architecture

Morocco third time

In keeping with my holiday tradition, I was working until very late and slept next to nothing before we left for our next trip to Morocco. But at least this time, we had a taxi to the airport, so the journey was quick and comfortable.

Check-in was blissfully uneventful, and before we knew it, we were eating, because somehow, travelling always seems to make us eat breakfast, even though we normally wouldn’t.

One poached egg with avo and a few pancakes with blueberries and cream later, we were ready to board. And a few hours later, we were once again looking at the now-familiar landscape surrounding Marrakesh.

Here, the new story unfolds...


Zgodnie z moją wakacyjną tradycją, pracowałam do bardzo późna i przed wyjazdem do Maroka udało mi się przespać zaledwie kilka godzin. Na szczęście tym razem na lotnisko jechaliśmy taksówką, więc podróż minęła szybko i wygodnie.

Odprawa przebiegła bez najmniejszych problemów i zanim się obejrzeliśmy, siedzieliśmy już przy śniadaniu. Nie wiem, co takiego jest w podróżowaniu, ale mimo, że na codzień zwykle pomijamy poranny posiłek, w podróży nie odpuścimy żadnej okazji napchania brzucha.

Jedno jajko w koszulce z awokado i kilka naleśników z jagodami i bitą śmietaną później byliśmy już gotowi do wejścia na pokład. A kolejne kilka godzin później znów mogliśmy podziwiać dobrze już nam znany krajobraz okolic Marrakeszu.

I tak zaczyna się nasza kolejna marokańska historia...

Big Fish

We are staying in Moxy, but I will write more about the hotel later. Before we start our Titanic adventure tomorrow, we go for a stroll to the river to reconnoitre the area. The plan is to reach the River Lagan and see the Salmon of Knowledge.

The first interesting thing we pass is a bronze artwork standing right outside the southern entrance of St. George’s Market on East Bridge Street - a girl with a goose. It commemorates a real goose named Alec, who became something of a local character in the 1920s. Alec belonged to a poultry vendor at the market and was known for wandering around the area and even escorting local schoolchildren on their way to school. Sadly, Alec was hit by a vehicle and died, but his memory lives on in this charming statue that shows him beside a young girl, capturing a little of quirky Belfast history and community spirit.

 

Zatrzymujemy się w Moxy, ale o hotelu napiszę później. Dziś, zanim ruszymy jutro na naszą przygodę z Titanikiem, wybieramy się na rekonesans okolicy. Naszym celem jest dotarcie do rzeki Lagan i zobaczenie Salmon of Knowledge (Łosia Wiedzy).

Pierwszą ciekawostką, na którą natrafiamy, jest rzeźba stojąca tuż przy południowym wejściu na St. George's Market przy East Bridge Street – dziewczynka z gęsią. Upamiętnia ona prawdziwą gęś o imieniu Alec, która w latach dwudziestych była tu przez wszystkich znana. Należała do lokalnego sprzedawcy drobiu i często wędrowała po okolicy, a czasem nawet odprowadzała dzieci do szkoły. Niestety, Alec został potrącony przez samochód i tak zginął, ale jego pamięć przetrwała w tej uroczej rzeźbie, przedstawiającej gęś obok dziewczynki - mały fragment lokalnej historii Belfastu.

On our way to the waterfront, we pass one of Belfast’s best-known landmarks, the Albert Memorial Clock, built in 1869 in memory of Prince Albert, the husband of Queen Victoria. It is about 34 metres (113 feet) tall sandstone tower built in a Gothic Revival style.

The tower stands at Queen’s Square, not far from the River Lagan and the Big Fish sculpture. Fun fact: it actually leans slightly due to unstable ground near the river. For years it tilted about 4 feet off centre at the top, so it is sometimes called Belfast’s “Leaning Tower.” It was restored in the early 2000s to stabilise it and prevent further movement. The landmark is now affectionately described as having both „the time and inclination”.

