UK

Tapas Brindisa

As we were already in the Battersea area, we decided to stay for dinner at Tapas Brindisa Battersea, a flagship Spanish tapas spot. The restaurant has a lively, modern atmosphere and offers a range of classic tapas alongside larger sharing plates (platos). We enjoyed a relaxed and thoroughly pleasant meal, making the most of both the vibrant setting and the social style of dining.

 

Ponieważ byliśmy już w okolicy Battersea, zostaliśmy tam na kolację w Tapas Brindisa, jednym z flagowych miejsc serwujących hiszpańskie tapas. To przyjemna, niezobowiązująca restauracja z klasycznymi tapas i większymi daniami do dzielenia się (platos). Spędziliśmy bardzo miły, spokojny wieczór.

Thruxton

Today is the day Marcin finally decides to use his birthday present - tickets to Thruxton Circuit - so we set off early in the morning to arrive on time. The weather could be better, but at least it doesn’t really rain (much). But it is cold!

Dziś Marcin wreszcie postanawia wykorzystać swój prezent urodzinowy – bilety na Thruxton Circuit – więc wyruszamy wcześnie rano, żeby zdążyć na czas. Pogoda mogłaby być lepsza, ale przynajmniej prawie nie pada. Jest za to zimno!

As expected, the day starts with a safety briefing. It’s more useful than exciting, but necessary. Drivers are introduced to the layout of the circuit, which is not immediately intuitive at speed, and are talked through braking points, turn-in, and positioning. Without that guidance, it would be very easy to misjudge corners, especially given how fast the track is. After that, we split - Marcin heads to the cars, and I make my way to the observation tower.

The first session is in the Alpine A110S. Marcin drives with an instructor in the passenger seat, who evaluates his performance and provides feedback on technique. The idea is not just to drive fast, but to understand how to improve. They complete a few laps while I try to take photos, which turns out to be harder than expected - at that speed, it’s difficult to even recognise the car, let alone get a sharp shot.

A driving experience at Thruxton is often marketed as a chance to drive high-performance cars, but what stands out is the circuit itself. As the fastest track in the UK, it is not particularly tight or technical. Instead, it is fast and flowing, with long corners where maintaining speed matters more than heavy braking. It may look like it’s all about adrenaline, but in practice it is more about controlled exposure to performance driving.

Jak można się było spodziewać, dzień zaczyna się od briefingu bezpieczeństwa. Jest to bardziej użyteczny niż ekscytujący, ale konieczny element tej zabawy. Kierowcy zapoznają się z układem toru, który przy dużych prędkościach nie jest od razu oczywisty, i omawiane są punkty hamowania, wchodzenie w zakręty oraz pozycjonowanie samochodu. Bez tych wskazówek bardzo łatwo byłoby źle ocenić zakręty, zwłaszcza przy szybkości, jaką osiąga tor. Po tym rozdzielamy się i Marcin idzie do samochodów, a ja kieruję się na wieżę obserwacyjną.

Pierwsza sesja odbywa się w Alpine A110S. Marcin prowadzi z instruktorem na miejscu pasażera, który ocenia jego jazdę i podpowiada, co można poprawić. Chodzi nie tylko o szybkie pokonywanie okrążeń, ale też o naukę i rozwój techniki jazdy. Wykonują kilka rund, a ja próbuję robić zdjęcia, co okazuje się trudniejsze niż się spodziewałam. Przy takich prędkościach ciężko w ogóle rozpoznać samochód, a co dopiero zrobić ostre zdjęcie.

Doświadczenie jazdy na torze Thruxton jest często reklamowane jako możliwość prowadzenia super szybkich samochodów, ale tak naprawdę to tor jest tym, co wyróżnia to miejsce. Jako najszybszy tor w Wielkiej Brytanii, nie jest on szczególnie ciasny ani techniczny. Jest za to szybki i płynny, z długimi zakrętami, w których ważniejsze jest utrzymanie prędkości niż częste hamowanie. Może to wyglądać, jakby chodziło tylko o adrenalinę, ale w praktyce chodzi bardziej o kontrolowaną naukę jazdy wysokiej prędkości.

In the second part, Marcin is in the car alone. And time he is in a Formula 1 racing car. The car is very low to the ground, flat, and compact, with a surprisingly small seating area and a very stripped-back feel. Compared to the Alpine, it feels much more direct and exposed. Driving two such different cars on the same circuit makes it easier to understand how vehicle design affects handling and speed. Marcin makes a few laps but he appears and disappears around the track so quickly that again, I won’t take full responsibility for the quality of the photos.

