leisure

Through the souks

It was already dark by the time we started the walk back through the medina to the sanctuary of our riad. We passed the Koutoubia Mosque and headed through Jemaa el-Fnaa, which was predictably packed (check my previous post if you want the full scoop on that chaos).

From there, we ducked into the labyrinth of the souks. We stopped for a bit at a lamp shop to chat with the owners. In Morocco, these brass lamps are everywhere - they’re basically a symbol of hospitality and are used to create that classic, cosy vibe in homes and cafes. Some are covered in intricate geometric patterns, while others are more about bold, colourful glass.

We browsed a few other stalls along the way, but I played it safe and didn't buy anything. The last thing I want is to be lugging extra bags with us once we head out to the desert.

 

Kiedy wracamy do naszego riadu, nad Marrakeszem zdążył już zapaść zmrok. Po drodze mijamy meczet Koutoubia i plac Jemaa el-Fnaa, który o tej porze tętni życiem (szczegóły w moim wpisie z poprzedniej wyprawy do Maroka).

Szybko jednak uciekamy w labirynt wąskich uliczek suku. Zatrzymujemy się przy sklepie z lampami, zatrzymani na chwilę przez przyjaznych właścicieli. Mosiężne lampy to w zasadzie wizytówka tutejszego rzemiosła - dla Marokańczyków są one symbolem gościnności i domowego ciepła. Niektóre zachwycają precyzyjnymi, geometrycznymi wycięciami, inne przyciągają wzrok kolorowym szkłem.

Zajrzeliśmy jeszcze do paru innych sklepików, ale tym razem obyło się bez zakupów. Wolę nie dociążać bagażu, bo przed nami jeszcze wyprawa na pustynię, a dodatkowe torby to ostatnia rzecz, której teraz potrzebujemy.

Café des Épices

After a sleepless night, we are going to take it easy today. So, we lazily walk to Café des Épices, trading the hushed seclusion of a riad for the rhythmic pulse of the medina

The café is located in the heart of Rahba Kedima (the vibrant Spice Square). Much like the architecture of Kbour & Chou, it serves as a masterclass in textures - though here, the palette shifts from lush garden greens to the warm, sun-baked ochres and terracottas of the desert.

The design is a nod to "Beldi" chic - a refined, rustic simplicity. The walls are finished in a raw, earthy Tadelakt in shades of sand and apricot, providing a calm backdrop to the vibrant mounds of cumin and saffron sold just outside. Interior spaces feature dark wood accents, simple straw hats used as wall décor, and windows that frame the square like living postcards. The café opts for a clean, almost cinematic Moroccan vibe.

 

Po nieprzespanej nocy stawiamy dziś na powolne tempo. Idziemy sobie więc leniwym sacerem w stronę Café des Épices, zamieniając ciszę i spokój naszego riadu na rytm i puls medyny.

Kawiarnia ta to legendarne miejsce w samym sercu Rahba Kedima (tętniącego życiem Placu Przypraw). Podobnie jak w architekturze Kbour & Chou, mamy tu do czynienia z prawdziwym mistrzowskim operowaniem teksturą – z tą różnicą, że paleta barw zmienia się z soczystej ogrodowej zieleni na ciepłe, wypalone słońcem ochry i pustynną terakotę.

Wystrój to ukłon w stronę stylu „Beldi chic”- wyrafinowanej, rustykalnej prostoty. Ściany wykończone surowym, ziemistym tadelaktem w odcieniach piasku i moreli stanowią spokojne tło dla jaskrawych kopców kuminu i szafranu, sprzedawanych tuż za progiem. Wnętrza zdobią akcenty z ciemnego drewna, słomkowe kapelusze na ścianach i okna, które kadrują widok na plac niczym pocztówki.

The ground floor is open to the square, a place for a quick espresso while watching herb sellers and carpet merchants haggle. The middle floor is more intimate and shaded, offering small "pockets" of seating—ideal for escaping the midday heat while still hearing the muffled roar of the market below. The rooftop terrace is the café’s crown jewel, providing a panoramic view of the "Red City." On clear days, the Atlas Mountains provide a jagged, snow-capped backdrop to the terracotta skyline. Some say it is the best spot in the medina to watch the sunset turn the square into a sea of long shadows and deep ambers.

Parter otwiera się bezpośrednio na plac - to idealne miejsce na szybkie espresso. Piętro jest bardziej kameralne i zacienione, oferując przytulne zakamarki pozwalające uciec przed częstym tu upałem. Taras na dachu to jednak prawdziwa tutejsza perła w koronie, oferująca panoramiczny widok na „Czerwone Miasto”. W pogodne dni góry Atlas stanowią postrzępione, pokryte śniegiem tło dla terakotowej linii horyzontu. Niektórzy nawet twierdzą, że to najlepszy punkt w medynie, by obserwować zachód słońca, który zmienia plac w morze długich cieni na tle głębokiego bursztynu.

