Majorca

La Granja

After breakfast we went to Esporles to visit la Granja, a rural estate changed into a museum that gives a good insight into Mallorcan history, if sprinkled with a dose of kitsch (not necessarily always a bad thing as it means you can taste the local wine and shovel a bunch of still hot doughnuts (“bunyols”) with a selection of jam into your mouth).

Since 1447 La Granja has been a private house owned by various noble families but most of what we could see today dates from the 17th century. The hacienda is set in a wooded and terraced valley and has a beautiful loggia on the first floor. The highlights of the visit for us were the drawing room with its own theatre, period-furnished rooms, the medical room with a dentist chair and the dungeon with a torture chamber (it is an add-on, it was not originally a part of the estate, but it is interesting nonetheless). Multiple workshops, cellars and kitchens contain wine press, almond and olive-oil mills, and displays of various everyday objects letting visitors learn about rural Mallorcan traditions. The biggest minus - the farm animals seemed to be kept in suboptimal conditions.

We spent a good part of the day here, had our al-fresco lunch (which was not really brilliant but it did not bother us as the surroundings were so nice), had a lazy stroll around the garden and then went on to see a beautiful village of Deia. 

 

Po śniadaniu ruszamy do Esporles, gdzie naszym celem jest La Granja, typowa posiadłość ziemska, zamieniona  dzisiaj w muzeum I dająca dobry wgląd w dawne życie majorkańskiej arystokracji. Co prawda lekcja historii jest tu okraszona sporą dawką turystycznego kiczu, ale to niekoniecznie zawsze jest złą rzeczą, zwłaszcza kiedy oznacza możliwość skosztowania lokalnego wina i pochłonięcia kilku gorących jeszcze lokalnych małych pączków z dżemem (zwanych tu jako „bunuelos”).

Od 1447 r. La Granja jest prywatnym domem należącym do różnych szlacheckich rodzin, ale większość tego, co dziś można oglądać pochodzi z XVII wieku. Hacjenda znajduje się w zalesionej dolinie i ma piękną loggię na pierwszym piętrze. Główną atrakcją wizyty był dla nas salon z własnym teatrem, rożne pokoje wyposażone w meble z epoki, sala medyczna z fotelem dentystycznym i loch z komorą tortur (loch nie był pierwotnie częścią nieruchomości, został dodany jako ciekawostka turystyczna, ale i tak robi wrażenie).  W wielu warsztatach, pomieszczeniach piwnicznych i kuchni znajdują się tłocznie wina, młyny do wyciskania oleju z migdałów i oliwy z oliwek, a także rozmaite przedmioty codziennego użytku, które pozwalają zwiedzającym poznać i lepiej zrozumieć tradycje wiejskie na Majorce. Największy minus - zwierzęta hodowlane utrzymywano w warunkach wg mnie niekoniecznie optymalnych.

Po zwiedzeniu domu i ogrodów zjedliśmy późny lunch na świeżym powietrzu - jedzenie mówiąc szczerze nie było znakomite (nie licząc wspomnianych wyżej pączków) ale nie bolało to jakoś za bardzo bo dobrze nam się siedziało na słoneczku po całym tym chodzeniu. Nasz cel na dzisiejsze późne popołudnie to słynna ze swojej urody wioska Deia. Czas więc się zbierać. 

 

And here is a video glimpse into La Granja, and us devouring donuts and wine.

A tutaj jeszcze krótki materiał video pokazujący hacjendę i nas obżerających się pączkami i winem

Ensaimada anyone?

This morning we stop for breakfast in near by chocolateria. We order hot sandwiches, coffee, tea and famous ensaimadas - spiral flaky pastries very popular on the island. To be honest, I am a bit disappointed. They would be super nice if not the strong lard aftertaste. But later we will discover that it depends on where you buy them from, sometimes they are really great, sometimes this lard-ish aftertaste is much too much for me to truly enjoy them.