W drugiej części Marcin jest już sam. Tym razem jest w samochodzie wyścigowym Formuły1. Samochód jest bardzo niski, płaski, kompaktowy, a miejsce dla kierowcy zaskakująco małe. W porównaniu do Alpine, prowadzenie go jest znacznie bardziej bezpośrednie i odsłonięte – czuć każdy ruch kierownicą i reakcję auta. Jazda dwoma tak różnymi samochodami na tym samym torze daje dużo lepsze wyczucie, jak konstrukcja pojazdu wpływa na prowadzenie i prędkość. Marcin wykonuje kilka okrążeń, ale pojawia się i znika tak szybko, że znowu odmawiam wzięcia pełnej odpowiedzialności za jakość zdjęć.

The final part involves both of us as passengers. We join an ARDS-qualified instructor for a high-speed lap in a Toyota Corolla. And when I say high speed, I mean it. It is the moment where I can feel what the circuit - and the car - can do when pushed. A little bit nauseous to be honest…

Ostatnia część to nasza wspólna jazda pasażerska. Dołączamy do instruktora z kwalifikacjami ARDS na szybką rundę w Toyota Corolla. I kiedy mówię „szybką”, naprawdę mam na myśli szybką. To moment, w którym naprawdę czuć, co tor – i samochód – potrafią, gdy są eksploatowane do swoich granic. Szczerze mówiąc odrobinę mnie tam zmuliło.

The Hitchhiker’s Guide to the Galaxy at the Riverside Studios

Here we are in the theatre again. Today it is our favourite kind of spectacle, immersion style. We are seeing The Hitchhiker’s Guide to the Galaxy, based on Douglas Adams’ iconic sci-fi comedy, and for the first time we find ourselves at Riverside Studios in London, Hammersmith.

I znowu jesteśmy w teatrze. Tym razem padło na nasz ulubiony rodzaj spektaklu, czyli formę immersyjną. Wybraliśmy się na The Hitchhiker’s Guide to the Galaxy, inspirowany kultową komedią science fiction Douglasa Adamsa, a przy okazji po raz pierwszy trafiliśmy do Riverside Studios w londyńskim Hammersmith.

The story begins in an unusual pub setting, where we settle in with a drink of our choice thanks to our VIP tickets, and before we quite realise it, the actors blend in and start chatting with the audience. From that pub scene the performance expands into a series of interconnected spaces around the venue, and we move from room to room as the story unfolds. Arthur Dent, Ford Prefect, Zaphod Beeblebrox and a few others narrowly escape the destruction of Earth and hitch a ride on a passing spaceship, and we follow along. Along the way we meet the depressed yet wonderfully witty robot Marvin and join the quest to understand the mystery of Life, the Universe and Everything.

Wszystko zaczyna się w dość nietypowej przestrzeni pubowej. Z drinkiem w ręku, co było miłym dodatkiem do biletów VIP, spokojnie rozglądamy się dookoła, aż w pewnym momencie orientujemy się, że aktorzy już są wśród nas i zaczynają nawiązywać rozmowy z publicznością. Stamtąd akcja stopniowo przenosi się do kolejnych pomieszczeń, a my wędrujemy po całym budynku, podążając za historią. Arthur Dent, Ford Prefect, Zaphod Beeblebrox i kilku innych bohaterów w ostatniej chwili uchodzą z życiem przed zagładą Ziemi i ruszają w kosmiczną podróż, w którą zostajemy wciągnięci razem z nimi. Po drodze spotykamy Marvina, wiecznie przygnębionego, a przy tym błyskotliwego robota, i razem próbujemy zgłębić tajemnicę Życia, Wszechświata i Wszystkiego.

The performance is a blend of immersive staging, musical elements, dance and theatrical spectacle, and it lasts about ninety minutes. You do not strictly need to be deeply familiar with Douglas Adams’ books or the film adaptation to enjoy the experience, but knowing the story definitely helps you enjoy it more. As we had VIP tickets, which perhaps were not strictly necessary but we have no regrets, we also received a deck of cards printed with illustrations inspired by the book and the play. We stayed for one more soft drink afterwards, and then it was time to head off for dinner.

Całość łączy w sobie elementy teatru immersyjnego, muzyki, ruchu i wizualnego rozmachu, a spektakl trwa około półtorej godziny. Nie trzeba być zagorzałym fanem książek Adamsa ani znać filmu na pamięć, żeby dobrze się bawić, ale orientacja w tym świcie zdecydowanie dodaje przedstawieniu smaku. My skusiliśmy się na bilety VIP, co niekoniecznie dało jakieś wielkie przywileje, ale nie żebyśmy też szczególnie żałowali, zwłaszcza że dostaliśmy talię kart z ilustracjami inspirowanymi książką i spektaklem. Po przedstawieniu zostaliśmy jeszcze na jednego soft-drinka, a potem przyszedł czas ruszyć dalej, tym razem już na kolację.

