Q’enqo

About 6 km east of Cusco, on Socorro Hill, lies our next destination - the archaeological complex of Q’enqo, located just 15 minutes from the city at an altitude of approximately 3,580 meters. The name Q’enqo comes from Quechua and means “labyrinth” or “zig-zag,” referring to the tunnels, passages, underground channels, or perhaps to the crooked canal carved into the rock above the ritual chamber. Q’enqo is one of the largest huacas (sacred places) in the Cusco region and served as an important Inca ceremonial and worship centre, where rituals in honour of the major gods were performed.

Około 6 km na wschód od Cusco, na wzgórzu Socorro, znajduje się nasz kolejny przystanek - kompleks archeologiczny Q’enqo. Położony jest zaledwie 15 minut jazdy od miasta, na wysokości około 3580 m n.p.m. Nazwa Q’enqo pochodzi z języka keczua i oznacza „labirynt” lub „zygzak”, nawiązując do sieci tuneli, przejść, podziemnych korytarzy albo do krętego kanału wykutego w skale przy komnacie rytualnej. Q’enqo należy do największych huacas, czyli świętych miejsc, w regionie Cusco i pełniło ważną funkcję ceremonialno-religijną w czasach Inków - to właśnie tutaj odbywały się rytuały ku czci najważniejszych bóstw.

Like many Inca huacas, Q’enqo was created from a naturally occurring rock formation and is entirely sculpted from living stone. Because of its strong religious significance, the site was largely destroyed during the Spanish colonial period. However, as it was carved directly into solid rock, parts of Q’enqo managed to withstand this destruction. What remains today are mainly the carved rock formations, while most of the original paths and aqueducts have disappeared. The complex consists of two main areas: Q’enqo Grande (also known as Hatun Q’enqo), the larger sector open to visitors, and Q’enqo Chico (Huchuy Q’enqo), a smaller area that is currently closed to the public.

Podobnie jak wiele innych inkaskich huacas, Q’enqo powstało na bazie naturalnej formacji skalnej i zostało w całości wykute w litej skale. Ze względu na swoje ogromne znaczenie religijne miejsce to zostało w dużej mierze zniszczone w okresie kolonizacji hiszpańskiej. Ponieważ jednak obiekty były bezpośrednio wykute w skale, część kompleksu zdołała przetrwać do naszych czasów. Obecnie zachowały się przede wszystkim rzeźbione formacje skalne, natomiast większość dawnych ścieżek i akweduktów uległa zniszczeniu. Kompleks składa się z dwóch głównych części: Q’enqo Grande (znanego również jako Hatun Q’enqo), czyli większego obszaru udostępnionego zwiedzającym, oraz Q’enqo Chico (Huchuy Q’enqo), mniejszej części, która pozostaje zamknięta dla publiczności.

The most remarkable feature of Q’enqo is its underground Ritual Chamber, a single interconnected space carved entirely from a massive natural rock. The floor, ceiling, walls, ceremonial tables, niches, and tunnels were all sculpted from the same stone. Access is through a tunnel carved into the rock, alongside which runs a large zigzagging gutter. This channel leads into the main ritual area and is believed to have carried ceremonial chicha (a fermented corn beverage) or the blood of sacrificial animals. The discovery of numerous bones within the gutter suggests that this chamber was used for ritual sacrifices, most likely involving llamas and possibly humans.

This underground space also played a role in Inca death rituals. One niche may have been used to place mummies, while another reportedly held a large silver plate that reflected the sun’s rays into the chamber. Being underground, the Sacrifice Chamber symbolised an entrance to the world of the dead, and rituals may have taken place on a stone slab carved into the rock. Some researchers believe the tunnels were also used for the embalming or mummification of Inca nobles, although this interpretation is not universally accepted.

