Marrakech

The Best Exotic Meridien Hotel

When in Marrakesh, we typically stay in one of the charming riads, but this time we decided to do things differently. We only needed to stay for one night, as we were collecting our car early the next morning. We also didn’t fancy dragging all our luggage into the medina, where car access is limited, only to struggle to get it all out again the following day.

So, we decided to use our loyalty programme points and stay at Le Méridien.

Odwiedzając Marrakesz do tej pory zawsze zatrzymywaliśmy się w jednym (lub kilku) z jego uroczych riadów. Tym razem postanowiliśmy jednak zrobić wyjątek. Potrzebowaliśmy noclegu tylko na jedną noc, bo następnego ranka wcześnie rano mieliśmy odebrać samochód. Nie bardzo uśmiechało nam się też taszczenie wszystkich bagaży do medyny, gdzie ruch samochodowy jest mocno ograniczony, tylko po to, żeby następnego dnia znowu je stamtąd wywlekać.

Postanowiliśmy więc wykorzystać punkty z naszego programu lojalnościowego i zatrzymać się w hotelu Le Méridien.

Having checked the reviews, I had mixed expectations, to be honest, and was prepared to find the hotel quite dated. And dated it was. From the moment I stepped into the foyer, I couldn’t help thinking of The Best Exotic Marigold Hotel. But if you’ve watched the film, you’ll know that you don’t necessarily hate the Marigold. And, similarly, my experience at Le Méridien was quite positive, if a little peculiar.

The main foyer was undergoing renovation, so we walked straight into an empty space with bags of cement. Not quite the grand entrance one might have hoped for. The check-in, however, was efficient, and our room was upgraded to a suite.

The room was spacious, clean and quite pleasant, with a big, comfortable bed and floor-to-ceiling windows. It wasn’t particularly modern or stylish, nor did it have a tone of character, but it was certainly not bad at all.

The suite was divided into two parts: a separate living room with a sofa, armchairs, and a glass dining table, plus a guest toilet, and a bedroom with a large bathroom featuring a separate bathtub and shower. There was also a bottle of water and some very tasty macarons waiting for us on the table. A nice touch!


Po przeczytaniu opinii o tym hotelu było dla mnie jasne, ze lata swojej świetności ma on już za sobą, wiec niespodzianek nie było. Nam kojarzył się on bardzo mocno z The Best Exotic Merigold Hotel. Jeśli oglądaliście ten film, to wiecie, że mimo wszystkich jego niedoskonałości nie da się go nienawidzić. Z Le Méridien było bardzo podobnie. Pobyt okazał się całkiem udany, choć sam hotel miał w sobie coś osobliwego.

Główny hol był akurat w remoncie, więc zamiast eleganckiego wejścia przywitała nas niemal pusta przestrzeń i worki z cementem. Ale zameldowanie przebiegło bardzo sprawnie i dostaliśmy upgrade do suity.

Pokój był przestronny, czysty i całkiem przyjemny. Duże, wygodne łóżko, okna od podłogi do sufitu – powodów do narzekań nie było. Super nowoczesnego designu ani jakiegoś szczególnego stylu też nie było, ale niczego nam nie brakowało i zdecydowanie nie było oszkliwie.

Suita składała się z dwóch części. W salonie stała sofa, fotele, stół, plus było stąd wejście do dodatkowej toalety. W sypialni było wejście do dużej łazienki z osobną wanną i kabiną prysznicową. Na stole czekała też na nas woda i pudełko naprawdę smacznych makaroników. Taki bardzo miły akcent.

I can’t quite put my finger on what made me think of The Best Exotic Marigold Hotel. Perhaps it was the fact that the hotel seemed almost deserted. We saw a few other guests, but they appeared to be few and far between. Not that I missed the crowds!

Another thing was that some parts of the hotel looked as though they had been somewhat abandoned. It’s a large property, and in some places there were only hints of its former splendour. On the other hand, we also saw people working in the gardens and keeping everything neat and tidy.

So, I don’t quite know where the feeling came from... But then, as I said, it’s not as though we regretted staying there.

The lounge served food, drinks and sweets in the afternoon, and they were much better than we had expected. Breakfast was also rather splendid, but more about that later…

Nie potrafię do końca wyjaśnić, co tak bardzo przywodziło nam na myśl Hotel Marigold. Może chodziło o to, że Meridien sprawiał wrażenie niemal opustoszałego. Widzieliśmy kilku innych gości, ale rzadko i w małych ilościach. Nie, żebyśmy chcieli narzekać na brak tłumów!

