Interior

Hello, Amsterdam

Just one weekend to catch a breath when things at work as crazily busy, and to meet friends, and to say hello to one of my favourite cities. Oh hello, Amsterdam.

On this occasion we stayed in Yays Zoutkeetsgracht apartments. I liked the place enough. It was created in some of the old converted warehouses that Amsterdam was famous for. The living room and dining area were spacious, the bedrooms (downstairs) were basic but comfortable. It was clean and warm, and the fact that nearly everything was in tones of white, brown, and dark sea added an extra character to the place. This plus a bit strange glass floor in the kitchen…  It was also conveniently located - 30 minutes walk would take us to the Red District area.

So here we start our short adventure, and not alone, as my dear friends, Agatka and Pawel are staying here with us. Thus, not going to write too much about the first evening - it was cosy, sprinkled with wine and jokes and too short, even though we went to bed rather late.

Zdecydowaliśmy się na wyjazdowy weekend, żeby złapać trochę oddechu od zdominowanej pracą codzienności, spotkać przyjaciół i odwiedzić jedno z naszych ulubionych miast. Oh, witaj Amsterdamie! Jak miło cię znowu zobaczyć.

Tym razem zatrzymaliśmy się w apartamentach Yays Zoutkeetsgracht i nie mam powodów do narzekań. Apartamenty powstały na miejscu dawnych magazynów, w tym wypadku były to bodajże magazyny soli. Nasz apartament był dwupoziomowy -  na górze znajdował się duży salon i kuchnia z jadalnią a na dole łazienka i proste sypialnie.  Całość raczej minimalistyczna w stylu, ale przyjemna i nie pozbawiona charakteru. Biel z akcentami brązów i ciemnego morskiego koloru dominowała we wszystkich pomieszczeniach, a w kuchni znajdował się  co nieco ekscentryczny kawałek szklanej podłogi – dobrze chyba jednak, ze to nie było lato i czas krótkich sukienek…  Było czysto i było ciepło i w ogóle  nie było źle. No i zatrzymaliśmy się tu z przyjaciółmi - Agatką i Pawłem. Zatem na temat pierwszego wieczoru rozpisywać się nie będę - siedzieliśmy sobie wygodnie rozrzuceni po różnych fotelach i sofach, gadając o wszystkim i o niczym i od czasu do czasu przepłukując gardła winem. I tylko wieczór jakiś strasznie krótki się wydawał, chociaż do lóżek poszliśmy zdecydowanie późną nocą.