Najbardziej niezwykłym elementem Q’enqo jest podziemna Komnata Rytualna - pomieszczenie wykute w całości w potężnej, naturalnej skale. Podłoga, sufit, ściany, stoły ceremonialne, nisze oraz tunele zostały wyrzeźbione z tego samego bloku kamienia. Do wnętrza prowadzi tunel wykuty w skale, wzdłuż którego biegnie duży, zygzakowaty kanał. Prowadzi on do głównej przestrzeni rytualnej i prawdopodobnie służył do odprowadzania ceremonialnej chichy (fermentowanego napoju z kukurydzy) lub krwi zwierząt ofiarnych. Odkrycie licznych kości w tym kanale wskazuje, że komnata była miejscem rytualnych ofiar, najczęściej z lam, ale być może także z ludzi.

Podziemna przestrzeń pełniła również ważną rolę w inkaskich obrzędach związanych ze śmiercią. Jedna z nisz służyła prawdopodobnie do umieszczania mumii, natomiast w innej  znajdowała się duża srebrna płyta, która odbijała promienie słoneczne i kierowała je do wnętrza komnaty. Ze względu na swoje położenie pod ziemią Komnata Rytualna symbolizowała wejście do świata zmarłych, a rytuały mogły odbywać się na kamiennej płycie wykutej w skale. Niektórzy badacze uważają również, że tunele wykorzystywano do balsamowania lub mumifikacji inkaskiej elity, choć interpretacja ta nie jest powszechnie akceptowana.   

Above ground, Q’enqo shows clear evidence of structures related to Inca astronomy and cosmology. As with many Inca stoneworks, the carved shapes appear to represent stars and constellations. An Intihuatana, or “sun post,” or “the place where the sun is tied”can also be seen, and it may have been used to mark solar events.

Na powierzchni Q’enqo widać wyraźne ślady budowli związanych z astronomią i kosmologią Inków. Podobnie jak w wielu innych inkaskich kamiennych konstrukcjach, wyryte kształty zdają się przedstawiać gwiazdy i konstelacje. Znajduje się tu również Intihuatana, czyli „słup słoneczny” lub „miejsce, w którym wiąże się słońce”, który prawdopodobnie służył do obserwacji i wyznaczania ważnych wydarzeń słonecznych.

From Q’enqo, the Incas would have looked down upon the city of Cusco, which lay in the heart of the valley like the centre of the world. The elevated position of Socorro Hill gave them not only a commanding view of the urban centre but also a spiritual perspective: the city itself was part of a sacred landscape, intertwined with rivers, mountains, and huacas. From this vantage point, the Incas could observe the alignment of the sun and stars over the city, marking solstices, equinoxes, and other important celestial events that guided agricultural and ceremonial calendars.

Z Q’enqo Inkowie spoglądali w dół na miasto Cusco, położone w sercu doliny niczym centrum świata. Wysokie położenie wzgórza Socorro dawało im nie tylko panoramiczny widok na miasto, lecz także duchową perspektywę: samo Cusco było częścią świętego krajobrazu, splecionego z rzekami, górami i miejscami świętymi (huacas). Z tego punktu Inkowie mogli obserwować ustawienie słońca i gwiazd nad miastem, wyznaczając przesilenia, równonoce oraz inne ważne zjawiska astronomiczne, które regulowały kalendarze rolnicze i ceremonialne.

Surrounding the archaeological site is an eucalyptus forest filled with imposing trees, which has been declared a UNESCO World Heritage Site.

Wokół Q’enqo rośnie las eukaliptusowy, który został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Wahaca Covent Garden

As always, a visit to London means food. On the way to the theatre, we briefly stop at the Southbank Centre Food Market after noticing a Polish stand selling grilled sausages. We very rarely eat sausages these days, but the pull of nostalgia was strong.

Jak zawsze, wizyta w Londynie oznacza że będziemy jeść. W drodze do teatru zatrzymujemy się na chwilę na Southbank Centre Food Market, bo zauważamy polskie stoisko z grillowanymi kiełbaskami. Bardzo rzadko jemy obecnie kiełbasę, ale nostalgia zrobiła swoje.

