The Ivy Cafe, Richmond

After the Orchid Festival, we treat ourselves to the cream tea at The Ivy Café. It is an all-day dining British café and restaurant, but it is far from a timid eatery. Instead, it offers a lavish, highly colourful interpretation of traditional brasserie design, brimming with marble, mirrored surfaces, burnt-orange upholstery, and playful wildlife accents.

 

Po Festiwalu Orchidei wpadliśmy do The Ivy Café na “cream tea”. To lokal, w którym można wpaść zarówno na kawę i ciasto, jak i zjeść coś konkretnego, ale spokojnej, typowej kawiarni tu nie znajdziecie. Wnętrze to prawdziwa uczta dla oczu: marmury, lustra, kanapy w pięknym kolorze ochry i wszechobecne motywy zwierzęce, które nadają mu wyjątkowego charakteru.

The bar is very much the star of the interior: a gleaming marble counter lined with striking tangerine leather stools. Nearby, banquettes and mid-century chairs appear to clash in a riot of shapes and colours, but the effect is entirely intentional.

Artwork near the windows nods to the restaurant’s proximity to Richmond Park, while the walls are crowded with an eclectic mix of paintings and drawings - from birds, hares, and other wildlife to charming depictions of dogs, including a very dapper pointer or two.

The Ivy style is immediately recognisable - you know it’s The Ivy the moment you step inside, yet each branch puts its own spin on the classic formula. That ability to blend a signature look with subtle, idiosyncratic touches is what sets the chain apart and makes me want to visit them all. In Richmond, the playful references to the park give the interior its own distinctive charm.

Bar zdecydowanie przyciąga wzrok: marmurowy blat otaczają skórzane stołki w intensywnym pomarańczowym kolorze. Wokół porozstawiane są kanapy i krzesła w stylu mid-century, które na pierwszy rzut oka wydają się być „nie od kompletu”, ale w rzeczywistości wszystko jest przemyślane i w pełnej harmonii. Prace na ścianach przy oknach nawiązują do bliskości restauracji z Richmond Park, podczas gdy pozostałe ściany wypełnia eklektyczna mieszanka obrazów i rysunków - od ptaków, zajęcy i innej dzikiej przyrody po urocze przedstawienia psów, w tym jednego czy dwóch wyjątkowo eleganckich pointerów.

Styl Ivy jest od razu rozpoznawalny - wiesz, że jesteś w Ivy, jak tylko przekroczysz próg kawiarni, nawet jeśli odwiedzasz zupełnie nową filię. A jednocześnie każdy lokal wprowadza własny, niepowtarzalny akcent: drobne i czasem zaskakujące detale, które nadają poszczególnym kawiarniom ich indywidualny charakter. To właśnie ta umiejętność łączenia charakterystycznego wystroju z subtelną, idiosynkratyczną różnorodnością sprawia, że chce się odwiedzać kolejne lokale tej sieci. W Richmond są to wspomniane elementy nawiązujące do pobliskiego parku.

We came straight from the gardens, so our outfits were comfortable and simple - but that was no problem. The Ivy is the kind of place that tempts you to dress up a little, yet you feel completely at home even if you don’t.

Our cream tea was a feast for both the eyes and the palate. We started with smoked salmon and cream cheese sandwiches – a perfectly executed classic. The grilled chicken brioche with truffle mayo added a rich, indulgent twist, while the scones, of course, came with clotted cream and strawberry jam that tasted like summer in a jar. Dessert was delightfully whimsical: a cake masquerading as a tiny flower pot, with chocolate-shaving “soil” and a delicate bloom on top, accompanied by macarons decorated with tiny honeybees.

Nasz posiłek był prawdziwą ucztą nie tylko dla podniebienia, ale także dla oczu. Zaczęliśmy od klasycznych kanapek z wędzonym łososiem i serkiem śmietankowym - perfekcyjnie przygotowana klasyka angielskiej „popołudniowej herbaty”. Grillowana pierś kurczaka w bułce brioche z majonezem truflowym dodała „małą nutkę dekadencji”, a oczywiście nie zabrakło także tradycyjnych skonów z gęstą śmietaną i truskawkowym dżemem. Było także ciastko udające małego kwiatka w doniczce, z „ziemią” z wiórków czekoladowych, a do tego makaroniki udekorowane maleńkimi pszczołami.

