bliżej, a nawet głasnąć gepardzie głowy, gdy koty są całkowicie zaabsorbowanie pochłanianiem posiłku. Ale tylko wtedy. Kiedy ostatni kawałek mięsa znika w ich przełyku, dotknąć się być może pozwolą swojemu behawioryście. Zresztą za chwilę pognają w głąb swojego wybiegu i tyle ich widziano. Nie ma pełnej michy, nie ma sensu przebywać wokół ludzi. 

 

Bagatelle scenic drive (part 3 - On the way back)

We are heading back to the Bagatelle lodge to meet the cheetah before the sundowner. And we are lucky again. First we meet Southern Yellow-Billed Hornbill foraging for seeds or small insects. These birds are endemic to the dry savannahs of southern Africa. 

Zmierzamy pomału z powrotem do hotelu Bagatelle aby zobaczyć jeszcze gepardy przed zachodem słońca. Szczęście nam dopisuje i w pierwszej kolejności napotykamy toko czerwonolicego, szukającego nasion lub małych insektów.  To gatunek ptaka praktycznie endemiczny dla sawanny południowej Afryki. 

Soon after we spot Lilac Breasted Roller (I so hoped to see this bird!) perching at the top of a tree. 

Zaraz później zauważamy siedzącą na czubku drzewa kraskę liliowopierśną (hurra, bardzo chciałam zobaczyć tego ptaka). 

Then a running harem of springbok stops to take a proper look at us :-) Oh, hello there.

Potem rozpędzona grupa skoczników antylopich zatrzymuje się nagle, żeby nam się dobrze przyjrzeć. 

And finally there are steenboks! 

A na sam koniec spotykamy jeszcze antylopiki (Raphicerus)!

Bagatelle scenic drive (part 2 - giraffes bonanza)

Far, far away we find a group of beautiful giraffes. They go from one acacia tree to another paying not much attention to us at all, and so we can take as many pictures as we want. Which means a lot. 

Jesteśmy już dość daleko, kiedy napotykamy piękne stadko żyraf. Żyrafy pasą się spokojnie, idąc od jednego drzewa akacji do drugiego i nasza obecność nie wydaje się robić na nich zbyt dużego wrażenia. Wiec możemy spokojnie robić zdjęcia. Dużo zdjęć. 

Oh, and we nearly drove on the tortoise, but luckily the guide managed to stop the car before the little fellow came to any harm. Check the movie as well :-)

A, i prawie przejechaliśmy żółwia, ale na szczęście przewodnik go wypatrzył w koleinach piasku i zatrzymal w porę samochód. Zółwik po dokładnych oględzinach pomaszerował sobie dalej. Zobaczcie także filmik. 

 

Bagatelle scenic drive (part 1 - psychodelic orange and wildebeest)

Off we go for a rather long and breath-taking scenic drive.  A couple of hours of driving through rolling dunes and changing landscapes and we start to understand why not-such-a-small lodge decided to call itself "bagatelle" (trifle). In comparison with the vastness and wilderness of Kalahari it seems to be small and of little consequence indeed. 

In the afternoon light  the dunes are so fiercely orange, and acacia trees so lush and green, that it seems unreal. But beautifully so.

 

Po południu ruszamy na dość długą i naprawdę fascynującą przejażdżkę po Kalahari. Tak mniej więcej po godzinie, może półtorej, zaczyna do nas docierać dlaczego nie mały przecież lodge nosi nazwę „Bagatelle”. W porównaniu ze skalą Kalahari, jego obszar to rzeczywiście bagatelna sprawa. 

Krajobrazy są przepiękne. Są tak piękne, że można się tak gapić i gapić i paść własną duszę aż do wypęku. W  popołudniowym słońcu pomarańcz jest tak intensywny a zieleń akacji tak soczysta, że aż wydaje się to trochę nierealne. 

Every so often we encounter groups of various animals: oryx, springboks, ostriches, gnu and obviously social weavers.

When there is life, there is death, and thus occasionally we alse see a dead animal or (more often) a skeleton. 