After the spectacle, we have dinner booked at Wahaca, a colourful, casual Mexican restaurant serving tacos, small plates, and quesadillas, with a lively, buzzy vibe right in the heart of the West End. It is actually the original Wahaca location, where the whole chain began back in 2007, inspired by the street food markets of Mexico. Btw, these Mexican eateries are the brainchild of Thomasina Miers, who won MasterChef in 2005.

We spot it easily thanks to the bold, colourful display in the front window, filled with papier-mâché decorations and floral elements, and step down into the restaurant. The interior aims to evoke Mexico’s lively street markets and urban hangouts rather than a formal dining room. We are welcomed by bright colours, relaxed seating and a touch of industrial chic. The place is crowded, and we wait in line for a few minutes before getting our table. Without a reservation, they would likely have sent us away. From this moment on, though, everything runs smoothly and efficiently.

Po spektaklu mamy zarezerwowaną kolację w Wahaca, kolorowej meksykańskiej restauracji serwującej tacos, tapas i quesadillas w samym sercu West Endu. Jest to pierwsza lokalizacja sieci Wahaca, od której wszystko się zaczęło w 2007 roku, po tym, jak Thomasina Miers zwyciężyła w MasterChef w 2005 roku.

Łatwo ją zauważyć dzięki odważnej, kolorowej witrynie pełnej figure z papier-mâché, kwiatowych dekoracji i ozdób. Schodzimy zatem po schodach do środka Restauracja jest położona poniżej ulicy). Wnętrze przywołuje klimat tętniących życiem meksykańskich ulicznych targów i miejskich miejsc spotkań, a nie formalnej restauracji. Wita nas feeria barw, wygodne chociaż bardzo różne miejsca do siedzenia i lekka nuta industrialnego klimatu. Lokal jest pełen gości i czekamy dobrych kilka minut w kolejce, zanim dostaniemy stolik. Bez rezerwacji pewnie odesłaliby nas z kwitkiem. Od tego momentu jednak wszystko działa sprawnie i bez zarzutu.

The menu offers a variety of fresh, street-food style Mexican dishes. Do not confuse it with the heavy, cheesy plates common in Tex-Mex, but instead think soft corn tortillas, smoky grilled flavours and fresh salsas. We immediately know what we want, even though many options are tempting. The Sunshine Bowls call our names. They are vibrant bowls of 30 plants, with avocado, corn, spinach, quinoa, black beans and a coconut and lime dressing. I choose grilled chicken, while Marcin goes for halloumi. They look beautiful and taste even better. I also order a Three Citrus Fizz, pink grapefruit, lime and lemon served sparkling over ice, while Marcin opts for a margarita and Lucky Saint.

Menu oferuje szeroki wybór świeżych, street foodowych dań kuchni meksykańskiej. Nie chodzi tu o ciężkie, serowe potrawy znane jako Tex-Mex, raczej zaś o miękkie kukurydziane tortille, dymne grillowane smaki i świeże salsy. Od razu wiemy, co chcemy zamówić, choć wiele propozycji w menu naprawdę kusi. Sunshine Bowls wołają do nas najgłośniej. To kolorowe miski pełne aż 30 roślin, z awokado, kukurydzą, szpinakiem, komosą ryżową, czarną fasolą i kokosowo-limonkowym dressingiem. Ja wybieram wersję z grillowanym kurczakiem, a Marcin z halloumi. Wyglądają pięknie i smakują jeszcze lepiej. Do tego zamawiam Three Citrus Fizz, różowy grejpfrut, limonkę i cytrynę podane na lodzie z bąbelkami, a Marcin decyduje się na margaritę i Lucky Saint.

For dessert, we decide on the Warm Chocolate and Pecan Cake, a dense, moist cake featuring toasted sesame and ancho sugar, served with a unique, very slightly alcoholic whipped tequila cream, Earl Grey tea and coffee. I am officially a fan of Wahaca after this first visit. It was so good that I now want to visit all the Wahacas.

