We overslept, kind of...

The morning is glorious again and we run to the beach basking in purples and pinks, where we splash warm (and I mean warm!) water and wait for the sun to rise. And then it seems too early for breakfast so we go back to sleep for an hour but we sleep longer... So I end up going for breakfast with wet hair and very unevenly smeared foundation (I had 30 second to do it). Who cares :). Breakfast is as always delicious, and we both go for morning soup - unthinkable at home, seems to be the most natural choice here. Plus how I love Aleenta’s fresh juices (there are four types: guava, pineapple, apple, and orange). I drink too many of them, I know. But try to stop me… Before we notice it is time to go, the car with our driver is already waiting for us - exciting day ahead as I hope to meet some langurs face to face for the first time ever. Let’s hope they are not too shy…

 Poranek znów jest przepiękny i zaraz po otwarciu oczu biegniemy na plażę skąpaną w purpurach i różach, gdzie czekamy na wschód słońca – stopy zamoczone w ciepłej (ciepłej!) wodzie, twarze wystawione do słonej bryzy. A potem wydaje się, że jest za wcześnie na śniadanie, więc kładziemy się jeszcze na godzinkę, ale śpimy dłużej... Kończę więc na śniadaniu z mokrymi włosami i bardzo nierówno roztartym podkładem (miałam 30 sekund na zrobienie makijażu). I kogo to obchodzi? Na szcęscie nikogo :). Śniadanie jest jak zawsze pyszne i tym razem oboje wybieramy na główne danie zupę - nie do pomyślenia w domu, tutaj wydaje się to najbardziej naturalnym wyborem. Uwielbiam też świeże soki Aleenty (są cztery rodzaje: guawa, ananas, jabłko i pomarańcza). Wlewam ich w siebie dużo za duo, ale szczęśliwi kalorii nie liczą. Raz, dwa, trzy i już czas na nas, samochód i kierowca czekają przed bramą - ekscytujący dzień przed nami ponieważ mam nadzieję spotkać się pierwszy raz twarzą w twarz z langurami. Miejmy nadzieję, że uda nam się je wypatrzeć…

Evening bliss

After a day full of sightseeing we spend what is left of the evening enjoying drinks at our plunge pool until it is time for dinner.and then it is time to sleep. Tomorrow early in the morning morning a new adventure begins.

Po dniu pełnym zwiedzania spędzamy resztę wieczoru delektując się drinkami nad naszym przydomowym basenikiem. Niektórzy nawet w baseniku JPotem już tylko czas na kolacje i spać. Jutro z samego rana zaczyna się nowa przygoda.

Baun Peun Palace

The last place we visit today in Phetchaburi is Phra Ram Ratchaniwet, known also as Baun Peun Palace - a summer palace requested by Rama V but finished after his death, in 1916. It is a lovely “baroque meets art nouveau” construction designed by a German architect, Karl Deurring. Double spiral staircase is definitely outstanding if a little bit bathroomy, with its green tiles and ceramic cherubs. The Palace itself is an impressive, very elegant two storey building with high windows from floor to ceiling, that make interior feel airy and bright. It has high mansard roof and the front façade features a large fractable. After we are done with the palace we stop in a nearby café for a few lemonades made from lemons and crushed ice (it is still around 40 degrees after all) and we call it a day. We head back to Aleenta for some evening drinks and dinner. 

Ostatnim miejscem, które dziś odwiedzamy w Phetchaburi jest Phra Ram Ratchaniwet, znany również jako Pałac Baun Peun. Jest to letni pałac, którego budowę zlecił Rama V, ale został ukończony po jego śmierci, w 1916 roku. Pałac ten jest konstrukcją secesyjną z elementami baroku, zaprojektowaną przez niemieckiego architekta Karla Deurringa. Podwójna spiralna klatka schodowa jest zdecydowanie wyjątkowa, choć wyłożona zielonymi kafelkami i ozdrobiona ceramicznymi aniołkami trochę kojarzy się z …łazienką. Sam Pałac to imponujący, bardzo elegancki dwupiętrowy budynek z wysokimi oknami (od podłogi do sufitu), które sprawiają, że wnętrze jest przestronne i jasne oraz wysokim mansardowym dachem. Po obejrzeniu pałacu kupujemy w pobliskiej kafejce lemoniadę ze świeżo wyciśniętych cytryn i pokruszonego lodu – jakby nie było wciąż jest koło 40 stopni i jako, że jest już dobrze po 16 kończymy zwiedzanie na dzisiaj. Przed nami jeszcze droga do Pranburi, ale za to w Aleencie czekaja na nas dobre drinki a później obiad. 