Idąc w stronę nabrzeża mijamy jeden z najbardziej rozpoznawalnych punktów miasta - Albert Memorial Clock, zbudowany w 1869 roku na cześć księcia Alberta, męża królowej Wiktorii. Wieża zegarowa ma około 34 metrów wysokości i jest wykonana w piaskowcu w stylu neogotyckim.

Zegar stoi na Queen's Square, niedaleko rzeki Lagan i wielkiej ryby. Ciekawostka: wieża lekko się przechyliła z powodu niestabilnego gruntu nad rzeką. Przez lata odchylenie w górnej części doszło do około 1,2 metra, dlatego czasami nazywana jest ona „Krzywą Wieżą Belfastu”. W 2002 przeszła restaurację, aby ustabilizować konstrukcję i zapobiec dalszym przesunięciom.

A few steps from here, we arrive at today’s destination - the Big Fish, officially called the Salmon of Knowledge. This 10-metre-long sculpture was created in 1999. The fish is covered in blue-and-white ceramic tiles decorated with images, texts, maps, and newspaper clippings that reflect Belfast’s history. In a way, it acts as a visual time capsule, capturing moments from the city’s past and preserving them in art. There are images of politicians John Hume and David Trimble, architectural drawings of the Grand Opera House, U2’s Bono as a reference to a concert held to promote the Good Friday Agreement of 1998, and many more.

The name “Salmon of Knowledge” comes from Irish mythology. According to legend, a magical salmon gained all the wisdom in the world by eating hazelnuts that had fallen into the Well of Wisdom (it is complicated, I know). The hero Fionn mac Cumhaill accidentally tasted the salmon and instantly acquired its knowledge. Because of this story, there is a playful belief that touching the sculpture might bring you wisdom. So from now on, call me the wise one.

Salmon were historically found in the River Lagan, so at least the fish makes sense. Today, the sculpture symbolises renewal and shared history, especially meaningful given its installation not long after the peace process in Northern Ireland. It has become not just a piece of public art, but a gentle reminder of Belfast’s stories, resilience, and cultural roots.

 

Kilka kroków dalej docieramy do naszego celu – Wielkiej Ryby (Big Fish), oficjalnie zwanej Łososiem Wiedzy - Salmon of Knowledge. Ta 10-metrowa figura powstała w 1999 roku i jest pokryta ceramicznymi płytkami w odcieniach niebieskiego i białego, ozdobnymi obrazami, tekstami, mapami i wycinkami z gazet, które opowiadają historię Belfastu. W pewnym sensie pełni rolę wizualnej kapsuły czasu, zachowując fragmenty przeszłości miasta w formie sztuki. Wśród motywów znajdują się wizerunki polityków Johna Hume’a i Davida Trimble’a, szkice Grand Opera House, zdjęcie Bono z koncertu promującego Porozumienie Wielkopiątkowe z 1998 roku i wiele innych.

Nazwa „Salmon of Knowledge” pochodzi z mitologii irlandzkiej. Według legendy magiczny łosoś zdobył całą mądrość świata, jedząc orzechy laskowe spadające do Studni Wiedzy (to jest długa historia…). Bohater Fionn mac Cumhaill przypadkowo spróbował łososia i natychmiast przyswoił jego wiedzę. W związku z tym powstał zabobon, że dotknięcie rzeźby może przynieść wielką mądrość. No to podotykaliśmy.

Historycznie łososie żyły w rzece Lagan, więc wybór ryby ma przynajmniej sens. Dziś rzeźba symbolizuje odnowę i wspólną historię, co jest szczególnie wymowne, biorąc pod uwagę, że powstała niedługo po procesie pokojowym w Irlandii Północnej. Stała się nie tylko dziełem sztuki publicznej, ale też subtelnym przypomnieniem historii, wytrwałości i kulturowych korzeni Belfastu.