 

Co chwila napotykamy większe lub mniejsze grupy zwierząt: oryksy, skoczki antylopie, strusie, kudu i oczywiście gniazda tkaczy.

Tam, gdzie jest życie, nieodmiennie pojawia się także śmierć, wiec zdarza nam się też zauważyć martwe zwierzę lub sam jego szkielet. 

On quite a few occasions we encounter wildebeest (gnu) and we can see both species: the black wildebeest (white-tailed gnu) and the blue wildebeest (brindled gnu). 

You can distinguish black from blue wildebeest by the colour of their coats, as long as you can part with logic for a while: blue wildebeest is dark grey (ok, with a blueish sheen to the coat), it has stripes and black tail. Black wildebeest is brown with a cream colour tail – obviously. 

You can also distinguish them by the orientation and curvature of their horns. Horns of the blue go out to the side, then curve down before curving back up. The blacks’ horns protrude forward then curve downward before curving back up.

The blue wildebeest is somewhat bigger of the two species. 

 

Kilka razy napotykamy na grupki gnu – obydwa ich gatunki: brunatne i pręgowane. Gnu brunatne jest ciemnobrunatne z kremowym chwostem ogona. Gnu pręgowane jest szare z pionowymi pręgami oraz ciemnym ogonem. (Po angielsku jest dużo zabawniej: gnu szare z pręgami nazywa się niebieskie, natomiast gnu w kolorze brunatnym i z jasnym ogonem nazywa się czarne -  nie pytajcie mnie, co pili ci, którzy nadawali im nazwy). 

Te dwa gatunki gnu różnią się także kształtem rogów – rogi gnu pręgowanego wyrastają do boku i zakrzywiają się najpierw w dół, a następnie w górę. Rogi gnu brunatnego wyrastają bardziej do przodu, chociaż tez zakrzywiają się najpierw do dołu a następnie do góry. 

Gnu pręgowane jest większe niż brunatne. 

Seven ostriches, more...

One ostrich, two ostriches, three ostriches, four.
Five ostriches, six ostriches, seven ostriches, more.

And also donkeys. 

That is what we see from a balcony today :-)

 

Ene, due, usia

Gonił osioł strusia

A struś nie uciekał

Tylko na nas czekał…

I takie rzeczy dzisiaj widzimy z balkonu....

 

Dune chalet

We get to the chalet at least and I love, love, love the view from the balcony. There is a water hole, too, and ostriches and donkeys often come here to drink.

 W końcu docieramy to naszej chatki i widok z jej tarasu jest po prostu bajkowy. I nawet jest źródło wody, z którego często korzystają mieszkające tu strusie i osły. 

Four chalets (including ours), constructed from wood and on built stilts,  are set on the top of dune, with unsurpassed view on the enormous sea of orange sand freckled by green acacia trees and some shrubs. It really is tottally breath-taking. 

Cztery chatki, w tym nasza,  wybudowane są na szczycie wydm i rozciąga się z nich niczym nie zakłócony widok na wielkie pomarańczowe morze piasku upstrzone jedynie zielonymi piegami akacji i innych małych krzewów. Kolory są tak intensywne, że wydają się prawie nierealne. 

A gang of meerkats

Only a bit more than one hour and we arrive at the next stop in our South Odyssey - Bagatelle Kalahari Game Ranch. Our chalet is not yet ready when we arrive so it is time for a cold drink. But as soon as we sit down in the bar area outside the main building we are surrounded by a gang of meerkats. And this of course means that I run for the camera and am lost to the world for an hour or so whilst Marcin enjoys his beer or perhaps three. 

Meerkats live in groups up to 50 individuals in underground burrows with many entrances (similarly like described before cape ground squirrels). They are extremely social animals. During the day they forage in a group with at least one sentry on guard scanning the sky and desert for predators (such as eagles, hawks and jackals) while the others search for food. Sentry duty is usually about an hour long. If sentry senses danger, they will let out a high-pitched squeal, sending the mob looking for cover. Meerkat calls may carry specific meanings, with particular calls indicating the type of predator (aerial vs terrestrial) and the urgency of the situation (high, medium or low).

