nature

Cactus Thiemann

Cactus Thiemann sits about 10 km outside Marrakesh on the road toward Casablanca. It’s not a landscaped “designer garden” like Jardin Majorelle. It feels closer to a large-scale agricultural collection that just happens to be visually striking. The farm has also historically supplied plants to hotels and landscaping projects around Marrakesh, so it has had a commercial role alongside being a private collection. It was started in 1964 by Hans Thiemann, a German engineer who began importing and cultivating cactus species on what was essentially farmland.

In terms of visiting, it’s relatively straightforward but slightly inconvenient. There’s no real public transport that drops you anywhere close to the entrance. We opted for transport included in the online ticket, and they collected us from central Marrakesh. The return, however, was too early for us, so we called a taxi to take us back in the late afternoon. The result was perfect: a nearly empty farm in the morning, and then no one else but us later on. It makes such a difference when you can take in all this beauty without crowds everywhere.

 

Cactus Thiemann znajduje się około 10 km od Marrakesz, przy drodze w kierunku Casablanki. Nie jest to wypielęgnowany, „designerski” ogród w stylu Jardin Majorelle. Bardziej przypomina rozległą kolekcję rolniczą, która przy okazji wygląda spektakularnie. Przez lata farma dostarczała rośliny do hoteli i projektów zieleni w Marrakeszu, więc oprócz funkcji prywatnej kolekcji miała też całkiem praktyczne zastosowanie. Miejsce zostało założone w 1964 roku przez Hansa Thiemanna, niemieckiego inżyniera, który zaczął sprowadzać i uprawiać kaktusy na terenie, który wcześniej był po prostu ziemią rolną.

Sama wizyta jest dość prosta do zorganizowania, choć nieco niewygodna logistycznie. Nie ma bowiem za bardzo transportu publicznego, który dowoziłby pod samo wejście. Jadąc w tamtą stronę skorzystaliśmy z transportu wliczonego w bilet kupiony online - odebrano nas z centrum Marrakeszu. Problem pojawił się przy powrocie, bo przewidziana godzina odjazdu do Marrakeszu była dla nas za wczesna, więc w końcu udało nam się zamówić taksówkę na późne popołudnie. Wyszło to jednak bardzo na plus: rano było niemal pusto, a później mieliśmy to miejsce praktycznie już tylko dla siebie. Zupełnie inne doświadczenie niż zwiedzanie w tłumie.

The scale is what makes this place notable. The site covers several hectares (figures vary depending on the source), with over 150 species of cacti and succulents. Many are mature specimens, some planted in the 1960s, so these are not decorative plants but fully grown desert flora. Columnar cacti reach several metres high, and there are dense groupings that resemble small forests rather than individual displays.

Największe wrażenie robi skala tego miejsca. Teren zajmuje kilka hektarów (dokładne dane różnią się w zależności od źródła) i rośnie tu ponad 150 gatunków kaktusów i sukulentów. Wiele z nich to dojrzałe okazy, sadzone jeszcze w latach 60-tych, więc nie są to małe rośliny ozdobne, tylko w pełni rozwinięta roślinność pustynna. Niektóre kaktusy osiągają kilka metrów wysokości, a ich skupiska przypominają raczej niewielki las niż klasyczny ogród.

As we walk through the garden, the most striking plants are the tall, tree-like cacti. These include species from genera such as Pachycereus and Carnegiea, which can grow several metres high and create the impression of a cactus “forest.” Some of these are among the oldest plants on the site.

 

Spacerując po ogrodzie, największe wrażenie robią wysokie, drzewiaste kaktusy. Należą między innymi do rodzajów Pachycereus i Carnegiea, które mogą osiągać imponujące rozmiary i tworzą efekt „kaktusowego lasu”. To jedne z najstarszych roślin w całej kolekcji.

For a couple of hours, we meander through this “forest,” taking pictures and admiring the landscape. As the sun climbs higher, the day becomes hotter, and we retreat to the on-site café to rehydrate. The café is really charming, with light and shadow creating beautiful patterns, and it offers a commanding view over the garden.

Przez dobre kilka godzin spacerujemy po kaktusowym lesie, robimy zdjęcia i po prostu chłoniemy ten krajobraz. Tymczasem słonce wspina się po nieboskłonie i zaczyna przygrzewać więc udajemy się do kawiarni na terenie ogrodu w celu nawodnienia. Kafejka jest naprawdę urokliwa - gra światła i cienia tworzy piękne wzory w jej wnętrzu, a widok na ogród tylko dodaje klimatu.

After a few cups of tea and coffee, we are ready to explore the remaining part of the farm. There are many flatter, paddle-shaped cacti from the genus Opuntia. These are quite familiar in Morocco and are known for producing edible fruit. We also find many round, spiny varieties such as those from Ferocactus and Echinocactus, which grow in compact, globe-like shapes. The collection also includes smaller and more delicate species, such as Mammillaria and Gymnocalycium, often admired for their detailed patterns and, at the right time of year, their bright flowers.

Botanically, it’s not just cacti. We also see agave, aloe, and other arid-climate plants, although the focus is clearly on large cactus species adapted to hot, dry environments.