Dzisiaj rano idziemy na śniadanie do pobliskiej czekoladowni. Zamawiamy bagietki na gorąco, kawę, herbatę i słynne ensaimadas – spiralne, puchate drożdżówki posypane cukrem pudrem, niezwykle popularne na całej wyspie. Ten pierwszy raz, kiedy je jem jestem trochę zawiedziona. Mają tak silny posmak smalcu i to nie najlepszego smalcu, ze aż przestają mi smakować. Potem się przekonamy, że w różnych miejscach smakują inaczej – czasami posmak smalcu jest dużo bardziej subtelny i bułeczki są pyszne, a czasami jest tak (subiektywnie dla mnie) okropny, że nie jestem w stanie ich jeść. 

Sunset

For dinner and to unwind a bit after a busy day we go to Banyalbufar, one of the drowsy clifftop coastal villages. We stop at the 1661 Cuina de Banyalbufar for beef fillet (myself), seafood (Marcin) and delicious fig ice-cream. From here we have only a very short drive to Torre des Verge, a medieval watchtower, where we stay to observe the sun going down. The views out along the coast are so very beautiful and surprisingly there are very few people, so the evening is peaceful and lovely and then it is time to go back to Palma for the night. 

 

Żeby zjeść obiad i zrelaksować się po pełnym zwiedzania dniu jedziemy do jednego z małych miasteczek przycupniętych na przybrzeżnych klifach – Banyalbufar.  Wybieramy 1661 Cuina de Banyalbufar na nasze miejsce posiłku, kierując się tym razem wyłącznie własną intuicją i ona nas nie zawodzi. Owoce morza (Marcin) i fileta z wołowiny (ja) poprawiamy przepysznymi lodami figowymi. Stąd mamy już tylko króciutki odcinek drogi do Torre des Verge, średniowiecznej wieży obserwacyjnej trochę dramatycznie uczepionej klifu. Z parkingu (jak i z samej wieży) roztaczają się piękne widoki, a że na szczęście ludzi jest bardzo niewiele, zostajemy obejrzeć zachód słońca. A potem już tylko pozostaje wrócić do Palmy na noc. 

Valdemossa

After nice breakfast in the nearby café, off we go to famous Valdemossa.  We find a place to park (not an easy affair) and luckily from there we have only few steps to the monastery gardens.

 The origins of the town date back to the fourteenth century, when King Sancho built his royal palace here in the hills to cope better with his asthma. In 1399 the palace was gifted to the Carthusian monks who converted and extended it into monastery – Valdemossa’s Real Cartuja de Jesus de Nazaret. What is visible today is mostly version from XVII and XVIII centuries. 

Monastery in Valdemossa became even more popular since George Sand and Frederic Chopin stayed here for 4 months in 1838/39, three years after the last monks were evicted during suppression of the monasteries.

Po sympatycznym śniadaniu w pobliskiej kafejce (śniadanie w naszym hotelu kosztuje tyle, że muszą serwować marcepany polane truflami podane na złotej zastawie wiec poszliśmy zjeść gdzie indziej), jedziemy zobaczyć słynną Valdemossę. Trochę nam schodzi na znalezieniu miejsca do zaparkowania, ale za to okazuje się, ze wylądowaliśmy zaledwie krótki spacerek od ogrodów klasztoru. 

Początki Valdemossy datuje się na czternasty wiek, kiedy to wybudowano tutaj pałac królewski, wierząc ze górski klimat będzie sprzyjał chorującemu na astmę królowi Sancho. W 1399 pałac podarowany został mnichom kartuskim, którzy rozbudowali go i przekształcili w klasztor, znany jako Królewska Kartuzja pod wezwaniem Jezusa z Nazaretu. Klasztor był wielokrotnie przebudowywany i dzisiejszy jego wygląd to głównie wersja z XVII/XVIII wieku.

Valdemossa swoją popularność wśród turystów zawdzięcza także Fryderykowi Chopinowi i George Sand, którzy mieszkali tu przez 4 miesiące w latach 1838/39, trzy lata po tym, jak ostatni mnisi zostali wysiedleni.

We start the visit from a cup of coffee/tea in the café just in front of the entrance and then we enter the church with beautiful Baroque ceiling paintings and barrel vaulting. From here, through huge wooden door, we enter the shadowy cloisters, where white-arched corridors with big splashes of lights from patio windows create really magical atmosphere. We enter into the pharmacy with its shelves crammed with beautifully decorated majolica jars, antique glass and wooden boxes. 