And then there was the ladies’ room - pure flamboyance. The ceiling is completely covered in silk peonies, while Chinoiserie tapestries of monkeys, flowers, and butterflies, shimmering with glossy details and golden accents, create a lush, jungle-like world - yet somehow it feels more like the refined elegance of Asia than a wild rainforest. You came to a bathroom, and found yourself in a baroque theatre, or perhaps a room Marie Antoinette herself might have called her own.

No i oczywiście gwóźdź programu w każdej kawiarni Ivy - damska toaleta. Czysta ekstrawagancja. Sufit całkowicie pokrywają jedwabne peonie, a tapiserie w stylu chinoiserie z małpami, kwiatami i motylami, połyskujące złotymi detalami, tworzą bujny, egzotyczny świat, który łączy w sobie wyrafinowaną estetykę Azji z prawdziwą dżunglą. Przyszłaś do toalety, a znalazłaś się w barokowym teatrze albo może po drugiej stronie lustra…

After leaving the restaurant, I spotted a small shop filled with home décor objects and couldn’t resist peeking inside. Through the window we could see oversized glass bowls planted like tiny forests under glass, along with an eclectic mix of decorative pieces. What really caught my eye, though, were the animals made from paper - not quite origami, but sculptural forms created by bending and gluing crisp white paper into geometric shapes. They had several large animals on display, and after a brief moment of admiration (and very little hesitation), we stepped in and ended up buying a cat for ourselves.

Po wyjściu z restauracji zauważyliśmy niewielki sklep z dekoracjami i nie mogłam się powstrzymać, żeby nie zajrzeć do środka. W witrynie stały duże szklane misy z roślinami tworzącymi małe „lasy w szkle”, a wokół nich różne ciekawe dekoracyjne przedmioty. Moją uwagę najbardziej przyciągnęły jednak papierowe zwierzęta — nie do końca origami, raczej rzeźby z białego papieru, powstałe przez zginanie i sklejanie geometrycznych elementów. Na półce stało kilka dużych okazów i po chwili oglądania weszliśmy do środka… a chwilę później jeden z nich był już nasz. Oczywiście jest to kot.

Toto

We had booked a restaurant for tonight - no small feat, considering almost everything was closed. The plan seemed solid. All we were waiting for, was a confirmation email. But it never came, and Marcin forgot to follow it up. And this evening we discovered the obvious truth: they were closed, too.

So, there we were - cold, hungry, but still somehow in good spirits - debating whether to retreat to the hotel and survive on snacks. Instead, we decided to wander around a little bit more. That’s when we spotted a Chinese restaurant called Toto. The lights were on, and a few staff members were visible inside. We bravely (or desperately) stepped in and asked if there was any chance we could have dinner. To our surprise, they took us to the table. The place was completely empty, and they were clearly cleaning up after what looked like a big event. Still, they welcomed us in. We ordered beef soup, noodles, and jasmine tea. The food arrived relatively quickly, warm and comforting. It was only halfway through the meal that we truly realised the restaurant was actually closed - they had stayed open just for us. It was incredibly kind of them to feed us.

This place – Toto - is a casual Chinese restaurant and dim sum spot offering a wide range of traditional dishes. The menu is extensive, with both classic favourites and less common specialties, all at moderate prices. We chose two beef dishes only because we felt like this, there were many other options. In the end, what started as a small travel mishap turned into a genuinely lovely dinner.

 

 

Kilka tygodni temu zarezerwowaliśmy restaurację na dzisiejszy wieczór, co wcale nie było łatwe, bo prawie wszystko było zamknięte. Plan wydawał się solidny. Mieliśmy tylko jeszcze dostać potwierdzenie mailowe. Tyle, że ono nigdy nie dotarło, a Marcin zapomniał to sprawdzić. I dziś wieczorem odkryliśmy, że ta restauracja również jest zamknięta.

Staliśmy więc na ulicy -  zmarznięci, głodni, ale wciąż w całkiem dobrych nastrojach  - zastanawiając się, czy nie wrócić do hotelu i nie zrobić sobie postu lub sprawdzić dostępne w lobby przekąski. Ostatecznie postanowiliśmy jednak jeszcze trochę się poszwendać po okolicy. I tak sobie łażąc napatoczyliśmy się na chińską restaurację o nazwie Toto. W środku paliło się światło, a kilka osób z obsługi krzątało się po sali. Odważnie (albo desperacko) otworzyliśmy drzwi z pytaniem, czy jest jakakolwiek szansa na obiad. Ku naszemu zaskoczeniu zaprosili nas do środka. Lokal był jednak zupełnie pusty, a obsługa wyraźnie sprzątała po czymś, co wyglądało na dużą imprezę. Mimo to posadzili nas przy stoliku. Zamówiliśmy zupę wołową, makaron z wołowiną i warzywami i herbatę jaśminową. Jedzenie pojawiło się dość szybko, ciepłe i smaczne. Dopiero w połowie posiłku tak naprawdę dotarło do nas, że restauracja była jednak zamknięta i było to z ich strony niezwykle miłe, że mimo wszystko nas nakarmili.