Po kilku szklankach herbaty i kawy wracamy na dalsze zwiedzanie. W innej części ogrodu pojawiają się bardziej płaskie kaktusy z rodzaju Opuntia - bardzo popularne w Maroku i znane z jadalnych owoców. Widzimy też wiele kulistych, kolczastych form, takich jak Ferocactus czy Echinocactus. Są też mniejsze, bardziej delikatne gatunki, na przykład Mammillaria i Gymnocalycium, które zachwycają strukturą, a w odpowiednim sezonie także kwiatami.

Cactus Thiemann to jednak nie tylko kaktusy. Widzimy też agawy, aloesy i inne rośliny przystosowane do suchego klimatu, choć wyraźnie to właśnie kaktusy grają tu główną rolę.

Alongside the plant collection from the Cactaceae, there are also a few animals, including Dromedary camels and Domestic donkeys - and we make friends with them immediately. The camels are kept in an enclosure they’ve eaten completely bare (so I guess we know why they are enclosed). They are very friendly and come up to us, expecting food, of course. A local worker notices us and brings some grass they like, and they are more than happy - not just to eat, but also to cuddle. One donkey we encounter is tied, but we spot several others walking freely through the fields.

Na terenie ogrodu są również zwierzęta, między innymi dromadery i osiołki. Oczywiście od razu się z nimi zaprzyjaźniamy. Wielbłądy przebywają na ogrodzonym terenie, który jest już całkowicie „wyjedzony”, więc łatwo się domyślić dlaczego. Są bardzo przyjazne, same podchodzą do nas, licząc na jedzenie. Jeden z pracowników przynosi nam trawę i wtedy zaczyna się prawdziwa interakcja: jedzenie, głaskanie i nawet trochę przytulania. Jeden napotkany przez nas osiołek jest uwiązany, ale kilka innych spaceruje swobodnie po terenie.

There is also an old truck on display that once belonged to Hans Thiemann. It is an Unimog, a legendary off-road utility vehicle made by Mercedes-Benz. Designed to handle extreme terrain like deserts, farms, and mountains, it has been used around the world since the 1950s for agriculture, military work, and expeditions. Thiemann used it when he first came to Morocco and when he was collecting and transporting cactus plants.

Na terenie ogrodu stoi też stary samochód należący kiedyś do Hansa Thiemanna. To Mercedes-Benz Unimog, legendarny pojazd użytkowy zaprojektowany do pracy w trudnych warunkach - na pustyni, w górach czy na farmach,  który przez dekady był wykorzystywany na całym świecie. Thiemann używał go do transportu kaktusów i pracy na farmie.

After quite a few hours of exploring, we are finally ready for our taxi. While waiting, we pop into the small shop selling cactus-related products like oils and honey. I treat myself to a rather luxurious hair oil and, of course, some chocolate. A perfect finish to a wonderful visit.

Po dobrych  kilku godzinach spędzonych na łażeniu po ogrodach jesteśmy w końcu gotowi na powrót. Czekając na taksówkę, zaglądamy jeszcze do małego sklepiku z produktami na bazie kaktusów - olejkami, miodami i innymi drobiazgami. Kupuję luksusowy olejek do włosów i, oczywiście, czekoladę. I jest to idealne zakończenie tej wizyty.

Puka Pukara

Our next stop is Puka Pukara, an Inca archaeological site. Its name comes from Quechua: puka meaning red and pukara meaning fortress, due to the reddish hue its walls take on in the evening.

Naszym kolejnym przystankiem jest Puka Pukara, inkaskie stanowisko archeologiczne. Nazwa pochodzi z języka keczua: puka oznacza czerwony, a pukara twierdzę, co nawiązuje do czerwonawego odcienia murów o zachodzie słońca.

Although traditionally labelled a fortress, modern archaeology suggests it was more of a military and administrative checkpoint rather than a defensive stronghold. It likely functioned as a control point for travellers entering or leaving Cusco, a tambo (rest stop or lodging complex) for messengers, the army and nobility, and a surveillance point thanks to its elevated strategic position. It is also believed to have worked in tangent with the nearby site Tambomachay, which served ceremonial purposes (see my previous entry). Elite visitors heading to or from Tambomachay may have been processed or housed at Puka Pukara. It is even said that the chincana (underground tunnel) connected this place directly to Tambomachay, although this is unproven.
This archaeological complex features terraces, walls and stairways that make the urban layout suitable and functional. The buildings are made of stones of various sizes, with the surfaces of the rocks being rather rugged and scarcely worked compared with other archaeological sites. The structure was built using limestone native to the area, mostly medium and small stones, all joined with great precision, making it resistant to seismic activity. The complex includes three walls with irregular floor plans, built across three levels.