Odwiedziny klasztoru zaczynamy od… kawy i herbaty w małej kafejce przy wejściu. Jak to my. Potem wchodzimy do kościoła z pięknymi barokowymi freskami na suficie o kolebkowym sklepieniu. Przez wielkie drewniane drzwi przechodzimy do zacienionych krużganków, gdzie białe łuki korytarzy z akcentami światła wpadającego przez wychodzące na dziedziniec okna tworzą naprawdę magiczną atmosferę. Stamtąd wchodzimy do apteki, w której półki i szafki aż uginają się pod ciężarem pięknie dekorowanych pojemników z majoliki, starego szkła malowanego drewna. 

The prior’s cell in the opposite corridor consists of few big rooms – a chapel, a library, an audience chamber, a dining room and a bedroom and has an entrance to a private garden with magnificent view down the valley.

In contrast to this luxury, the life style of the monks  was rather harsh. They would gather together only for church services and Sunday meals, spending the rest of their life in solitude. It is also said that three days a week they only ate bread and water, and they never ate meat. And yet, they were famous from their longevity. 

In cell no. 4 there is a Chopin’s museum, where the most important exhibit is his piano that arrived here just 3 weeks before his departure to Paris (it was lost at first, then huge duty had to be paid after it was found, similarly big duty would have to be aid if Chopin were to take it back. So the piano stayed).  One of the next cells hosts the Museo Municipal as well as small collection of modern art.

 

Cela przeora, do której wchodzimy z korytarza po przeciwnej stronie krużganków, składa się z kilku dużych pomieszczeń – kaplicy, biblioteki, sali audiencyjnej, jadalni, sypialni i ma wejście do prywatnego ogrodu ze wspaniałymi widokami na dolinę poniżej. Pomimo takich luksusów reguła kartuskich mnichów była bardzo wymagająca. Mnisi spędzali większość czasu w odosobnieniu gromadząc się jedynie na niektóre ceremonie kościelne oraz niedzielne posiłki. Ich dieta była wegetariańska a przez 3 dni w tygodniu mieli jeść tylko chleb i wodę. Tutejsi mnisi byli za to słynni ze swojej długowieczności.

Cela numer 4 mieści w sobie muzeum Chopina, w którym zobaczyć można pamiątki po pobycie słynnego kompozytorze i George Sand,  w tym ich rękopisy, listy, portrety. Najważniejszym eksponatem jest fortepian, który Chopin zamówił jeszcze w Paryżu, a który zaginął po drodze na Majorkę, a gdy wreszcie dotarł do miejsca przeznaczenia, okazało się że należało za niego zapłacić ogromne cło. Fortepian dotarł do klasztoru zaledwie trzy tygodnie przed zaplanowaną przez Chopina i Sand podróżą powrotną do Paryza i już tam pozostał.

W kolejnych celach mieści się lokalne muzeum i mała galeria sztuki współczesnej. 

Only after leaving the monastery we realise how long it took us to wander around it and it is already time for a late lunch. So we stay in the restaurant situated between the monastery and Palace of king Sancho. Marcin is having fish, myself spaghetti Napoli.  The food is nice and the lingering in the sun is a bliss.

Dopiero po wyjściu z klasztoru orientujemy się, jak długo byliśmy w środku. Zdecydowanie jest już czas na lunch, wybieramy wiec restaurację położoną bardzo blisko klasztoru i pałacu króla Sancho. Marcin wybiera rybę, ja spaghetti po neapolitańsku. Jedzenie jest dobre a pogoda idealna do siedzenia na zewnątrz. 

With bellies pleasantly full we can go on with sightseeing. Now it is time for the Palace. Even though it is not the original medieval version, it is the oldest part of the monastery, mostly dating back to the XVI century. We go through a series of period rooms and the beautiful courtyard. The most impressive are the red and yellow drawing rooms with rich tapestry on the walls - good examples of the typical sitting rooms of Majorca’s aristocracy houses. The yellow room is the family pictures gallery. The furniture in the red drawing room is mostly from Baroque era. 

 

Zaspokoiwszy głód, idziemy do pałacu. Mimo, ze nie zachowała się jego średniowieczna wersja, jest to wciąż najstarsza część klasztoru, sięgająca  XVI wieku. Oglądamy piękny dziedziniec i serię historycznych pomieszczeń. Największe wrażenie robią czerwony i żółty  salon z bogatymi obiciami ścian i barokowymi meblami – dobre przykłady pomieszczeń z domów majorkańskiej arystokracji.  