Miejsce, w którym wylądowaliśmy - Toto  - to chińska restauracja oferująca bardzo szeroki wybór tradycyjnych dań. Menu jest bardzo rozbudowane i zawiera zarówno klasyczne chińskie potrawy, jak i mniej oczywiste specjały, a ceny są umiarkowane. To, że zamówiliśmy dwa dania z wołowiną nie wynikało z ograniczeń dostępnych opcji, zwyczajnie mieliśmy na to ochotę. W efekcie nasza podróżna wpadka zamieniła się w naprawdę miły obiad.

Big Fish

We are staying in Moxy, but I will write more about the hotel later. Before we start our Titanic adventure tomorrow, we go for a stroll to the river to reconnoitre the area. The plan is to reach the River Lagan and see the Salmon of Knowledge.

The first interesting thing we pass is a bronze artwork standing right outside the southern entrance of St. George’s Market on East Bridge Street - a girl with a goose. It commemorates a real goose named Alec, who became something of a local character in the 1920s. Alec belonged to a poultry vendor at the market and was known for wandering around the area and even escorting local schoolchildren on their way to school. Sadly, Alec was hit by a vehicle and died, but his memory lives on in this charming statue that shows him beside a young girl, capturing a little of quirky Belfast history and community spirit.

 

Zatrzymujemy się w Moxy, ale o hotelu napiszę później. Dziś, zanim ruszymy jutro na naszą przygodę z Titanikiem, wybieramy się na rekonesans okolicy. Naszym celem jest dotarcie do rzeki Lagan i zobaczenie Salmon of Knowledge (Łosia Wiedzy).

Pierwszą ciekawostką, na którą natrafiamy, jest rzeźba stojąca tuż przy południowym wejściu na St. George's Market przy East Bridge Street – dziewczynka z gęsią. Upamiętnia ona prawdziwą gęś o imieniu Alec, która w latach dwudziestych była tu przez wszystkich znana. Należała do lokalnego sprzedawcy drobiu i często wędrowała po okolicy, a czasem nawet odprowadzała dzieci do szkoły. Niestety, Alec został potrącony przez samochód i tak zginął, ale jego pamięć przetrwała w tej uroczej rzeźbie, przedstawiającej gęś obok dziewczynki - mały fragment lokalnej historii Belfastu.

On our way to the waterfront, we pass one of Belfast’s best-known landmarks, the Albert Memorial Clock, built in 1869 in memory of Prince Albert, the husband of Queen Victoria. It is about 34 metres (113 feet) tall sandstone tower built in a Gothic Revival style.

The tower stands at Queen’s Square, not far from the River Lagan and the Big Fish sculpture. Fun fact: it actually leans slightly due to unstable ground near the river. For years it tilted about 4 feet off centre at the top, so it is sometimes called Belfast’s “Leaning Tower.” It was restored in the early 2000s to stabilise it and prevent further movement. The landmark is now affectionately described as having both „the time and inclination”.

Idąc w stronę nabrzeża mijamy jeden z najbardziej rozpoznawalnych punktów miasta - Albert Memorial Clock, zbudowany w 1869 roku na cześć księcia Alberta, męża królowej Wiktorii. Wieża zegarowa ma około 34 metrów wysokości i jest wykonana w piaskowcu w stylu neogotyckim.

Zegar stoi na Queen's Square, niedaleko rzeki Lagan i wielkiej ryby. Ciekawostka: wieża lekko się przechyliła z powodu niestabilnego gruntu nad rzeką. Przez lata odchylenie w górnej części doszło do około 1,2 metra, dlatego czasami nazywana jest ona „Krzywą Wieżą Belfastu”. W 2002 przeszła restaurację, aby ustabilizować konstrukcję i zapobiec dalszym przesunięciom.