Short video material after clicking here/Krótki fimik po kliknięciu tutaj

Cheeky monkeys

Phetchaburi is full of monkeys. They are truly adorable, as long as they do not threaten you or steal from you. And they will if they see you carrying any food or drink or any bag (cheap plastic shopping bags especially) that could theoretically contain food or drink. It will be confiscated from you and the procedure may go down really nasty. We took no drink, no food, no plastic bags, just tripod, cameras, and camera bags. They were OK with it. We could come real close, too. We were observing them, they were observing us back, curious and making funny faces sometimes but no bad intentions were detected. And yet, we have seen them stealing from other people and they were quite vicious when it happened. If you temp them, they may be lead astray.   

 Phetchaburi jest pełne małp. Małpy są naprawdę urocze, o ile nie próbują cię okraść lub zachowywać się agresywnie. A zrobią to, jeśli tylko zobaczą, że masz ze sobą jedzenie, napój lub jakąś torbę, która teoretycznie może zawierać jedzenie lub picie (plastikowe torby na zakupy są szczególnie groźne). Jeśli wiec weźmiesz ze sobą cos do picia lub jakies przekąski, zostaną ci owe skarby skonfiskowane, a sama procedura konfiskacji może przebiegać dość paskudnie. Dlatego nie zabieraliśmy z auta  napojów, jedzenia, żadnych plastikowych toreb - nosiliśmy ze sobą jedynie statyw, aparaty i torby fotograficzne. Na szczęście małpy były tym relatywnie mało zainteresowane. Mogliśmy podejść naprawdę blisko. Obserwowaliśmy je,  a one obserwowały nas, zaciekawione i strzelające tysiąc różnych min, ale bez żadnych oznak wrogości. Natomiast widzieliśmy, jak bez pardonu okradały innych turystów, bo całkiem łatwo je zwieść na pokuszenie. 

Observing monkeys at Phra Nakhon Kiri was real fun. They are such characters. Just look at this dude, always surprised with everything, carefully pondering mysteries of life, whilst chewing on his own leg. Or this one with beautiful make-up, closing her (his???) eyes often so it does not go unnoticed.

Obserwowanie małp w Phra Nakhon Kiri było prawdziwą frajdą. To są takie cudowne charaktery. Wystarczy spojrzeć na kolesia ciężko zaskoczonego wszystkim dookoła i zadumanego nad tajemnicami życia podczas iskania własnej nogi. Albo tą panią (tego pana???) z pięknym makijażem oczu, co to patrzy spod półprzymkniętych powiek, żeby ten makijaż na pewno wszyscy zauważyli...

We could easily look at them for hours and hours. Only, if you stay for too long (and too long is really long) they start to have ideas like maybe they could make friends with you, and check this backpack of yours for some friendship tokens… 

 Och, można tak patrzeć na nie godzinami. Jedyny szkopuł to, ze jeśli pozostanie się z nimi zbyt długo (zbyt długo oznacza naprawdę długo), to zaczynają mieć pomysły, w stylu „może by się jednak zaprzyjaźnić z tymi łysymi małpami i sprawdzić te ich plecaki w poszukiwaniu tokenów przyjaźni”…

Palace Mountain

It is not so long before noon, and  the heat is really oppressive, when we arrive at Phetchaburi’s most well-known landmark, Phra Nakhon Kiri Historical Park, located on the three peaks of 95-meter high verdant hill covered with frangipani trees, and known as Khao Wang (Palace Mountain). Built under King Rama IV in the mid-19th century it contains the royal palace, museum,  temples, and chedis, all linked by cobblestone footpaths.  The buildings of the complex are constructed in a mixture of Thai, neoclassical Western and Chinese architectural styles. 

We get to the hill by the west  entrance taking a cable car that glides up and down to the summit. It is a nice, short ride, all the more pleasant that we can feel some light breeze on our faces in this midday heat. As we get out from the car some monkeys are already waiting, ready to steal any drinks or snacks tourist may carry. They do it very efficiently, too. We do not have any snacks with us, clever us, so they let us be. 

Pomału zbliża się południe i słońce praży niemiłosiernie, kiedy docieramy do najczęściej odwiedzanego miejsca w Phetchaburi, Parku Historycznego Phra Nakhon Kiri, położonego na trzech szczytach 95-metrowego wzgórza, znanego jako Khao Wang (Pałacowa Góra) i okrytego gajami pachnących drzew frangipani. Ten kompleks, zbudowany pod rządami króla Ramy IV w połowie XIX wieku, zawiera pałac królewski, muzeum, świątynie i chedi, wszystkie połączone ze sobą wybrukowanymi ścieżkami wijącymi się w góre i na dół pomiędzy szczytami wzgórza. Budynki kompleksu są zbudowane w stylach architektonicznych tajskim, neoklasycznym zachodnim i chińskim, chociaż widać także wpływy Sri Lanki.