Było też jeszcze takie poczucie, że część posesji jest zamknięta. Hotel jest duży, ale w niektórych jego częściach można było odnieść wrażenie, że nikt ich już nie używa… Z drugiej strony widzieliśmy pracowników zajmujących się ogrodem, który był zadbany i schludny.

I taki to był mix. Z jednej strony trochę zapomniany hotel jakby z minionej epoki, z drugiej – zadbane otoczenie, sprawna obsługa i całkiem przyjemny pokój. W każdym razie, jak już wspomniałam, nie żałowaliśmy tego wyboru.

Po południu w hotelowym lounge'u pojawiało się jedzonko, napoje i słodkości. I wszystko to okazało się znacznie lepsze, niż się spodziewaliśmy. Śniadanie również było raczej imponujące, ale o tym opowiem następnym razem…

Morocco third time

In keeping with my holiday tradition, I was working until very late and slept next to nothing before we left for our next trip to Morocco. But at least this time, we had a taxi to the airport, so the journey was quick and comfortable.

Check-in was blissfully uneventful, and before we knew it, we were eating, because somehow, travelling always seems to make us eat breakfast, even though we normally wouldn’t.

One poached egg with avo and a few pancakes with blueberries and cream later, we were ready to board. And a few hours later, we were once again looking at the now-familiar landscape surrounding Marrakesh.

Here, the new story unfolds...


Zgodnie z moją wakacyjną tradycją, pracowałam do bardzo późna i przed wyjazdem do Maroka udało mi się przespać zaledwie kilka godzin. Na szczęście tym razem na lotnisko jechaliśmy taksówką, więc podróż minęła szybko i wygodnie.

Odprawa przebiegła bez najmniejszych problemów i zanim się obejrzeliśmy, siedzieliśmy już przy śniadaniu. Nie wiem, co takiego jest w podróżowaniu, ale mimo, że na codzień zwykle pomijamy poranny posiłek, w podróży nie odpuścimy żadnej okazji napchania brzucha.

Jedno jajko w koszulce z awokado i kilka naleśników z jagodami i bitą śmietaną później byliśmy już gotowi do wejścia na pokład. A kolejne kilka godzin później znów mogliśmy podziwiać dobrze już nam znany krajobraz okolic Marrakeszu.

I tak zaczyna się nasza kolejna marokańska historia...

Cactus Thiemann

Cactus Thiemann sits about 10 km outside Marrakesh on the road toward Casablanca. It’s not a landscaped “designer garden” like Jardin Majorelle. It feels closer to a large-scale agricultural collection that just happens to be visually striking. The farm has also historically supplied plants to hotels and landscaping projects around Marrakesh, so it has had a commercial role alongside being a private collection. It was started in 1964 by Hans Thiemann, a German engineer who began importing and cultivating cactus species on what was essentially farmland.

In terms of visiting, it’s relatively straightforward but slightly inconvenient. There’s no real public transport that drops you anywhere close to the entrance. We opted for transport included in the online ticket, and they collected us from central Marrakesh. The return, however, was too early for us, so we called a taxi to take us back in the late afternoon. The result was perfect: a nearly empty farm in the morning, and then no one else but us later on. It makes such a difference when you can take in all this beauty without crowds everywhere.

 

Cactus Thiemann znajduje się około 10 km od Marrakesz, przy drodze w kierunku Casablanki. Nie jest to wypielęgnowany, „designerski” ogród w stylu Jardin Majorelle. Bardziej przypomina rozległą kolekcję rolniczą, która przy okazji wygląda spektakularnie. Przez lata farma dostarczała rośliny do hoteli i projektów zieleni w Marrakeszu, więc oprócz funkcji prywatnej kolekcji miała też całkiem praktyczne zastosowanie. Miejsce zostało założone w 1964 roku przez Hansa Thiemanna, niemieckiego inżyniera, który zaczął sprowadzać i uprawiać kaktusy na terenie, który wcześniej był po prostu ziemią rolną.