A few steps from here, we arrive at today’s destination - the Big Fish, officially called the Salmon of Knowledge. This 10-metre-long sculpture was created in 1999. The fish is covered in blue-and-white ceramic tiles decorated with images, texts, maps, and newspaper clippings that reflect Belfast’s history. In a way, it acts as a visual time capsule, capturing moments from the city’s past and preserving them in art. There are images of politicians John Hume and David Trimble, architectural drawings of the Grand Opera House, U2’s Bono as a reference to a concert held to promote the Good Friday Agreement of 1998, and many more.

The name “Salmon of Knowledge” comes from Irish mythology. According to legend, a magical salmon gained all the wisdom in the world by eating hazelnuts that had fallen into the Well of Wisdom (it is complicated, I know). The hero Fionn mac Cumhaill accidentally tasted the salmon and instantly acquired its knowledge. Because of this story, there is a playful belief that touching the sculpture might bring you wisdom. So from now on, call me the wise one.

Salmon were historically found in the River Lagan, so at least the fish makes sense. Today, the sculpture symbolises renewal and shared history, especially meaningful given its installation not long after the peace process in Northern Ireland. It has become not just a piece of public art, but a gentle reminder of Belfast’s stories, resilience, and cultural roots.

 

Kilka kroków dalej docieramy do naszego celu – Wielkiej Ryby (Big Fish), oficjalnie zwanej Łososiem Wiedzy - Salmon of Knowledge. Ta 10-metrowa figura powstała w 1999 roku i jest pokryta ceramicznymi płytkami w odcieniach niebieskiego i białego, ozdobnymi obrazami, tekstami, mapami i wycinkami z gazet, które opowiadają historię Belfastu. W pewnym sensie pełni rolę wizualnej kapsuły czasu, zachowując fragmenty przeszłości miasta w formie sztuki. Wśród motywów znajdują się wizerunki polityków Johna Hume’a i Davida Trimble’a, szkice Grand Opera House, zdjęcie Bono z koncertu promującego Porozumienie Wielkopiątkowe z 1998 roku i wiele innych.

Nazwa „Salmon of Knowledge” pochodzi z mitologii irlandzkiej. Według legendy magiczny łosoś zdobył całą mądrość świata, jedząc orzechy laskowe spadające do Studni Wiedzy (to jest długa historia…). Bohater Fionn mac Cumhaill przypadkowo spróbował łososia i natychmiast przyswoił jego wiedzę. W związku z tym powstał zabobon, że dotknięcie rzeźby może przynieść wielką mądrość. No to podotykaliśmy.

Historycznie łososie żyły w rzece Lagan, więc wybór ryby ma przynajmniej sens. Dziś rzeźba symbolizuje odnowę i wspólną historię, co jest szczególnie wymowne, biorąc pod uwagę, że powstała niedługo po procesie pokojowym w Irlandii Północnej. Stała się nie tylko dziełem sztuki publicznej, ale też subtelnym przypomnieniem historii, wytrwałości i kulturowych korzeni Belfastu.

The large historic building directly opposite The Big Fish is the Custom House. It is one of Belfast’s most impressive 19th-century buildings. Completed in 1857, it was originally used by the Commissioners of Customs to manage trade and shipping in what was then a booming industrial port. At that time, Belfast was expanding rapidly thanks to shipbuilding, linen production, and global trade. The building is designed in a classical style, with a symmetrical façade, grand columns, and a central dome topped with sculptures representing commerce and navigation, a nod to Belfast’s maritime importance. Its prominent position facing the River Lagan symbolised the city’s connection to trade and the wider world.

 

Duży, historyczny budynek naprzeciw Big Fish to Custom House. Jest to jeden z najbardziej imponujących budynków XIX wieku w Belfaście. Został ukończony w 1857 roku dla Urzędu Celnego do zarządzania handlem i transportem w rozwijającym się porcie przemysłowym. W tym czasie Belfast szybko się rozrastał dzięki stoczniom, produkcji lnu i handlowi międzynarodowemu. Budynek zaprojektowano w stylu klasycystycznym, z symetryczną fasadą, kolumnami i centralną kopułą zwieńczoną rzeźbami symbolizującymi handel i żeglugę. Jego położenie nad rzeką podkreślało znaczenie Belfastu jako ośrodka handlu i kontaktów ze światem.

Our attention also goes to a different riverside building called The Boat, a modern block with distinctive geometric shapes in different colours on its façade. It is designed to resemble the prow of a boat.

Naszą uwagę przyciąga też nowoczesny budynek nad rzeką, zwany The Boat (Łódź), o geometrycznej, kolorowej fasadzie, która ma przypominać dziób statku.

