sunrise

First lights of dawn

I wake up before the sunrise, take a peek at the sky and sea, toss and turn and only then the view is registered by my brain and I hop out from the bed. It is too beautiful to sleep it over. I sit down at the plunge pool, feet dangling in the (warm!) water, and soak in the wonders around me. Marcin joins me for a while tempted by the beautiful sky. The pinks and blues shift into rich gold, the sun is rising, it is 27 degrees, there is a delicate breeze and the day is already perfect. I even take a selfie (no make-up, who cares) with the new giraffe friends on my sleeping t-shirt ;). 

 

Budzę się przed wschodem słońca, patrzę przez chwilę za okno, przewracam się na drugi bok i wtedy dociera do mnie, co zobaczyłam. I natychmiast wyłażę z łóżka, bo jest za pięknie, żeby to przespać. Siadam sobie przy basenie, nogi zanurzam w (ciepłej!) wodzie i chłonę widoki, które maluje przedświt. Marcin za chwile do mnie dołącza, zwabiony kolorami nieba. Pastelowe kolory nieba pomału zamieniają się w głębokie złoto, słońce zaczyna wschodzić, jest już 27 stopni, od morza wieje lekka bryza i dzień wydaje się od początku perfekcyjny. Nawet robię sobie selfie (jeszcze bez makijażu, rzecz jasna, i kto się tym będzie przejmował) z moimi nowymi przyjaciółkami-żyrafami na koszulce do spania ;)

Peace of soul...

We got up really early today. Standing outside with a cup of tea, we look at the sky painted with pastel colours, waiting for the touch of first rays of sun on our faces, and we breathe in peace and breath out stress, and breathe in peace and breath out stress....

Wstaliśmy dzisiaj o świcie.  Z kubkiem herbaty w ręce patrzymy na pomalowane pastelami niebo nim pierwsze promienie słońca połaskoczą nas w twarz. Z każdym wdechem wpływa spokój, z każdym wydechem ucieka stres….