Big Fish

We are staying in Moxy, but I will write more about the hotel later. Before we start our Titanic adventure tomorrow, we go for a stroll to the river to reconnoitre the area. The plan is to reach the River Lagan and see the Salmon of Knowledge.

The first interesting thing we pass is a bronze artwork standing right outside the southern entrance of St. George’s Market on East Bridge Street - a girl with a goose. It commemorates a real goose named Alec, who became something of a local character in the 1920s. Alec belonged to a poultry vendor at the market and was known for wandering around the area and even escorting local schoolchildren on their way to school. Sadly, Alec was hit by a vehicle and died, but his memory lives on in this charming statue that shows him beside a young girl, capturing a little of quirky Belfast history and community spirit.

 

Zatrzymujemy się w Moxy, ale o hotelu napiszę później. Dziś, zanim ruszymy jutro na naszą przygodę z Titanikiem, wybieramy się na rekonesans okolicy. Naszym celem jest dotarcie do rzeki Lagan i zobaczenie Salmon of Knowledge (Łosia Wiedzy).

Pierwszą ciekawostką, na którą natrafiamy, jest rzeźba stojąca tuż przy południowym wejściu na St. George's Market przy East Bridge Street – dziewczynka z gęsią. Upamiętnia ona prawdziwą gęś o imieniu Alec, która w latach dwudziestych była tu przez wszystkich znana. Należała do lokalnego sprzedawcy drobiu i często wędrowała po okolicy, a czasem nawet odprowadzała dzieci do szkoły. Niestety, Alec został potrącony przez samochód i tak zginął, ale jego pamięć przetrwała w tej uroczej rzeźbie, przedstawiającej gęś obok dziewczynki - mały fragment lokalnej historii Belfastu.

On our way to the waterfront, we pass one of Belfast’s best-known landmarks, the Albert Memorial Clock, built in 1869 in memory of Prince Albert, the husband of Queen Victoria. It is about 34 metres (113 feet) tall sandstone tower built in a Gothic Revival style.

The tower stands at Queen’s Square, not far from the River Lagan and the Big Fish sculpture. Fun fact: it actually leans slightly due to unstable ground near the river. For years it tilted about 4 feet off centre at the top, so it is sometimes called Belfast’s “Leaning Tower.” It was restored in the early 2000s to stabilise it and prevent further movement. The landmark is now affectionately described as having both „the time and inclination”.

Idąc w stronę nabrzeża mijamy jeden z najbardziej rozpoznawalnych punktów miasta - Albert Memorial Clock, zbudowany w 1869 roku na cześć księcia Alberta, męża królowej Wiktorii. Wieża zegarowa ma około 34 metrów wysokości i jest wykonana w piaskowcu w stylu neogotyckim.

Zegar stoi na Queen's Square, niedaleko rzeki Lagan i wielkiej ryby. Ciekawostka: wieża lekko się przechyliła z powodu niestabilnego gruntu nad rzeką. Przez lata odchylenie w górnej części doszło do około 1,2 metra, dlatego czasami nazywana jest ona „Krzywą Wieżą Belfastu”. W 2002 przeszła restaurację, aby ustabilizować konstrukcję i zapobiec dalszym przesunięciom.

A few steps from here, we arrive at today’s destination - the Big Fish, officially called the Salmon of Knowledge. This 10-metre-long sculpture was created in 1999. The fish is covered in blue-and-white ceramic tiles decorated with images, texts, maps, and newspaper clippings that reflect Belfast’s history. In a way, it acts as a visual time capsule, capturing moments from the city’s past and preserving them in art. There are images of politicians John Hume and David Trimble, architectural drawings of the Grand Opera House, U2’s Bono as a reference to a concert held to promote the Good Friday Agreement of 1998, and many more.

The name “Salmon of Knowledge” comes from Irish mythology. According to legend, a magical salmon gained all the wisdom in the world by eating hazelnuts that had fallen into the Well of Wisdom (it is complicated, I know). The hero Fionn mac Cumhaill accidentally tasted the salmon and instantly acquired its knowledge. Because of this story, there is a playful belief that touching the sculpture might bring you wisdom. So from now on, call me the wise one.

Salmon were historically found in the River Lagan, so at least the fish makes sense. Today, the sculpture symbolises renewal and shared history, especially meaningful given its installation not long after the peace process in Northern Ireland. It has become not just a piece of public art, but a gentle reminder of Belfast’s stories, resilience, and cultural roots.