After visiting the Monastery and the Kings Sancho Palace we walk down the cobbled streets sprinkled with stout stone houses, shops, cafes, restaurants, and big pots of flowers, hunting the colourful tiles depicting a local saint – Santa Cathalina Thomas. And there are plenty of them. The local people seem to be a little obsessed with their own saint judging by the number of tiles we can spot. 

Down the Carrer de Jovellanos we get to Miranda de Lledoners, a viepoint on the charmful Valdemossa’s rooftops in ochre colours, descending down to the valley and the church of St Bartomeu. 

And here we say goodbye to Valdemossa, at least for today. 

 

Po obejrzeniu klasztoru i pałacu idziemy  w dół krętymi uliczkami z niewysoką kamienną zabudową, mijając małe placyki pełne kawiarnianych stolików i poustawiane wszędzie donice z kwiatami.Na frontonach wielu domów znajdują się kolorowe ceramiczne tabliczki przedstawiające sceny z życia wywodzącej się stąd świętej Katarzyny z Palmy. Staramy się znaleźć jak najwięcej takich tabliczek, co okazuje się nie być wcale trudne. Miejscowi ewidentnie nie wstydzą się swojej świętej, a może nawet mają na jej tle małą obsesje, sądząc po ilości zdjęć, jakie udaje nam się zrobić. 

Idąc wzdłuż Carrer de Jovellanos dochodzimy do punktu widokowego Miranda Lledoners, skąd możemy podziwiać schodzące w dół w stronę doliny i kościoła św. Bartlomieja ochrowe dachy kamiennych domów. I to jest nasze pożegnanie z Valdemossą, przynajmniej na ten dzień.

And here is a short movie from our visit.

A tutaj krotki film z naszej wizyty

La Bruselas steakhouse

Not too far from the Cathedral there is a steakhouse, La Bruselas, that specialises in prime cuts of free-range beef. So there we go… We order grilled octopus for a starter, beef fillets and side salads and everything is really tasty, steaks grilled to perfection. When we are ready to pay, the staff looks at us, frowns, and says it is too early to finish the night and brings two ice-frosted bottles of home-made infusions, one is a kind of limoncello, the other one is made from star anise. They are on the house, of course. Now that is a lovely touch, don’t you think? So two hours later, after we managed to make a serious dent in the liquors we go back to the hotel, take the quickest shower of them all and fall asleep like innocent babes. Good night Mallorca. 

 

Kilka minut spacerkiem od katedry wypatrzyliśmy restaurację La Bruselas, specjalizującą się w stekach z krów z wolnego wybiegu. Zamawiamy więc grilowaną ośmiornicę, wołowe filety, sałatki i muszę przyznać, że wszystko jest swieże, pyszne i perfekcyjnie przyrządzone. Kiedy już jesteśmy gotowi zaplacić obsługa patrzy na zegarek i marszcząc czoło kiwa głową na nie. Noc jest za wczesna, żeby iść do domu a krótka kolacja to nieudana kolacja. Na naszym stoliku pojawiają się więc dwie pokryte szronem butelki domowej nalewki – jedna to rodzaj limoncello, a druga jest zrobiona z anyżku. Oczywiście na koszt restauracji. No, nie powiemy przecież nie. Dwie godziny póżniej, po osuszeniu zauważalnej ilości napojów, człapiemy do hotelu, bierzemy najszybszy prysznic świata i zapadamy w sen sprawiedliwych. Dobranoc Majorko.   

 

La Seu

Driving from the airport to our hotel we can see for the first time her majesty La Seu, Palma’s vast cathedral standing proudly above the city wall, well visible from the sea, so that no one arriving from there could doubt the might of Mallorca’s Christian Conquerors. Some says La Seu herself resembles a great ship moored at the city edge. We will come this afternoon to gaze up at its tall sandstone walls basking in the golden sun, impressive and proud, adorned with many stained-glass windows. 