Sama wizyta jest dość prosta do zorganizowania, choć nieco niewygodna logistycznie. Nie ma bowiem za bardzo transportu publicznego, który dowoziłby pod samo wejście. Jadąc w tamtą stronę skorzystaliśmy z transportu wliczonego w bilet kupiony online - odebrano nas z centrum Marrakeszu. Problem pojawił się przy powrocie, bo przewidziana godzina odjazdu do Marrakeszu była dla nas za wczesna, więc w końcu udało nam się zamówić taksówkę na późne popołudnie. Wyszło to jednak bardzo na plus: rano było niemal pusto, a później mieliśmy to miejsce praktycznie już tylko dla siebie. Zupełnie inne doświadczenie niż zwiedzanie w tłumie.

The scale is what makes this place notable. The site covers several hectares (figures vary depending on the source), with over 150 species of cacti and succulents. Many are mature specimens, some planted in the 1960s, so these are not decorative plants but fully grown desert flora. Columnar cacti reach several metres high, and there are dense groupings that resemble small forests rather than individual displays.

Największe wrażenie robi skala tego miejsca. Teren zajmuje kilka hektarów (dokładne dane różnią się w zależności od źródła) i rośnie tu ponad 150 gatunków kaktusów i sukulentów. Wiele z nich to dojrzałe okazy, sadzone jeszcze w latach 60-tych, więc nie są to małe rośliny ozdobne, tylko w pełni rozwinięta roślinność pustynna. Niektóre kaktusy osiągają kilka metrów wysokości, a ich skupiska przypominają raczej niewielki las niż klasyczny ogród.

As we walk through the garden, the most striking plants are the tall, tree-like cacti. These include species from genera such as Pachycereus and Carnegiea, which can grow several metres high and create the impression of a cactus “forest.” Some of these are among the oldest plants on the site.

 

Spacerując po ogrodzie, największe wrażenie robią wysokie, drzewiaste kaktusy. Należą między innymi do rodzajów Pachycereus i Carnegiea, które mogą osiągać imponujące rozmiary i tworzą efekt „kaktusowego lasu”. To jedne z najstarszych roślin w całej kolekcji.

For a couple of hours, we meander through this “forest,” taking pictures and admiring the landscape. As the sun climbs higher, the day becomes hotter, and we retreat to the on-site café to rehydrate. The café is really charming, with light and shadow creating beautiful patterns, and it offers a commanding view over the garden.

Przez dobre kilka godzin spacerujemy po kaktusowym lesie, robimy zdjęcia i po prostu chłoniemy ten krajobraz. Tymczasem słonce wspina się po nieboskłonie i zaczyna przygrzewać więc udajemy się do kawiarni na terenie ogrodu w celu nawodnienia. Kafejka jest naprawdę urokliwa - gra światła i cienia tworzy piękne wzory w jej wnętrzu, a widok na ogród tylko dodaje klimatu.

After a few cups of tea and coffee, we are ready to explore the remaining part of the farm. There are many flatter, paddle-shaped cacti from the genus Opuntia. These are quite familiar in Morocco and are known for producing edible fruit. We also find many round, spiny varieties such as those from Ferocactus and Echinocactus, which grow in compact, globe-like shapes. The collection also includes smaller and more delicate species, such as Mammillaria and Gymnocalycium, often admired for their detailed patterns and, at the right time of year, their bright flowers.

Botanically, it’s not just cacti. We also see agave, aloe, and other arid-climate plants, although the focus is clearly on large cactus species adapted to hot, dry environments.

Po kilku szklankach herbaty i kawy wracamy na dalsze zwiedzanie. W innej części ogrodu pojawiają się bardziej płaskie kaktusy z rodzaju Opuntia - bardzo popularne w Maroku i znane z jadalnych owoców. Widzimy też wiele kulistych, kolczastych form, takich jak Ferocactus czy Echinocactus. Są też mniejsze, bardziej delikatne gatunki, na przykład Mammillaria i Gymnocalycium, które zachwycają strukturą, a w odpowiednim sezonie także kwiatami.

Cactus Thiemann to jednak nie tylko kaktusy. Widzimy też agawy, aloesy i inne rośliny przystosowane do suchego klimatu, choć wyraźnie to właśnie kaktusy grają tu główną rolę.

Alongside the plant collection from the Cactaceae, there are also a few animals, including Dromedary camels and Domestic donkeys - and we make friends with them immediately. The camels are kept in an enclosure they’ve eaten completely bare (so I guess we know why they are enclosed). They are very friendly and come up to us, expecting food, of course. A local worker notices us and brings some grass they like, and they are more than happy - not just to eat, but also to cuddle. One donkey we encounter is tied, but we spot several others walking freely through the fields.