Na deser wybieramy ciepłe ciasto czekoladowo-pekanowe, gęste i wilgotne, z dodatkiem prażonego sezamu i cukru ancho, podawane z wyjątkowym, lekko alkoholowym kremem z tequilą. Oczywiście do tego herbata Earl Greyem i kawa. Po tej pierwszej wizycie zostałam oficjalną fanką Wahaki. Jedzenie było tak dobre, że teraz chcę odwiedzić wszystkie Wahaki w Londynie.

Paranormal Activity

The Ambassadors Theatre is currently hosting “Paranormal Activity”. Written by Levi Holloway and directed by Felix Barrett of Punchdrunk, it follows a couple who begin to experience unsettling events after moving to London. I will not go into plot details to avoid spoilers, but the involvement of Felix Barrett alone was enough to convince us that this was something we should see.

So I got hold of tickets and off we went.

This was our first visit to the Ambassadors Theatre. Built in 1913, it is a Grade II listed building and relatively small by West End standards, seating around 400 to 440 people across two levels, with stalls at ground level and a single dress circle above. The modest size and intimate sightlines mean you are much closer to the actors and the action than in many larger theatres. We were seated downstairs, fairly close to the stage, which worked particularly well for this production.

The exterior is restrained and classical, with a stuccoed façade on West Street, pilasters, a deep cornice and a balustraded parapet. The building occupies a compact, almost triangular site.

Teatr Ambassadors wystawia obecnie „Paranormal Activity”. Autorem tekstu jest Levi Holloway, a reżyserii podjął się Felix Barrett z Punchdrunk. Historia opowiada o parze, która po przeprowadzce do Londynu zaczyna doświadczać niepokojących zdarzeń. Nie będę tu wchodzić w szczegóły, żeby niczego nie zdradzić, ale gdy tylko usłyszałam nazwisko Barretta, wiedziałam, że nie możemy tego przegapić.

Zdobyliśmy zatem bilety i ruszyliśmy do teatru.

Była to nasza pierwsza wizyta w tym teatrze. Budynek powstał w 1913 roku i jest obiektem klasy II na liście zabytków. To raczej kameralna scena jak na West End, mieszcząca około 400–440 widzów, z parterem i jednym balkonem. Dzięki niewielkim rozmiarom i dobrym proporcjom widowni ma się poczucie bliskości z aktorami i samą akcją. My siedzieliśmy na dole, dość blisko sceny, co w przypadku tego spektaklu było dużym plusem.

Z zewnątrz teatr prezentuje się dość powściągliwie, w klasycznym stylu, ze stiukową fasadą przy West Street, pilastrami i wyraźnym gzymsem. Obszar teatru jest mały i nieregularny, niemal trójkątny.

Inside, the theatre is decorated in an elegant Louis XVI style, with a colour palette traditionally associated with Parma violet, ivory and gold. It feels quite refined. The foyer and public areas feature decorative plasterwork and pilasters, with a pleasing circular space that leads into the auditorium.

We arrived quite early and had a drink. As the bar area is very small, and the auditorium had not yet opened, we waited in the corridor, sitting on the floor and using the time to unwind a little before being let in to find our seats.

Wnętrze zaskakuje eleganckim wystrojem w stylu Ludwika XVI, z paletą kolorów, w której dominuje fiolet, kość słoniowa i złoto. Całość jest dość wyrafinowana. Przestrzenie foyer mają dekoracyjne sztukaterie i przyjemny, półkolisty układ prowadzący do widowni.

Przyjechaliśmy dość wcześnie i mieliśmy sporo czasu, żeby napić się czegoś przed spektaklem. Bar jest jednak bardzo mały, a ponieważ widownia nie była jeszcze otwarta, rozsiedliśmy się na podłodze korytarza.