Po drodze z lotniska do hotelu pierwszy raz widzimy La Seu, katedrę, którą szczyci się Palma, wznoszacą się dumnie ponad murami miasta. Katedra jest dobrze widoczna od strony morza i niektórzy twierdzą, że sama wygląda jak wielki statek zacumowany na skraju miasta. Tego samego popoludnia wybieramy się na wizytę do katedry, obchodząc ją najpierw z zewnątrz i podziwiając skąpane w słońcu sciany ze złotego piaskowca i wielkie witrażowe okna.  

After we entered through a side door, we found ourselves in a mini-museum. At the centre we could see a huge gold-plated monstrance from 1585. But our attention quickly went to the portable altar, that used to belong to Jaume I, full of compartments with relics of various saints. 

Po wejściu bocznymi drzwiami znalezliśmy się w mini-muzeum. Tu naszą uwagę przykuły dwa eksponaty – wielka pozłacana monstrancja z 1585 roku i przenośny ołtarz z relikwiami różnych świętych, który należał do Jaume I. 

Through one of the side chapels we entered to the main cathedral, where light pours in through the world’s largest rose window (nearly 12m across and studded with 1,236 pieces of stained glass). There are six more rose windows, and light filtered through their coloured glass often makes beautiful kaleidoscopic effect. Twice a year, on the dates of November 11 (St Martin’s Day) and February 2 (Candlemas day) an exceptional lighting effect can be observed, due to the chromatic projection of the rose window above the main altar. The light of the rising sun crosses the greater rosette and projects on the opposite wall, just below the other rosette window, so that, for a short period of time, two tangential rosettes can be seen, one of glass and one of  light.

In the central aisle 14 tall and thin pillars raise to support the vaulted roof. The nave is 121 metres long and 44 metres high, which makes it one of the tallest between European Gothic churches. 

Przez jedną z bocznych kaplic wchodzimy do głównej nawy katedry, gdzie przefiltrowane przez kolorowe szkło światło wpada przez najwieksze na świecie gotyckie rozetowe okno (niemal 12 metrow średnicy wewnętrznej i 1236 elementów witrażu). W katedrze jest jeszcze 6 innych rozetowych okien (2 z nich niestety zasłonięte) i przechodzące przez nie światło tworzy piękne kalejdoskopowe efekty. Dwa razy w roku, w dzień Matki Boskiej Gromnicznej (02.02) oraz na św. Marcina (11.11) wschodzące słońce przefiltrowane przez wielką rozetę odwzorowuje jej kształt i kolory na przeciwległej ścianie, tuż pod innym rozetowym oknem.

La Seu jest przedstawicielką gotyku lewantyńskiego lub śródziemnomorskiego, pozbawioną popularnego w katedrach średniowiecznych klasycznego transeptu. W przejściu głównej nawy 14 wysokich, wąskich kolumn wyciąga się ku sklepieniu, a sama nawa ma długość 121 metrów i wysokość 44, co czyni ją jedną z najwyższych wśród wszystkich gotyckich kościołów Europy (po katedrze w Beauvais i Mediolanie). Wnętrze jest dość surowe, pozbawione nadmiernego przepychu.

Between 1904 and 1914 the restoration work in the cathedral were led by famous Antoni Gaudi. He removed high Baroque altar and shifted choir stalls from the centre to the side of the cathedral. He also installed electric lighting placing lamps and candelabra throughout the church. Above the high altar, Gaudi’s phantasmagorical and very controversial baldachin draws attention with its many hanging lanterns – it was supposed to be made from the wrought iron, but what is visible today is only a trial version, made from cardboard, cork, and brocade. 

W latach 1904-1914 prace nad restauracją katedry nadzorował słynny Antoni Gaudi. Usunął on barokowy ołtarz i przeniósł stalle chóru z pozycji centralnej na bok. Zainstalował także światło elektryczne i szereg lamp oraz kandelabrów. Nad głównym ołtarzem zaprojektował natomiast kontrowersyjny baldachim z podwieszanymi latarenkami, mający symbolizować koronę cierniową. Ostateczna konstrukcja miala być odlana z żelaza, ale do dzisiaj znajduje sie jedynie wersja próbna, wykonanan z tektury, korka i brokatu. 

There are many side chapels in the cathedral, but one clearly outstanding is Baroque Capella del Corpus Cristi, to the left of the high altar. Its own altarpiece in gilded and polychromed wood is tiered and columned, and features 3 religious scenes: The temptation of St Anthony, the presentation of baby Jesus in the temple and the Last Supper. 