The large historic building directly opposite The Big Fish is the Custom House. It is one of Belfast’s most impressive 19th-century buildings. Completed in 1857, it was originally used by the Commissioners of Customs to manage trade and shipping in what was then a booming industrial port. At that time, Belfast was expanding rapidly thanks to shipbuilding, linen production, and global trade. The building is designed in a classical style, with a symmetrical façade, grand columns, and a central dome topped with sculptures representing commerce and navigation, a nod to Belfast’s maritime importance. Its prominent position facing the River Lagan symbolised the city’s connection to trade and the wider world.

 

Duży, historyczny budynek naprzeciw Big Fish to Custom House. Jest to jeden z najbardziej imponujących budynków XIX wieku w Belfaście. Został ukończony w 1857 roku dla Urzędu Celnego do zarządzania handlem i transportem w rozwijającym się porcie przemysłowym. W tym czasie Belfast szybko się rozrastał dzięki stoczniom, produkcji lnu i handlowi międzynarodowemu. Budynek zaprojektowano w stylu klasycystycznym, z symetryczną fasadą, kolumnami i centralną kopułą zwieńczoną rzeźbami symbolizującymi handel i żeglugę. Jego położenie nad rzeką podkreślało znaczenie Belfastu jako ośrodka handlu i kontaktów ze światem.

Our attention also goes to a different riverside building called The Boat, a modern block with distinctive geometric shapes in different colours on its façade. It is designed to resemble the prow of a boat.

Naszą uwagę przyciąga też nowoczesny budynek nad rzeką, zwany The Boat (Łódź), o geometrycznej, kolorowej fasadzie, która ma przypominać dziób statku.

Just a short stroll along the River Lagan brings us to the Beacon of Hope, a sculpture created by Andy Scott in 2007. It depicts a woman holding a shimmering globe, symbolising peace, harmony, and gratitude. Locals affectionately call it “Nuala with the Hula.”

 

Zaledwie krótki spacer wzdłuż rzeki Lagan prowadzi nas do „Beacon of Hope”, rzeźby stworzonej przez Andy’ego Scotta w 2007 roku. Przedstawia ona kobietę trzymającą lśniącą kulę, symbolizującą pokój, harmonię i wdzięczność. Mieszkańcy nazywają ją pieszczotliwie „Nuala z Hula”.

Checacupe and the Three Bridges

Today, after breakfast, we met our guide, Noe, or - as we nick-named him - Mr 40 Minutes (explanation in my next blog entries), and set off for Pallay Punchu, a less popular and more remote rainbow mountain.

Give or take two hours later, we stopped in Checacupe, a small town in the Cusco region. It was late morning, but the town square was almost completely empty. Only a few people were selling vegetables near the church, and there was very little activity around the square.

Dzisiaj, po śniadaniu, spotkaliśmy się z naszym przewodnikiem Noe, którego przechrzciliśmy na Mr 40 Minutes (wyjaśnienie w kolejnych wpisach), i ruszyliśmy w stronę Pallay Punchu - mniej popularnej i bardziej oddalonej od Cusco “tęczowej góry”.

Po mniej więcej dwóch godzinach zatrzymaliśmy się w Checacupe, niewielkim miasteczku w regionie Cusco. Było późne przedpołudnie, ale rynek był niemal zupełnie pusty. Tylko kilka osób sprzedawało warzywa w pobliżu kościoła, a poza tym niewiele się tam działo.

A few steps from the square are three bridges crossing the Pitumarca River, built in three different periods: Inca, Colonial, and Republican.

The oldest one is the Inca bridge, originally part of the Qhapaq Ñan (the Great Road) - the enormous road network that connected the Inca Empire. Its builders designed paths that adapted to the terrain and allowed travelers to reduce their effort. What stands there today is a reconstruction, using the traditional technique of braided plant fibers, grass and sticks. Looking at it, it is easy to understand why it sways when you walk across. It looks rather improvised at first, but the Inca suspension-bridge technique was remarkably sophisticated: thick natural-fiber cables were anchored to stone supports on either side of the river, with the walkway suspended between them.

