Through the souks

It was already dark by the time we started the walk back through the medina to the sanctuary of our riad. We passed the Koutoubia Mosque and headed through Jemaa el-Fnaa, which was predictably packed (check my previous post if you want the full scoop on that chaos).

From there, we ducked into the labyrinth of the souks. We stopped for a bit at a lamp shop to chat with the owners. In Morocco, these brass lamps are everywhere - they’re basically a symbol of hospitality and are used to create that classic, cosy vibe in homes and cafes. Some are covered in intricate geometric patterns, while others are more about bold, colourful glass.

We browsed a few other stalls along the way, but I played it safe and didn't buy anything. The last thing I want is to be lugging extra bags with us once we head out to the desert.

 

Kiedy wracamy do naszego riadu, nad Marrakeszem zdążył już zapaść zmrok. Po drodze mijamy meczet Koutoubia i plac Jemaa el-Fnaa, który o tej porze tętni życiem (szczegóły w moim wpisie z poprzedniej wyprawy do Maroka).

Szybko jednak uciekamy w labirynt wąskich uliczek suku. Zatrzymujemy się przy sklepie z lampami, zatrzymani na chwilę przez przyjaznych właścicieli. Mosiężne lampy to w zasadzie wizytówka tutejszego rzemiosła - dla Marokańczyków są one symbolem gościnności i domowego ciepła. Niektóre zachwycają precyzyjnymi, geometrycznymi wycięciami, inne przyciągają wzrok kolorowym szkłem.

Zajrzeliśmy jeszcze do paru innych sklepików, ale tym razem obyło się bez zakupów. Wolę nie dociążać bagażu, bo przed nami jeszcze wyprawa na pustynię, a dodatkowe torby to ostatnia rzecz, której teraz potrzebujemy.