 

Kilka kroków dalej docieramy do naszego celu – Wielkiej Ryby (Big Fish), oficjalnie zwanej Łososiem Wiedzy - Salmon of Knowledge. Ta 10-metrowa figura powstała w 1999 roku i jest pokryta ceramicznymi płytkami w odcieniach niebieskiego i białego, ozdobnymi obrazami, tekstami, mapami i wycinkami z gazet, które opowiadają historię Belfastu. W pewnym sensie pełni rolę wizualnej kapsuły czasu, zachowując fragmenty przeszłości miasta w formie sztuki. Wśród motywów znajdują się wizerunki polityków Johna Hume’a i Davida Trimble’a, szkice Grand Opera House, zdjęcie Bono z koncertu promującego Porozumienie Wielkopiątkowe z 1998 roku i wiele innych.

Nazwa „Salmon of Knowledge” pochodzi z mitologii irlandzkiej. Według legendy magiczny łosoś zdobył całą mądrość świata, jedząc orzechy laskowe spadające do Studni Wiedzy (to jest długa historia…). Bohater Fionn mac Cumhaill przypadkowo spróbował łososia i natychmiast przyswoił jego wiedzę. W związku z tym powstał zabobon, że dotknięcie rzeźby może przynieść wielką mądrość. No to podotykaliśmy.

Historycznie łososie żyły w rzece Lagan, więc wybór ryby ma przynajmniej sens. Dziś rzeźba symbolizuje odnowę i wspólną historię, co jest szczególnie wymowne, biorąc pod uwagę, że powstała niedługo po procesie pokojowym w Irlandii Północnej. Stała się nie tylko dziełem sztuki publicznej, ale też subtelnym przypomnieniem historii, wytrwałości i kulturowych korzeni Belfastu.

The large historic building directly opposite The Big Fish is the Custom House. It is one of Belfast’s most impressive 19th-century buildings. Completed in 1857, it was originally used by the Commissioners of Customs to manage trade and shipping in what was then a booming industrial port. At that time, Belfast was expanding rapidly thanks to shipbuilding, linen production, and global trade. The building is designed in a classical style, with a symmetrical façade, grand columns, and a central dome topped with sculptures representing commerce and navigation, a nod to Belfast’s maritime importance. Its prominent position facing the River Lagan symbolised the city’s connection to trade and the wider world.

 

Duży, historyczny budynek naprzeciw Big Fish to Custom House. Jest to jeden z najbardziej imponujących budynków XIX wieku w Belfaście. Został ukończony w 1857 roku dla Urzędu Celnego do zarządzania handlem i transportem w rozwijającym się porcie przemysłowym. W tym czasie Belfast szybko się rozrastał dzięki stoczniom, produkcji lnu i handlowi międzynarodowemu. Budynek zaprojektowano w stylu klasycystycznym, z symetryczną fasadą, kolumnami i centralną kopułą zwieńczoną rzeźbami symbolizującymi handel i żeglugę. Jego położenie nad rzeką podkreślało znaczenie Belfastu jako ośrodka handlu i kontaktów ze światem.

Our attention also goes to a different riverside building called The Boat, a modern block with distinctive geometric shapes in different colours on its façade. It is designed to resemble the prow of a boat.

Naszą uwagę przyciąga też nowoczesny budynek nad rzeką, zwany The Boat (Łódź), o geometrycznej, kolorowej fasadzie, która ma przypominać dziób statku.

Just a short stroll along the River Lagan brings us to the Beacon of Hope, a sculpture created by Andy Scott in 2007. It depicts a woman holding a shimmering globe, symbolising peace, harmony, and gratitude. Locals affectionately call it “Nuala with the Hula.”

 

Zaledwie krótki spacer wzdłuż rzeki Lagan prowadzi nas do „Beacon of Hope”, rzeźby stworzonej przez Andy’ego Scotta w 2007 roku. Przedstawia ona kobietę trzymającą lśniącą kulę, symbolizującą pokój, harmonię i wdzięczność. Mieszkańcy nazywają ją pieszczotliwie „Nuala z Hula”.

Wahaca Covent Garden

As always, a visit to London means food. On the way to the theatre, we briefly stop at the Southbank Centre Food Market after noticing a Polish stand selling grilled sausages. We very rarely eat sausages these days, but the pull of nostalgia was strong.

Jak zawsze, wizyta w Londynie oznacza że będziemy jeść. W drodze do teatru zatrzymujemy się na chwilę na Southbank Centre Food Market, bo zauważamy polskie stoisko z grillowanymi kiełbaskami. Bardzo rzadko jemy obecnie kiełbasę, ale nostalgia zrobiła swoje.