The food here is designed for the light-drenched terrace lifestyle. Their signature spiced coffee (infused with ginger and cinnamon) is a sensory bridge to the market below. Their mint tea is served traditionally, often accompanied by fresh pastries. The menu focuses on "market-to-table" simplicity and everything is delicious.

Tutejsza kuchnia idealnie pasuje do skąpanego w słońcu tarasu. Ich popisowa kawa z przyprawami (imbirem i cynamonem) to sensoryczny pomost łączący kawiarnię z targiem poniżej. Herbata miętowa podawana jest tradycyjnie, często w towarzystwie świeżych wypieków. Menu stawia na prostotę w duchu „market-to-table”, a wszystkie dania, które zamówiliśmy były pyszne.

Banksy Limitless - additions

The final section of the exhibition was the Underground Immersive Experience. One highlight was a pair of Puma trainers displayed in a glass case, specially designed for Banksy’s Turf War exhibition. There was also a reconstruction of the Grim Reaper riding a Dodgem, inspired by the infamous Dismaland event. Through a door marked Atelier, we entered a small room. Inside, a figure sat at a desk, cutting out stencils, while a semi-transparent screen between this figure and us displayed some moving pictures. The projection told a story about Banksy and included some of his most famous quotes. To be honest, this section was less impressive than the others and only took a few minutes to explore.

 

Ostatnia część wystawy to Underground Immersive Experience. Jednym z głównych punktów były tu buty Puma wystawione w szklanej gablocie, specjalnie zaprojektowane na potrzeby wystawy Banksy’ego Turf War. Znajdowała się tu także rekonstrukcja Śmierci jeżdżącej na Dodgemie, inspirowana słynnym wydarzeniem Dismaland. Przez drzwi oznaczone jako Atelier weszliśmy do małego pokoju. W środku przy biurku siedziała postać, wycinająca szablony, podczas gdy umieszczony pomiędzy nią a nami półprzezroczysty ekran wyświetlał ruchome obrazy. Projekcja opowiadała historię Banksy’ego i zawierała niektóre z jego najsłynniejszych cytatów. Szczerze mówiąc, ta część była mniej imponująca niż pozostałe i zajęła nam tylko kilka minut.

The spray-painting experience was also included with our tickets. We each received a t-shirt in our chosen size and had the chance to create our own stencil-style design inspired by Banksy. We did this activity first, then left our creations to dry before taking them home as a unique memento of the exhibition.

W cenę biletu wliczone było również doświadczenie malowania sprayem. Każdy z nas otrzymało koszulkę i wybrany przez siebie szablon inspirowany Banksym. Zajęliśmy się tym na samym początku, a następnie zostawiliśmy nasze prace do wyschnięcia, aby móc zabrać je do domu jako nietypową pamiątkę z wystawy.

Choco Museum

After the visit to the Museo Histórico Regional, we stepped into the Choco Museum, tucked inside a colonial building just off Regocijo Square. It’s less like a typical museum and more like a cozy, aromatic café crossed with a small chocolate lab. You can see some displays about cacao cultivation and chocolate-making, but the real magic happens in the tasting.

Po wizycie w Museo Histórico Regional zajrzeliśmy do Choco Museum, mieszczącego się w kolonialnym budynku tuż przy placu Regocijo, ale z drugiej strony. To miejsce przypomina bardziej przytulną, aromatyczną kawiarnię skrzyżowaną z małym laboratorium czekolady niż typowe muzeum. Można tu zobaczyć kilka ekspozycji o uprawie kakao i produkcji czekolady, ale prawdziwa magia zaczyna się przy degustacji.

Naturally, we sat down to try a few things. I ordered a classic Peruvian empanada de pollo, a chicken-filled pastry, simple but satisfying.

Oczywiście usiedliśmy, żeby coś spróbować. Na początek zamówiłam klasyczną peruwiańską empanadę de pollo, czyli pasztecik z kurczakiem - proste, ale bardzo satysfakcjonujące jedzonko.

Then came THE hot chocolate. They bring it to you deconstructed. You’re given a jug of hot milk, a small bowl of thick chocolate sauce (as dense and glossy as honey), and a selection of spices. You stir the sauce into the milk yourself, adjusting the strength, then season it to your liking.

We tried two mixes. One was honey and chilli. The sweetness hit first, but the chilli crept in after, warm and slow. The other was cinnamon and cloves, which gave the drink a deeper, spiced taste. I’m ruined for normal hot chocolate from now on. And do we skip the cheesecake? No, we do not.