Next to it is the colonial bridge, built from carefully cut stone joined with lime and constructed in the 18th century. It replaced the earlier crossing and was an important route between the communities on either side of the river. There was even a toll charged for crossing it, collected for the Spanish Crown and the local authorities.

Kilka kroków od rynku znajdują się trzy mosty nad rzeką Pitumarca, zbudowane w trzech różnych okresach: inkaskim, kolonialnym i republikańskim.

Najstarszy jest most inkaski, który pierwotnie był częścią Qhapaq Ñan (Wielkiej Drogi) - sieci dróg łączącej całe imperium Inków. Trasy projektowano tak, aby jak najlepiej dopasować je do terenu i ułatwić podróżującym pokonywanie gór. Dzisiejszy most jest rekonstrukcją wykonaną tradycyjną techniką, z wykorzystaniem plecionych włókien roślinnych, trawy i patyków. Już tylko patrząc na niego łatwo jest zrozumieć, dlaczego się kołysze podczas przechodzenia po nim. Na pierwszy rzut oka wygląda wręcz trochę prowizorycznie, ale sama technika budowy inkaskich mostów wiszących była niezwykle pomysłowa. Grube liny z naturalnych włókien mocowano do kamiennych konstrukcji po obu stronach rzeki, a pomiędzy nimi zawieszano kładkę.

Tuż obok stoi kolonialny most z kamieni połączonych zaprawą wapienną, zbudowany w XVIII wieku. Zastąpił on wcześniejszy mniejszy most i przez długi czas był ważnym połączeniem między miejscowościami po obu stronach rzeki. Co ciekawe, za przejście przez ten most pobierano opłatę, z której korzystała hiszpańska Korona i lokalne władze.

The third bridge is from the Republican period and is made of iron. Together, the three bridges are almost like a physical history of Checacupe: the Inca road system, the Spanish colonial period and then the modernisation of Peru after independence, all represented within a few metres of each other.

Trzeci most pochodzi z okresu republikańskiego i jest wykonany z żelaza. Razem tworzą właściwie małą historię Checacupe - od inkaskiej sieci dróg, przez hiszpańskie czasy kolonialne, aż po modernizację Peru po uzyskaniu niepodległości. Wszystko to w odległości zaledwie kilku metrów.

Obviously, we crossed all three, but the Inca bridge was easily the most memorable. It swayed noticeably with every step, and crossing it was much more entertaining than walking over the solid bridges next door. And so we crossed it a dozen times...

Oczywiście przeszliśmy przez wszystkie trzy, ale most inkaski zdecydowanie zapadł nam w pamięć najbardziej. Kołysał się przy każdym kroku, a przejście po nim było znacznie ciekawsze niż spacer po solidnych mostch obok. No i z tego powodu przeszliśmy nim chyba z tuzin razy...

Casa Adina Premium

Our first hotel in Cusco, Plaza de Armas, may have been relatively modest, but its location was impossible to beat. A balcony overlooking the cathedral, hot chocolate in hand, and the city's main square at your feet – it was ridiculously good value. For our next two nights, however, we traded the front-row view for a history lesson, with a solid splash of luxury.

Casa Andina Premium occupies a beautifully restored 17th-century colonial mansion, tucked away in a quieter part of the city yet only a short walk from Plaza de Armas and the Qorikancha. In fact, it consists of two interconnected buildings arranged around spacious courtyards. The older colonial wing, dating back to the 17th century, houses the restaurant, bar, and several elegant lounges while preserving sections of the original stonework that have survived centuries of Cusco's turbulent history.

This layering of history is what gives the hotel its character. In Cusco, buildings are rarely built instead of one another – they are built on top of one another. Colonial walls rise above finely crafted Inca stone foundations, creating a fascinating blend of two very different worlds.