Like it is common in many various species, meerkat babies learn by observing and copying adult behaviour.  But what is not that often seen in animals, meerkats engage in active instruction, playing role of teachers. Let's take foraging and hunting for insects and small animals as an example. Meerkat youngest babies do not forage for food - adults bring dead animals to feed them.  But as the pups grow older, they start following an older member of the group who acts as their teacher. Teachers start to bring live prey to them but they disable it first. For example, if it is a scorpion the teacher would bite the sting off before pups can try to eat it. Then, finally, young meerkats start to plead for a chance to hunt their own dinner and the teacher will allow them to have live prey and deal with it all by themselves under their supervision. 

 

Tylko nieco ponad godzinę zabiera nam dotarcie do następnego przystanku w naszej Południowej Odysei – Bagatelle Kalahari Game Ranch. Nasz domek na wydmach nie jest jeszcze gotowy, więc idziemy napić się czegoś zimnego do baru przy basenie. Pierwsze co widzę, to całe stadko surykatek, wiec wracam do samochodu po aparat i w zasadzie od tego momentu nie ma mnie dla świata, podczas gdy Marcin wypija sobie zimne piwko. Albo trzy. Nie wiem ile, bo byłam całkowicie pochłonięta surykatkami. 

Surykatki są zwierzętami bardzo społecznymi i zwykle żyją w grupach od kilku do kilkudziesięciu osobników - najczęściej jest to spokrewnione ze sobą potomstwo pary alfa. Mieszkają w dużych podziemnych norkach z wieloma wyjściami, podobnie jak afrowiórki namibijskie, z którymi zresztą czasami dzielą wspólne norki. W ciągu dnia surykatki idą w grupach szukać jadalnych roślin i grzybów oraz polować na insekty, skorpiony, węże i inne małe zwierzęta. Co najmniej jeden osobnik staje wówczas na czatach wypatrując zagrożeń, takich jak zbliżający się orzeł, jastrząb, czy szakal. Jego dyżur trwa mniej więcej godzinę. Jeśli wypatrzy zagrożenie, wydaje charakterystyczne wysokie dźwięki, ostrzegając rodzinę, przy czym dźwięki te są inne jeśli niebezpieczeństwo nadchodzi z góry (ptak) niż jeśli nadchodzi z ziemi (np. szakal). Ten alarm wokalny informuje także stado, jak duże jest zagrożenie.

Podobnie, jak często występuje to wśród różnych gatunków zwierząt, młode surykatki uczą się obserwując i naśladując osobniki dorosłe. Ale – co się znacznie rzadziej zdarza – dorosłe surykatki angażują się w aktywne nauczanie i przekazywanie instrukcji młodym. Dobrym przykładem może być właśnie polowanie. Surykatkowe niemowlaki nie wychodzą na powierzchnię, ich opiekunowie dostarczają im już zabite insekty i inne elementy pożywienia. Ale w miarę, jak zaczynają podrastać, zaczynają chodzić do surykatkowej szkoły życia. Tu ich nauczyciele pokazują im, jak polować i przynoszą im żywe, ale początkowo „unieszkodliwione” egzemplarze potencjalnie niebezpiecznych gatunków, na przykład skorpiony z odgryzionym już kolcem jadowym. Kiedy maluchy dobrze już sobie z nimi radzą, pod okiem opiekunów zaczynają same polować na normalne, nie uszkodzone skorpiony. 

 

I could easily sit here and observe foraging meerkats for another few hours but we need to get our things to the chalet as we intend to go for scening drive this afternoon again. When I go back to the reception area I find Marcin making friends with a tamed springbok. He was raised on a bottle here on the ranch as his mum did not make it and now he loves human's company. The restaurant area seems to be his favourite place (guess why, guess why). Special horn-pads were made for him in case he would like to familiarise himself with guests just a tad too much :-). 