 

A potem nadeszła chwila na gorącą czekoladę. Tutaj serwują ją w odrobinę nietypowy sposób - składniki podawane są osobno i trzeba sobie samemu połączyć i wymieszać. Dostajesz dzbanek gorącego mleka, małą miseczkę gęstego sosu czekoladowego (mniej więcej o konsystencji miodu) oraz zestaw przypraw. Mieszasz wszystko według własnego uznania, regulując intensywność smaku

Wypróbowaliśmy dwie kombinacje. Pierwsza to miód z chili - na początku jest słodko, a potem chili powoli rozgrzewa. Druga to cynamon i goździki, które nadały czekoladzie głębszy, korzenny aromat. Po czymś takim zwykła gorąca czekolada już chyba nie zrobi na mnie wrażenia.

Ale czy pomijamy sernik? Oczywiście, że nie.

We chatted over delicious chocolate and didn’t even notice when it became dark outside. Time to go back for dinner. But… we’ll be back here!

 

Rozmawialiśmy przy pysznej czekoladzie i nawet nie zauważyliśmy, kiedy zrobiło się ciemno. Czas wracać na kolację. Ale… na pewno tu jeszcze wrócimy!

Orchid festival 2025

The Orchid Festival at Kew Gardens is back, and this year's theme is Peru! Talk about perfect timing - we're actually heading to Peru in March!

Tegorocznym tematem Festiwalu Orchidei w Kew Gardens jest Peru! O wilku mowa. W Marcu jakby nie było jedziemy na naszą pierwsza wyprawę do Peru.

As we were making our way to the conservatory, we bumped into a wild fox! It was clearly hungry and with a bit of a limp. The day was freezing, too. Luckily, I happened to have some cat food in my bag (I usually do), and the fox was incredibly pleased to get it. And that made us happy.

Po drodze do szklarni przydarzyło nam się spotkanie z liskiem. Lis wyraźnie głodny i trochę utykał, a dzień był wyjątkowo zimny. Na szczęście miałam w torebce saszetkę kociej karmy (od wyjazdu do Maroko zrobił mi się taki zwyczaj). Lis był bardzo zadowolony, że ją dostał. A my jeszcze bardziej.

Walking into the glasshouse, we’re immediately greeted by an alpaca covered in orchids.

Wchodząc do szklarni, od razu wita nas alpaka pokryta orchideami.

Then, the Peruvian landscape comes to life in floral form. The central pond is transformed into a scene reminiscent of Lake Titicaca, one of Peru’s national symbols. The flowers spill out, showcasing the country’s rich biodiversity. In the next pond, we find floral flamingos standing proudly against a backdrop of Machu Picchu – another iconic image.

Dalej peruwiański krajobraz odzwierciedlony jest w kwiatowych instalacjach. Centralny staw przekształca się w scenę przypominającą jezioro Titicaca, jeden z peruwiańskich symboli narodowych. Kwiaty wylewają się tu z każdego kąta, prezentując bogatą bioróżnorodność kraju. W kolejnym stawie kwiatowe flamingi stoją dumnie na tle Machu Picchu.

The next part of the exhibition has a form of an aviary with installations representing various birds to celebrate Peru's diverse bird populations.  There are also various butterflies and other insects.

Kolejna część wystawy ma formę woliery z instalacjami przedstawiającymi różne gatunki ptaków, symbol zróżnicowanej populacji ptaków w Peru. Na wystawie zobaczyć można również różne motyle i inne owady.

It was also nice to wander under a “night sky”, decorated with Allium flower heads recycled from Kew's outdoor gardens.

Miło było także powłóczyć się pod „nocnym niebem”, udekorowanym główkami kwiatów Allium uzbieranych w ogrodach Kew.

After browsing a souvenir shop where we ended up with unreasonable amount of locally made chocolate, we continued our walk and came across cute spectacled bears hiding among the flowers and close to the waterfall.

Po wizycie w sklepie z pamiątkami, z którego wyszliśmy z idiotyczną ilością lokalnie produkowanej czekolady, natknęliśmy się na urocze niedźwiedzie andyjskie ukrywające się wśród kwiatów i nad wodospadem.

Peru's got it all, from stunning beaches and lush rainforests to dramatic deserts and towering mountains. It's also home to an incredible 3,000+ species of orchids, plus a ton of other amazing wildlife. The festival does a fantastic job of capturing that beauty and biodiversity in the Princess of Wales Conservatory.

Peru ma wszystko, od pięknych plaż i bujnych lasów deszczowych po dramatyczne pustynie i wznoszące się wysoko góry. Jest także domem dla ponad 3000 gatunków orchidei. Festiwal odbywający się całkowicie na terenie szklarni Princess of Wales pokazuje piękno i bioróżnorodności tego kraju.