After the spectacle, we have dinner booked at Wahaca, a colourful, casual Mexican restaurant serving tacos, small plates, and quesadillas, with a lively, buzzy vibe right in the heart of the West End. It is actually the original Wahaca location, where the whole chain began back in 2007, inspired by the street food markets of Mexico. Btw, these Mexican eateries are the brainchild of Thomasina Miers, who won MasterChef in 2005.

We spot it easily thanks to the bold, colourful display in the front window, filled with papier-mâché decorations and floral elements, and step down into the restaurant. The interior aims to evoke Mexico’s lively street markets and urban hangouts rather than a formal dining room. We are welcomed by bright colours, relaxed seating and a touch of industrial chic. The place is crowded, and we wait in line for a few minutes before getting our table. Without a reservation, they would likely have sent us away. From this moment on, though, everything runs smoothly and efficiently.

Po spektaklu mamy zarezerwowaną kolację w Wahaca, kolorowej meksykańskiej restauracji serwującej tacos, tapas i quesadillas w samym sercu West Endu. Jest to pierwsza lokalizacja sieci Wahaca, od której wszystko się zaczęło w 2007 roku, po tym, jak Thomasina Miers zwyciężyła w MasterChef w 2005 roku.

Łatwo ją zauważyć dzięki odważnej, kolorowej witrynie pełnej figure z papier-mâché, kwiatowych dekoracji i ozdób. Schodzimy zatem po schodach do środka Restauracja jest położona poniżej ulicy). Wnętrze przywołuje klimat tętniących życiem meksykańskich ulicznych targów i miejskich miejsc spotkań, a nie formalnej restauracji. Wita nas feeria barw, wygodne chociaż bardzo różne miejsca do siedzenia i lekka nuta industrialnego klimatu. Lokal jest pełen gości i czekamy dobrych kilka minut w kolejce, zanim dostaniemy stolik. Bez rezerwacji pewnie odesłaliby nas z kwitkiem. Od tego momentu jednak wszystko działa sprawnie i bez zarzutu.

The menu offers a variety of fresh, street-food style Mexican dishes. Do not confuse it with the heavy, cheesy plates common in Tex-Mex, but instead think soft corn tortillas, smoky grilled flavours and fresh salsas. We immediately know what we want, even though many options are tempting. The Sunshine Bowls call our names. They are vibrant bowls of 30 plants, with avocado, corn, spinach, quinoa, black beans and a coconut and lime dressing. I choose grilled chicken, while Marcin goes for halloumi. They look beautiful and taste even better. I also order a Three Citrus Fizz, pink grapefruit, lime and lemon served sparkling over ice, while Marcin opts for a margarita and Lucky Saint.

Menu oferuje szeroki wybór świeżych, street foodowych dań kuchni meksykańskiej. Nie chodzi tu o ciężkie, serowe potrawy znane jako Tex-Mex, raczej zaś o miękkie kukurydziane tortille, dymne grillowane smaki i świeże salsy. Od razu wiemy, co chcemy zamówić, choć wiele propozycji w menu naprawdę kusi. Sunshine Bowls wołają do nas najgłośniej. To kolorowe miski pełne aż 30 roślin, z awokado, kukurydzą, szpinakiem, komosą ryżową, czarną fasolą i kokosowo-limonkowym dressingiem. Ja wybieram wersję z grillowanym kurczakiem, a Marcin z halloumi. Wyglądają pięknie i smakują jeszcze lepiej. Do tego zamawiam Three Citrus Fizz, różowy grejpfrut, limonkę i cytrynę podane na lodzie z bąbelkami, a Marcin decyduje się na margaritę i Lucky Saint.

For dessert, we decide on the Warm Chocolate and Pecan Cake, a dense, moist cake featuring toasted sesame and ancho sugar, served with a unique, very slightly alcoholic whipped tequila cream, Earl Grey tea and coffee. I am officially a fan of Wahaca after this first visit. It was so good that I now want to visit all the Wahacas.

Na deser wybieramy ciepłe ciasto czekoladowo-pekanowe, gęste i wilgotne, z dodatkiem prażonego sezamu i cukru ancho, podawane z wyjątkowym, lekko alkoholowym kremem z tequilą. Oczywiście do tego herbata Earl Greyem i kawa. Po tej pierwszej wizycie zostałam oficjalną fanką Wahaki. Jedzenie było tak dobre, że teraz chcę odwiedzić wszystkie Wahaki w Londynie.