 

Mogłabym tak siedzieć i obserwować surykatki godzinami, ale musimy przenieść rzeczy z samochodu do pokoju, bo zamierzamy wybrać się wkrótce na popołudniowe safari. Marcina znajduję przed recepcją, w trakcie zawierania znajomości z miejscowym, trochę oswojonym, skoczkiem antylopim. Po stracie matki, skoczek odchowany był na butelce i polubił ludzkie towarzystwo. Stawia się także nieodmiennie na każdej kolacji. Na rogach ma specjalne ochronne nakładki, w razie jakby przyszło mu do głowy spoufalić się z kimś za bardzo…

Good Bye Red Dunes Lodge...

It is time to pack our things and go on with our adventure, but we have just enough time to sip a cold drink on the veranda of our room, watching elands that came again to graze.  And then off we go again, with some lovely springboks bidding us farewell... The next stop is not so far away.

 

Jeszcze tylko czas na chłodny napój na werandzie naszego domku, obserwując elandy, które zastąpiły gnu i już musimy się pakować i ruszać dalej w drogę. Na drodze do B1 wyszły nas pożegnać skoczniki antylopie. Nasz następny przystanek  to wciąż Kalahari, tylko trochę bardziej na południe…

Squirrels, squirrels everywhere

Last afternoon we spent eating cake and watching cape ground squirrels  and now we go back again to observe these cheeky fellows.

Cape ground squirrels live mainly in arid or semiarid areas, mostly in velds and grasslands. As burrowing animals they dig and live in clusters of burrows, protecting them from extreme temperature and predators. Their underground houses are on average 700 square metres big and have many entrances.  Cape squirrels eat fruit, grasses, herbs, bulbs, insects and shrubs, but they do not tend to hoard food.

There is one thing we immediately notice and then I check with uncle Google to be sure, and yes, we are correct - for thermoregulation, ground squirrels shade their head and back with their bushy tails, using them like sun umbrellas. 

Cape ground squirrels appear to have friendly relationship with meerkats and often use the same burrows. And yes, we can see Timon, the semi-tamed meerkat living in the lodge, disappear in some of the entrances when he pleases only to reappear again through another hole. 

 

Wczorajszego popołudnia mieliśmy okazję zapoznać się z tutejszą populacją afrowiórek namibijskich (znanych także jako wiewiórki przylądkowe). Dzisiaj idziemy poobserwować je znowu. To tak ciekawe istotki, że możemy tak siedzieć i patrzeć godzinami. 

Afrowiórki zamieszkują głównie tereny suche typu sawanny i pustynie. Mieszkają w wykopanych przez siebie, dużych (zajmujących średnio 700 metrów kwadratowych) norkach, a raczej systemach norek z wieloma wejściami, które zapewniają im ochronę przed ekstremalnymi temperaturami i większością drapieżników. Żywią się owocami, trawami, ziołami, korzonkami i owadami, ale nie gromadzą zapasów żywności, jak wiewiórki europejskie.

Już wczoraj, zaraz po kilku minutach obserwacji zauważyliśmy jedną rzecz. Sprawdziłam potem z wujkiem Google, czy mamy rację. Mamy. Afrowiórki używają swoich puchatych ogonów jak parasoli słonecznych, chroniąc swoja głowę i grzbiet od palącego słońca.

Afrowiórki namibijskie żyją w przyjaznych relacjach z surykatkami. Pozwalają im korzystać ze swoich norek, a w zamian za to surykatki ostrzegają je przed zbliżającymi się niebezpieczeństwami. Kilka razy widzieliśmy więc jak Timon znika pod ziemią, żeby pojawić się później na powierzchni w innym miejscu. 

The early bird...

...gets the view on blue wildebeest. As we get ready for breakfast, here they come to the pan in front of our windows.  So we look at them and feed our souls before we go to feed our bellies. 

Kto rano wstaje, ten… widzi gnu pręgowane. Całe stadko przyszło z samego rana przed nasze okna. Obserwujemy je przez dłuższą chwilę, zanim pójdziemy na śniadanie. Strawa dla ducha przed strawą dla ciała.