Na terenie ogrodu są również zwierzęta, między innymi dromadery i osiołki. Oczywiście od razu się z nimi zaprzyjaźniamy. Wielbłądy przebywają na ogrodzonym terenie, który jest już całkowicie „wyjedzony”, więc łatwo się domyślić dlaczego. Są bardzo przyjazne, same podchodzą do nas, licząc na jedzenie. Jeden z pracowników przynosi nam trawę i wtedy zaczyna się prawdziwa interakcja: jedzenie, głaskanie i nawet trochę przytulania. Jeden napotkany przez nas osiołek jest uwiązany, ale kilka innych spaceruje swobodnie po terenie.

There is also an old truck on display that once belonged to Hans Thiemann. It is an Unimog, a legendary off-road utility vehicle made by Mercedes-Benz. Designed to handle extreme terrain like deserts, farms, and mountains, it has been used around the world since the 1950s for agriculture, military work, and expeditions. Thiemann used it when he first came to Morocco and when he was collecting and transporting cactus plants.

Na terenie ogrodu stoi też stary samochód należący kiedyś do Hansa Thiemanna. To Mercedes-Benz Unimog, legendarny pojazd użytkowy zaprojektowany do pracy w trudnych warunkach - na pustyni, w górach czy na farmach,  który przez dekady był wykorzystywany na całym świecie. Thiemann używał go do transportu kaktusów i pracy na farmie.

After quite a few hours of exploring, we are finally ready for our taxi. While waiting, we pop into the small shop selling cactus-related products like oils and honey. I treat myself to a rather luxurious hair oil and, of course, some chocolate. A perfect finish to a wonderful visit.

Po dobrych  kilku godzinach spędzonych na łażeniu po ogrodach jesteśmy w końcu gotowi na powrót. Czekając na taksówkę, zaglądamy jeszcze do małego sklepiku z produktami na bazie kaktusów - olejkami, miodami i innymi drobiazgami. Kupuję luksusowy olejek do włosów i, oczywiście, czekoladę. I jest to idealne zakończenie tej wizyty.

Breakfast at our riad

We start the day with a simple but satisfying breakfast, choosing the dining room over the terrace as the morning air is still a little chilly, and time is tight. By 9 a.m., we need to be at the back of the Koutoubia Mosque, where a shuttle will take us to Cactus Thiemann.

Zaczynamy dzień od prostego, ale smacznego śniadania. Wybieramy jadalnię zamiast tarasu  - poranek jest jeszcze dość chłodny, a czasu mamy niewiele. O 9:00 musimy być za meczetem Koutoubia, skąd shuttle zabierze nas do Cactus Thiemann.

After breakfast, we stroll to the meeting point. The sun is already up, casting a warm glow over the mosque, which basks beautifully in the morning light. With the day beginning to unfold, we’re ready to discover the cacti.

Po śniadaniu idziemy spacerkiem do miejsca zbiórki. Słońce zdążyło już wzejść, a meczet pięknie wygrzewa się w jego ciepłym świetle. Dzień dopiero się zaczyna, a my jesteśmy gotowi odkrywać wielki świat kaktusów.

Dinner

Today, we decided to have dinner at our riad. At Kbour & Chou, dinner is traditionally served in an elegant, communal indoor salon. The room is designed with candlelit tables and features an eclectic aesthetic. The highlight is the striking wall of antique Dutch manganese tiles, often called "Bible tiles" (bijbeltegels). These tiles use a distinct purple-brown or reddish-sepia tone; under the dim, warm light, the scenes look like aged sepia ink on the walls. Marrakech is quite cold at night during the winter, but the heating was on to keep us warm and happy. Our food was great, and after dinner, we were definitely ready for bed.

Dzisiaj postanowiliśmy zjeść kolację w naszym riadzie. W Kbour & Chou posiłki serwowane są w eleganckim salonie urządzonym w eklektycznym stylu. Największe wrażenie robi ściana wyłożona antycznymi holenderskimi płytkami, zwanymi „płytkami biblijnymi”. W ciepłym świetle świec ich purpurowo-brązowe zdobienia wyglądają jak stare ryciny wykonane sepią, tworząc nastrojowe tło dla tradycyjnych marokańskich potraw. Zimowe noce w Marrakeszu są naprawdę chłodne, ale przez całą kolacje dmuchała na nas przyjemnie farelka. Jedzenie było bardzo dobre, a po kolacji udaliśmy się prosto do pokoju - w końcu kiedyś trzeba się wyspać.