Warta uwagi jest także barokowa kaplica Corpus Cristi, znajdująca się na lewo od głównego ołtarza. Jej wielopiętrowy ołtarz, wykonany w pozłacanym i polichromowanym drewnie, przedstawia  3 sceny religijne: Kuszenie św. Antoniego, ofiarowanie dzieciątka Jezus w świątyni i Ostatnią Wieczerzę. 

To the east of the belfry is the baroque cloister, constructed around a rectangular patio in the centre of which there is a cistern with a well. The patio is surrounded by four passages, covered with groin vaults made up of twenty rounded arches, six on the long sides and four on the short sides, supported by columns with composite capitals.

Na wschód od dzwonnicy znajduje się barokowy krużganek, wzniesiony wokół prostokątnego patio, na środku którego znajduje się studnia. Wokół patio biegną cztery pasaże ze sklepieniem krzyżowym, składające się z dwudziestu zaokrąglonych łuków: po sześć z nich przypada na dłuższe korytarze i po cztery na krótsze. Wspierają je kolumny z kompozytowymi głowicami. 

The Baroque chapterhouse houses the second part of the cathedral museum. Especially worth attention is the High Baroque altar with gilded Sacred Heart and crucifixes depicting Christ as a very muscular man. The entablature of the chapterhouse is supported on eight columns, and the extending from them ribs of the cupula meet at its central keystone which has a medallion depicting the Virgin Mary and the Child seated on a throne, surrounded by eight angels. The cupula is totally covered by plant motifs in relief.

W barokowej kapitule katedry mieści sie kolejna część muzeum. Tutaj szczególnie wart uwagi jest ołtarz z pokrytym złotem Najświętszym Sercem i krucyfiksy z bardzo umięśnionymi postaciami Jezusa. Sklepienie kapituły wspiera osiem kolum, przedłużeniem których jest osiem żeber, które spotykają się w centralnym medalionie, przedstawiającym Najświętszą Pannę z Dzieciątkiem, otoczonych przez 8 aniołów. Kopuła jest cała pokryta roślinnymi płaskorzeźbami. 

After some time spent inside we stroll outside to wait in the Parque del Mar for the dusk and evening illumination. From here we can see the most spectacular south façade looking out on to the bay of Palma. Horizontal lines of the cathedra clearly dominate over vertical ones, with its silhouette punctuated by abutments and flying buttresses topped with pinnacles. The cathedral is beautifully reflected in the nearby artificial salt lake and we stay here until it is completely dark, admiring beautiful spectacle of lights and shadows. The evening is warm, peaceful and pleasant, and now it is time to find a good restaurant. 

Po zwiedzeniu wnętrza katedry idziemy do Parque del Mar, poczekać aż nadejdzie zmrok i włączy się jej iluminacja. Od strony południowej (tj. od strony morza) La Seu robi największe wrażenie. Widać tu osiem potężnych łuków przyporowych zwieńczonych pinaklami, a pomiędzy nimi 14 mniejszych skarp, dzięki czemu linie pionowe ewidentnie dominują nad poziomymi. Światła katedry pięknie odbijaja się w wodzie sztucznego słonego jeziora, a wieczór jest bardzo ciepły, siedzimy tu więc przez dłuższą chwilę zanim głód zmotywuje nas do poszukania jakiejś przyjaznej restauracji. 

Gloria de Sant Jaume

It is a long, work-related story, that in unimportant here, but we ended up in Palma de Mallorca for 4 days to enjoy the last days of Summer. I was always afraid I would find Majorca so very touristy, all about cheap food and night life and huge characterless hotels built one next to another, and noisy, and boring. It was never high on my “must to see” list (and this list is anything but short). But I was wrong. Oh, I was right, too, I will give you that, there are a lot of tourists, a lot of hotels, probably a lot of nightlife, but nonentheless I was wrong. I have apologies to make to this island, as I was judging it by the cover. One day spent there was enough for me to change my mind: Majorca is beautiful, charming, full of character, and it is not too difficult to leave the hordes of tourists behind. And it is all about expensive food, not cheap (too expensive sometimes). 