Aby dostać się do parku używamy zachodniego wejścia, wsiadając do kolejki linowej, wjeżdżającej na szczyt wzgórza. Jest to krótka przejażdżka, tym bardziej przyjemna, że ​​możemy poczuć przez chwilę lekki wiaterek w tym południowym skwarze. Gdy wychodzimy z wagoniku, już czekają na nas małpy, gotowe ukraść drinki lub przekąski wszystkim, którzy naiwnie zabrali je ze sobą na górę. Są przy tym bardzo zwinne i dość agresywne. Nas nie zaczepiają bo na szczęście  wykazaliśmy się rozsądkiem (sic!), napiliśmy się przed wejściem do kolejki i nie zabraliśmy ze sobą niczego oprócz sprzętu fotograficznego.

Getting through the west entrance, we start from visiting the western peak, where the palace is located. Part of it is nowadays transformed into a museum furnished with royal belongings. We take our shoes off and visit the palace, then stop for a nice break and drink a lot of sweet soda (millions of calories from sugar, yes we know) under frangipani trees, between an extravaganza of colours from potted flowers. Not far from the palace there is also Ho Chatchawan Wiangchai - an observatory tower, as Rama IV was deeply interested in astronomy. We can see the central peak from here.

Jako, że weszliśmy od strony zachodniej, zaczynamy od zwiedzania zachodniego szczytu, na którym znajduje się pałac. Część pałacu jest obecnie przekształcona w muzeum pokazujące elementy królewskiego umeblowania. Zdejmujemy więc buty i zwiedzamy pałac, a potem zatrzymujemy się na chwilę odpoczynku pod drzewami frangipani i wypijamy hektolitry słodkich napojów (oj, niezdrowo). Niedaleko pałacu znajduje się również wieża obserwacyjna Ho Chatchawan Wiangchai, ponieważ Rama IV był głęboko zainteresowany astronomią. Roztacza się stąd ładny widok na centralny szczyt wzgórza.

Rolling cobblestone paths lead from the palace through the forested hill to other  summits. We take one to get to the central peak, topped with the 40m-tall white spire of Phra That Chom Phet. We were able to get to the round chamber supporting the upper structure and cool ourselves a bit. 

Finally, we get to the eastern peak, where Kings Rama IV instructed his architects to build a royal temple, Wat Phra Kaew. It is composed of ordination hall, the chedi known as Phra Sutthasela, and a pyramidal structure in brick and stone. The small ordination hall has walls made from marble and a roof covered with green and yellow tiles. The roof decorations are studded with glass mosaic executed in the intricate workmanship. 

Every peak offers  great view on other peaks as well as Phetchamburi town. 

Brukowane ścieżki prowadzą z pałacu przez zalesione wzgórze do innych szczytów. Wybieramy jedną z nich i idziemy do centralnego szczytu zwieńczonego 40-metrową białą wieżą  Phra That Chom Phet. W okrągłej sali podtrzymującej górną konstrukcję panuje miły chłodek. Brukowane ścieżki prowadzą z pałacu przez zalesione wzgórze do innych szczytów. Wybieramy jedną z nich i idziemy do centralnego szczytu zwieńczonego 40-metrową białą wieżą  Phra That Chom Phet. W okrągłej sali podtrzymującej górną konstrukcję panuje miły chłodek.

Na koniec docieramy do wschodniego szczytu, gdzie król Rama IV polecił swoim architektom zbudować królewską świątynię Wat Phra Kaew. Składa się na nią sala święceń, chedi znana jako Phra Sutthasela i piramidalna struktura z cegły i kamienia. Mała sala święceń ma ściany z marmuru i dach pokryty zielonymi i żółtymi płytkami. Dach dekorują szklane mozaiki a okna i drzwi pokryte są misternymi płaskorzeźbami.

Każdy szczyt Khao wang oferuje wspaniały widok na dwa pozostale szczyty oraz samo miasto Phethhamburi.

We walk down back to the cable car passing a big group of monkeys, hiding in the foliage from the scorching sun. But I will make a separate entry about them. Then we take a ride down and go for some refreshments.

Schodzimy z powrotem do kolejki linowej, mijając dużą grupę małp, ukrywających się pod drzewami  przed palącym słońcem. Ale o nich będzie osobny wpis. Następnie zjeżdżamy w dół i idziemy na cos do picia i lody. 

Short video from our visit

Krótkie video z naszej wizyty