food

Afternoon tea in Beresford-Balmer Lawn Hotel

The COVID restrictions are down again after a very long time so we decided to have a nice afternoon in the New Forest area. And knowing our love for food, the first escapade away from home is for…. afternoon tea. Hopefully, from now on, we will start to explore the world again (even if at first it has to be limited to our own shire…)

Restrykcje związane z pandemią są aktualnie dużo mniejsze, wiec decydujemy się po raz pierwszy od bardzo dawna wyściubić nosy z domu. A że jesteśmy obżartuchy, to nasz pierwszy wypad za miasto jest do hotelu w New Forest w celach konsumpcyjnych, a jakże. Ale miejmy nadzieje, że zaczniemy pomału wracać do oglądania świata, nawet jeśli początkowo będzie musiało to być rzut beretem od domu.

View on the Arun temple

Lunch is at The Deck by Arun Residence. It is situated opposite the Arun temple and the view from the upper floor is simply splendid. The drinks are rather splendid, too.

 

Na lunch zatrzymujemy się w restauracji The Deck należącej do hotelu Arun Residence.  Hotel i restauracja są położone  naprzeciwko świątyni Arun i widok z górnego piętra jest wart wizyty. Drinki zresztą też są niczego sobie.

Krua Aroy Aroy and a Timil temple

For the dinner, we chose nearby Krua Aroy Aroy, a small family-run restaurant, where I order green curry (always a safe option), and Marcin a fish. He was a bit surprised when his fish was served... cold. Whoops. We also ordered some herbal-fruit drinks but they happened to be sugar-saturated solutions. Not the best dinner ever, but not the reason to cry.

 

Na obiad wybraliśmy pobliską Krua Aroy Aroy, małą rodzinną restaurację, w której zamawiam zielone curry (zawsze bezpieczna opcja) a Marcin smażoną rybę. Trochę się zdziwił gdy jego rybę podano... na zimno. Ups. Zamawiamy też napoje ziołowo-owocowe, które okazują się roztworami nasyconymi cukru. Nie jest to najlepszy  tajski obiad na świecie, ale też nie powód do lamentów.

Opposite the restaurant, there is Sri Mariamman Temple  (Maha Uma Devi) from 1860. The main Tamil temple in Bangkok, is as always beautifully flamboyant, featuring a 6m tall façade with sculptures of various Hindu deities.

And now we are so tired that seeing the tall building of our Marriot at the end of the street is a relief. It is bedtime for sure.

 

Naprzeciw restauracji znajduje się Hinduska Świątynia Sri Mariamman (Maha Uma Devi) z 1860 roku. Ta główna świątynia Tamilów w Bangkoku jest jak wszystkie tamilskie światynie ekstrawagancko kolorowa, z 6-metrową fasadą pokrytą rzeźbami różnych hinduskich bóstw.

Ogladamy światynie i dopada nas takie zmęczenie (może to skutek wypicia wiadra cukru pod pozorem napoju z hibiskusa), że widok wysokiego budynku naszego Marriota na końcu ulicy przynosi ulgę. Czas odnaleźć nasze łóżka.

Khua Kling Pak Sod


After fast travel by tuk-tuk, we head to Khua Kling Pak Sod for dinner. It is not far from our hotel, so we decided to take a walk. The name of the restaurant comes from the well-known in Southern Thailand spicy, dry curried meat dish. Khua Kling Pak Sod is a family-run restaurant specialising in authentic southern cuisine, one of the best such in Bangkok. It is quite simple and unpretentious inside, with green ceramic tiling and retro leather chairs, but the food is spicy and very tasty. Marcin goes for stir-fried glass noodles with cowslip creeper flowers and prawns and I pick traditional Pad Thai. After dinner, we walk back to the hotel for a long bath and a good night's sleep.

 

Po szybkiej podróży tuk-tukiem do hotelu wyruszymy do Khua Kling Pak Sod na obiad. Restauracja nie jest daleko od naszego hotelu, więc zdecydowaliśmy się pójść do nie spacerem. Nazwa restauracji pochodzi od znanego w południowej Tajlandii pikantnego dania. Khua Kling Pak Sod to bowiem rodzinna restauracja specjalizująca się w autentycznej kuchni południowej, jedna z najlepszych takich w Bangkoku. W środku urządzona jest dość prosto i bezpretensjonalnie, z zielonymi ceramicznymi kafelkami i skórzanymi fotelami w stylu retro. Jedzenie zaś jest ostre i bardzo smaczne. Marcin wybiera smażony szklisty makaron z kwiatami jaśminu tonkin i krewetkami, a ja tradycyjny Pad Thai. Po kolacji wracamy do hotelu na długą kąpiel i spokojny sen.