The play itself is highly atmospheric and genuinely unsettling without tipping into tackiness. The tone is creeping and tense, often very quiet, until it suddenly is not. The set represents a London home, shown as a cross-section over two floors, like a doll-house with one wall removed. Sound design, darkness and practical stage effects are used extensively, with some moments that feel closer to stage magic than conventional theatre, and which we are still trying to work out.

Silence is used deliberately and effectively, to the point where you can hear the audience holding its breath or reacting audibly. Modern horror does not often manage to sustain this level of unease, but this production does.

To sum it up, we liked it a great deal.

Sam spektakl jest bardzo sugestywny i naprawdę niepokojący, ale bez tanich efektów. Nastrój budowany jest powoli i konsekwentnie. Scenografia przedstawia londyński dom pokazany w przekroju, na dwóch poziomach, jak domek dla lalek bez jednej ściany. Ogromną rolę odgrywa dźwięk, światło (lub jego brak) i efekty realizowane na żywo. Niektóre z nich przypominają sztuczki iluzjonistyczne i do tej pory nie jesteśmy pewni, jak zostały zrobione. Cisza jest także używana w tym przedstawieniu bardzo świadomie. Widać i słychać reakcje widowni, w tym wstrzymywanie oddechu. Współczesny horror rzadko potrafi wywołać taki poziom napięcia, a tutaj to się ewidentnie udało.

Krótko mowiąć, bardzo nam się ten spektakl podobał.

New Molden: Hair and Korean food

After three whole months since my previous colouring, my hair was screaming for a visit to Seung Ki Baek’s studio. A few hours later, with a fresh splash of colour and no roots in sight, I felt much more human.

Po trzech miesiącach od ostatniego farbowania moje włosy zdecydowanie domagały się wizyty w studiu Seung Ki Baeka. Kilka godzin później, z odświeżonym kolorem i bez śladu odrostów, poczułam się zdecydowanie bardziej jak człowiek.

But obviously, a visit to New Malden by default means Korean food. This time we stopped by Yami, a relatively new restaurant on the High Street. We kept things simple and classic, ordering bibimbap served in a hot stone bowl along with a beef soup. The bibimbap arrived still sizzling and was deeply comforting and delicious. The beef soup was equally satisfying, served steaming hot with tender pieces of beef in a rich, savoury broth. The service was friendly and unhurried, making it a pleasant place to sit and enjoy the meal.

Ale oczywiście wyjazd do New Malden niemal automatycznie oznacza koreańskie jedzenie. Tym razem trafiliśmy do Yami, relatywnie niedawno otwartej restauracji przy High Street. Zamówiliśmy klasycznie i bez kombinowania: bibimbap podawany w rozgrzanej kamiennej misce oraz zupę z wołowiny. Bibimbap dotarł na stół jeszcze skwierczący i był - jak zawsze – pyszny. Zupa wołowa również była przyzwoita - aromatyczna, i z miękkimi kawałkami mięsa. Obsługa była miła i nienachalna, dzięki czemu można było spokojnie cieszyć się posiłkiem. Także lunch był bardzo udany.

Franco Manca after gallery

We hadn’t booked anywhere for lunch, thinking we’d just find something nearby, but that turned out to be harder than expected. Every place was packed to the brim. In the end, Franco Manca came to the rescue. Not the healthiest lunch, but once in a while pizza is perfectly fine, and it was delicious.

On the way to the train, we picked up a pastry filled with whipped cream and a hot tea… who would forbid us?

 

Nie zarezerwowaliśmy nic na lunch, myśląc, że znajdziemy coś na miejscu, ale okazało się to trudniejsze, niż się spodziewaliśmy. Nigdzie nie było wolnych miejsc. W końcu uratował nas Franco Manca. Może nie był to najzdrowszy wybór, ale od czasu do czasu można sobie pozwolić na pizzę, a do tego było naprawdę smacznie.

W drodze na pociąg kupiliśmy jeszcze ciastko z bitą śmietaną i gorącą herbatę… bo kto nam zabroni?