Ok, one thing that helped me to see the island from her best is staying in the historic district of Palma. Gloria de Sant Jaume turned out to be a very nice hotel, mixing in good proportions past and presence -  preserving some elements of construction originating back in the middle ages and beautifully exposed for guests to admire, some elements from XIX century (beautiful tiles and carved woodwork are just exquisite) and adding to this a splash of semi-luxurious modern simplicity. And in the evening the hotel SPA was waiting for us with its small but lovely swimming pool and sauna to relax and unwind. The bar was lovely, too and the hotel is a short walk from the cathedral. Add to this and a very friendly staff and it all rounds up to a super nice experience. 

 

To jest cała, długa historia, jak wylądowaliśmy pod koniec tego lata na Majorce, ale ona nie jest tutaj najważniejsza. Najważniejsze jest to, że spędziliśmy na wyspie 4 dni, co całkowicie zmieniło naszą (moją szczególnie) opinię na jej temat. Przyznaję się bowiem, że Majorka nigdy nie była wysoko na mojej liście miejsc do odwiedzenia, chociaż lista ta jest prawdopodobnie dłuższa niż Nil i Amazonka razem wzięte. Wydawało mi się zawsze, że Majorka jest wyspą zatłoczoną turystami, tanimi knajpami, wielkimi hotelowymi molochami pozbawionymi jakiejkolwiek osobowości, nastawiona na nocne życie, picie i balangi nad basenem, głośną, nudną i męcząca i że czasy, kiedy jeszcze była urokliwa i piękna dawno już za nią. Jakże się jednak myliłam. Majorka jest, owszem, zatłoczona turystami i jestem w stanie się założyć, że są na niej wielkie hotelowe molochy pozbawione charakteru, tyle, ze my ich w sumie nawet nie widzieliśmy. Widzieliśmy za to Majorkę pełną pięknej architektury i sielankowych krajobrazów, od tłumów uciec było bardzo łatwo, a jak chodzi o tanie knajpy, hmmm, raczej trudno było je znaleźć…

W zobaczeniu Majorki, a zwłaszcza Palmy, od jej najlepszej strony bardzo pomógł fakt, że mieszkaliśmy w historycznej dzielnicy miasta. Zatrzymaliśmy się w hotelu Gloria de Sant Jaume, zajmującym budynek datowany na XVI wiek -  część średniowiecznych elementów konstrukcyjnych jest dzisiaj pięknie wyeksponowana, podobnie jak XIX wieczne kafle i elementy rzeźbione w drewnie, widoczne szczególnie na korytarzach pierwszego piętra. Same pokoje były dość proste, ale przyjemne i komfortowe.  Hotelowe SPA też jest bardzo przyjemne, z niedużym ale pełnym charakteru basenem i sauną, gdzie mogliśmy zostawić za sobą zmęczenie po dniu zwiedzania. Dodać do tego przyjemny bar, miłą hotelowa obsługę i fakt, że od katedry dzieliło nas kilka minut spaceru wąskimi uliczkami i pięknym, pełnym zieleni deptakiem i czego można chcieć więcej. 

As I am going to add a link to the short video clip we made, and there is church in it, a few words of explanation. The church of Santa Magdalena was just a few steps away from the hotel and it holds the tomb of Catalina Tomas, a saint from Valdemossa, a plate illustrating her life depicting every other house in this lovely town. But I will talk more about it when describing Valdemossa. Here is the interior of the church.

Na końcu tego wpisu dodam link do krótkiego materiału video, jaki nakręcilismy w hotelu, ale jako że na video występuje również kościół, kilka słów wyjaśnienia. Kościół Świętej Magdaleny znajduje się dosłownie kilka kroków od hotelu Gloria de Sant Jaume, więc zajrzeliśmy do środka obejrzeć jego wnętrze. Kosciół ten mieści w sobie grób świętej Katarzyny z Palmy (Catalina Tomas), pochodzacej z Valdemossy, gdzie co drugi dom upamiętnia ją ceramicznymi kafelkami, przestawiającymi sceny z jej życia. Ale o tym wiecej przy opisie Valdemossy. Tutaj natomiast wnętrze kościoła świętej Magdaleny. 

20180920_095605_0000_0084-01-web.jpg

Our hotel and the nearby church

Nasz hotel i pobliski kościół