Nasz pierwszy hotel w Cusco, tuż przy Plaza de Armas, może nie należał do najbardziej luksusowych, ale pod względem położenia trudno byłoby znaleźć leszy. Poranna gorąca czekolada na balkonie z widokiem na katedrę i główny plac miasta była jednym z tych momentów, których na pewno łatwo nie zapomnimy. W dodatku wszystko to w bardzo atrakcyjnej cenie. Kolejne dwie noce postanowiliśmy jednak spędzić w miejscu oferującym sporą dawkę historii i równie dużą dawkę luksusu.

Casa Andina Premium mieści się w pieczołowicie odrestaurowanej XVII-wiecznej rezydencji kolonialnej, położonej w spokojniejszej części centrum, ale wciąż zaledwie kilka minut spacerem od Plaza de Armas. Hotel tworzą dwa połączone ze sobą budynki skupione wokół przestronnych dziedzińców. Starsza, kolonialna część mieści restaurację, bar i lounge. W tej części zachowały się fragmenty oryginalnych kamiennych murów, które przetrwały burzliwe dzieje Cusco.

To właśnie ta wielowarstwowość historii nadaje temu miejscu wyjątkowy charakter. W Cusco nowe budynki rzadko powstawały od podstaw - znacznie częściej wznoszono je na fundamentach wcześniejszych konstrukcji. W efekcie kolonialne mury wyrastają tu wprost z perfekcyjnie obrobionych inkaskich kamiennych bloków, łącząc odmienne epoki i kultury.

The courtyards were rarely empty. Throughout the day, local women dressed in colourful traditional Andean clothing displayed handmade textiles and souvenirs. One of them was accompanied by a remarkably patient llama.

Główny dziedziniec prawie nigdy nie był pusty. Przez cały dzień lokalne kobiety, ubrane w kolorowe tradycyjne stroje andyjskie, prezentowały ręcznie wykonane tkaniny oraz różnego rodzaju pamiątki. Jednej z nich cierpliwie towarzyszyła lama, której nie wydawało się bardzo przeszkadzać, że każdy chce mieć z nią zdjęcie.

One detail I particularly appreciated was that the hotel doesn't simply decorate its walls with old paintings. Many of the portraits and historical artworks are accompanied by explanatory panels, turning a stroll through the corridors into a miniature museum of colonial Cusco.

Bardzo spodobało mi się również to, że hotel nie ogranicza się do wieszania na ścianach zabytkowych obrazów. Wiele portretów i historycznych dzieł opatrzono opisami wyjaśniającymi ich znaczenie, dzięki czemu zwykły spacer korytarzami przypominał zwiedzanie niewielkiego muzeum poświęconego kolonialnej historii Cusco.

Our room was a suite in the colonial wing and struck a lovely balance between old and new. The centuries-old building provided all the atmosphere, while modern comforts ensured we wanted for nothing. The enormous king-size bed was probably the largest we encountered during the trip. There was even a fireplace, and a small balcony overlooked a little square in front of the main entrance. Historic photographs of Cusco adorned the walls, while the spacious rain shower reminded us that some aspects of modern life are definitely worth embracing.

Nasz pokój był przestronnym apartamentem w kolonialnym skrzydle i doskonale łączył historyczny klimat z nowoczesną wygodą. Zabytkowe wnętrza tworzyły niepowtarzalną atmosferę, a współczesne udogodnienia sprawiały, że niczego nam nie brakowało. Ogromne łóżko typu king-size było chyba największym, w jakim spaliśmy podczas całej podróży. Do tego kominek oraz niewielki balkon z widokiem na plac przed głównym wejściem dodawały temu miejscu wyjątkowego uroku. Historyczne fotografie Cusco zdobiły ściany, a przestronny prysznic z deszczownicą przypominał, że niektóre zdobycze współczesnego świata potrafią umilić życie.