Just a short stroll along the River Lagan brings us to the Beacon of Hope, a sculpture created by Andy Scott in 2007. It depicts a woman holding a shimmering globe, symbolising peace, harmony, and gratitude. Locals affectionately call it “Nuala with the Hula.”

 

Zaledwie krótki spacer wzdłuż rzeki Lagan prowadzi nas do „Beacon of Hope”, rzeźby stworzonej przez Andy’ego Scotta w 2007 roku. Przedstawia ona kobietę trzymającą lśniącą kulę, symbolizującą pokój, harmonię i wdzięczność. Mieszkańcy nazywają ją pieszczotliwie „Nuala z Hula”.

Off to Belfast

Off we go!!!!! Work has been so, so busy, and it’s also been an emotionally draining time due to illnesses in our families, so it feels great to reset and change our environment. Dear Belfast, here we come.

We’re flying from our local airport, which is very convenient, and because it’s Christmas, it’s so empty and quiet that it feels somewhat ghostly. But everything goes smoothly, and after a short flight, we land in cold Ireland.

 

No to w drogę!!!!! Praca była ostatnio bardzo, bardzo intensywna, a dodatkowo był to emocjonalnie wyczerpujący czas z powodu chorób w naszych rodzinach, więc należy nam się chwilowy reset i zmiana otoczenia. Drogi Belfaście, oto nadchodzimy.

Wylatujemy z naszego lokalnego lotniska, co jest bardzo wygodne, a ponieważ to okres świąteczny, na lotnisku jest tak pusto i cicho, że aż trochę upiornie. Wszystko jednak przebiega sprawnie i po krótkim locie lądujemy w zimnej Irlandii.

Orchid festival

Today we are visiting Kew Gardens for the Orchid Festival. It is held inside the Princess of Wales Conservatory at Kew Gardens - a remarkable multi climate glasshouse that allows visitors to move through different environments within a single space.

Dziś odwiedzamy Kew Gardens z okazji Festiwalu Orchidei. Festiwal odbywa się w oranżerii „Princess of Wales Conservatory” – imponującym obiekcie szklarniowym, w którym w jednym miejscu można zobaczyć rośliny z różnych stref klimatycznych.

Sir David Attenborough buried a time capsule in the foundations of the Princess of Wales Conservatory in 1985 while it was under construction. The capsule contains seeds of important food crops and several endangered plant species. It is intended to be opened in 2085, at a time when some of those plants may have become rare or extinct.

W 1985 roku, podczas budowy oranżerii, sir David Attenborough złożył w jej fundamentach kapsułę czasu. Umieszczono w niej nasiona ważnych roślin uprawnych oraz kilku gatunków zagrożonych wyginięciem. Kapsuła ma zostać otwarta w 2085 roku, gdy część z tych roślin może być już bardzo rzadka lub nawet nieobecna w środowisku naturalnym.

This year the festival focuses on Cameroon, celebrating the biodiversity and natural beauty of this country. The displays explore Cameroon’s varied landscapes, plants and wildlife through large horticultural installations and thousands of orchids.

Tegoroczna edycja festiwalu poświęcona jest Kamerunowi i podkreśla bogactwo przyrodnicze oraz różnorodność krajobrazów tego kraju. Ekspozycje nawiązują do lokalnej flory i fauny poprzez rozbudowane instalacje roślinne oraz tysiące orchidei.

Expert horticulturalists have created larger-than-life plant sculptures from living plants and colourful orchids, including towering giraffes, gorillas, roaring lions and hippos.

Doświadczeni ogrodnicy przygotowali efektowne, wielkoformatowe kompozycje z żywych roślin i barwnych storczyków, przedstawiające między innymi żyrafy, goryle, lwy oraz hipopotamy.

There are thousands of orchids on display, most of them robust hybrids well suited to exhibition. Colourful phalaenopsis and cymbidiums are arranged into sweeping arches and sculptural forms. Vandas and other tropical genera add further accent and variety to the display.

 

Na wystawie można zobaczyć tysiące orchidei, w większości gatunków dobrze przystosowanych do prezentacji w warunkach szklarniowych. Kolorowe falenopsisy i cymbidia tworzą rozległe łuki oraz przestrzenne kompozycje. Wandy i inne tropikalne rośliny stanowią uzupełnienie ekspozycji, wprowadzając dodatkową różnorodność form i barw.