In one of the hotel's lounges, coca tea, alongside more familiar varieties of tea, was always available. Before and after hours spent wandering Cusco's steep streets, sitting down with a hot drink was a real pleasure. Do not tell anyone how much coca tea we drank…

W jednym z hotelowych saloników przez cały dzień czekała na gości bezpłatna herbata – zarówno ta tradycyjna tutaj z liści koki, jak i kilka bardziej klasycznych gatunków. Po długich spacerach stromymi uliczkami Cusco filiżanka gorącego naparu smakowała nam zawsze wyjątkowo dobrze. Tylko nikomu nie mówcie, ile tej herbaty z koki wypiliśmy…

Museo de Arte Religioso del Arzobispado

A light rain begins to fall, but fortunately the museum is only a short walk away, just a block from the Plaza de Armas. It is housed in a large colonial mansion built on the foundations of the palace of Hathun Rumiyoq, once home to the sixth Inca ruler, Inca Roca, and later used as the residence of the Archbishop of Cusco.

The building preserves sections of original Inca walls around its perimeter, while its colonial inner courtyard features stone arches, decorative tiles, and a central fountain.

 

Zaczyna lekko padać, ale na szczęście muzeum znajduje się zaledwie przecznicę od Plaza de Armas, więc droga nie jest długa. Muzeum to (typowo dla Cusco) mieści się w okazałej kolonialnej rezydencji wzniesionej na fundamentach pałacu Hathun Rumiyoq, który należał niegdyś do szóstego władcy Inków, Inki Roki. W późniejszych czasach budynek pełnił funkcję rezydencji arcybiskupa Cusco.

Do dziś zachowały się fragmenty oryginalnych inkaskich murów otaczających posiadłość. Wewnątrz znajduje się kolonialny dziedziniec z kamiennymi arkadami, ozdobnymi płytkami i centralnie położoną fontanną.

Inside, the rooms display canvases, sculptures, altarpieces, colonial furniture, liturgical ornaments, and other examples of viceregal religious art. There is also a collection of paintings from the Cusco School, including works by Diego Quispe Tito.

Photography is permitted only in the courtyard, not inside the exhibition rooms, so all of our photos were taken from the outside.

 

W salach muzealnych można zobaczyć obrazy, rzeźby, ołtarze, meble kolonialne, szaty liturgiczne oraz inne przykłady sztuki religijnej z okresu wicekrólestwa. Szczególnie interesująca jest kolekcja dzieł szkoły cuskeńskiej, w tym obrazy Diego Quispe Tito.

Fotografowanie dozwolone jest jedynie na dziedzińcu, dlatego większość naszych zdjęć powstała na zewnątrz lub przez otwarte przejścia.

At one point, we also wandered into a garden at the back of the property. We suspect it may not have been intended for visitors, but the signage was rather unclear and we ended up there by honest mistake. No regrets, though - the garden looked beautiful in the fading light, and we were even treated to a distant rainbow.

W pewnym momencie trafiliśmy również do ogrodu znajdującego się z tyłu budynku. Jesteśmy teraz prawie pewni, że ta część nie była przeznaczona dla zwiedzających, ale oznakowanie nie było dobrze widoczne i dopiero przy wyjściu zauważyliśmy, że chyba nie była to trasa zwiedzania. Nie żałujemy jednak tej pomyłki. Ogród prezentował się pięknie w świetle zachodzącego słońca, a nad górami po drugiej stronie doliny pojawiła się nawet na chwilę tęcza.

By the time we finish our visit, the sun has already set. The stones of the narrow Hathun Rumiyoq street, still wet from the earlier rain, reflect the warm golden glow of the surrounding lights, creating a particularly atmospheric scene.

As for dinner, our destination is only a few steps away.

 

Gdy kończymy zwiedzanie, słońce jest już schowane za horyzontem. Mokre po deszczu kamienie wąskiej uliczki Hathun Rumiyoq odbijają ciepłe, złote światło okolicznych latarni, tworząc wyjątkowo nastrojowy widok.

A kolacja? Nie musimy iść daleko – nasza restauracja znajduje się dosłownie kilka kroków stąd.