Choć tradycyjnie nazywa się ją twierdzą, współczesne badania sugerują, że pełniła raczej funkcję wojskowego i administracyjnego punktu kontrolnego niż obiektu obronnego. Prawdopodobnie Puka Pukara służyła jako miejsce odprawy podróżnych wchodzących do lub opuszczających Cusco, tambo, czyli rodzaj zajazdu dla posłańców, wojska i szlachty, a także punkt obserwacyjny dzięki swojemu położeniu na wzniesieniu. Uważa się również, że miejsce to powiązane było z pobliskim Tambomachay, miejscem o znaczeniu rytualnym (zobacz moj poprzedni wpis). Elitarni goście podróżujący do lub z Tambomachay mogli tu sie zatrzymywać na noc. Istnieje nawet teoria o chincanie, podziemnym tunelu, który miał łączyć oba miejsca, choć nie zostało tov obiektywnie potwierdzone.

Kompleks składa się z tarasów, murów i schodów, które tworzą praktyczny i dobrze zaplanowany układ przestrzenny. Budowle wzniesiono z kamieni różnej wielkości, o dość surowych i niewiele obrobionych powierzchniach, szczególnie w porównaniu z innymi inkaskimi stanowiskami. Konstrukcja została wykonana z miejscowego wapienia, głównie średnich i małych bloków, starannie dopasowanych, co zapewnia jej odporność na wstrząsy sejsmiczne. Całość obejmuje trzy mury o nieregularnych kształtach, rozmieszczone na trzech poziomach.

There is also an excellent panoramic view of the surrounding valleys, which may explain why it served so effectively as a lookout.

Rozciąga się stąd również wspaniały panoramiczny widok na okoliczne doliny, co może tłumaczyć, dlaczego miejsce to tak dobrze sprawdzało się jako punkt obserwacyjny.

Unfortunately the place is closed during our visit, but at least we can see it from above. :)

Niestety podczas naszej wizyty obiekt jest zamknięty, ale możemy zobaczyć go z góry. :)

Sea at night

 I guess I will never get used to the fact that in Thailand sea water is warm, even in the late evening or at dawn. It is nice to paddle a little before going to bed.

 

Chyba nigdy się nie przyzwyczaję do tego, że w Tajlandii woda w morzu jest ciepła, nawet późnym wieczorem czy o świcie. Miło jest trochę pomoczyć stopy przed pójściem spać.

Benchakitti Park

Our plan for this evening includes night shoots of the Benchakitti Park. We decide to scout it now so that we can know what to expect later. It is about 30 minutes walk from our hotel and majority of this walk is on a lovely skywalk. We pass the busy highway and from now on, the closer we are to the park the greener it is.

 

Nasz plan na ten wieczór obejmuje nocne zdjęcia Parku Benchakitti. Idziemy wiec sobie obcykać ten park, żeby później wiedzieć, czego się spodziewać. Do parku mamy około 30 minut spacerem od naszego hotelu, a większość drogi jest na specjalnie zbudowanej dla przechodniów i rowerzystów rampie. Mijamy ruchliwą autostradę i od tej pory im bliżej parku, tym jest bardziej wszystko jest zielone.

It is as if a jungle decided to enter the city, and Bangkok is always full of contrasts. Big, relatively modern houses and hotels are interspersed by small dwellings from wood or even corrugated tin.

 

Zaczyna być tak, jakby do miasta zdecydowała się wkroczyć dżungla. Bangkok, jak zawsze, jest pełen kontrastów. Duże, stosunkowo nowoczesne domy i hotele przeplatają się z małymi domkami z drewna, a nawet ruderami z blachy falistej.

As we walk alongside a river we suddenly spot a Nessie. I look transfixed at the giant lizard swimming slowly through green waters, like a tiny dinosaur. Soon we will learn that it is a monitor lizard and they are often seen in the park area.

Monitors are some of the world’s biggest lizards and they can grow up to around two metres long and weigh up to 50 kilograms. Water monitor lizards have forked tongues (look carefully at the video clip, and you will notice it at one point), scaly skin, powerful legs, and strong tails. They are carnivores, eating rodents, snakes, fish, birds, and whatever else they can find, including carrion. They do not try to attack people unprovoked (They will be nasty if people try to harm them. But then, who wouldn’t be?).

The sound at the beginning of the video clip is our recording of cicadas.

 

 

Idąc wzdłuż rzeki, nagle dostrzegamy Nessie. Patrzymy zafascynowani na olbrzymią jaszczurkę płynącą powoli przez zielone wody, niczym mały dinozaur. Wkrótce dowiemy się, że to odmiana waranów i często widuje się je na terenie wokół parku.

Warany te to jedne z największych jaszczurek na świecie i mogą dorastać do około dwóch metrów długości i ważyć do 50 kilogramów. Warany mają rozwidlony język (widać to w którymś momencie na video clipie poniżej), pokrytą łuskami skórę, mocne nogi i mocne ogony. Są mięsożercami, jedzą gryzonie, węże, ryby, ptaki i wszystko inne, co mogą znaleźć, w tym padlinę. Nie próbują atakować ludzi bez sprowokowania (ale zaatakowane będą agresywne, kto by nie był).

Dźwięk na początku filmiku to nagrane przez nas po drodze do parku cykady.

Part of the park is closed for rebuilding but the beautiful lake surrounded by the tall iconic buildings is accessible. We stroll around, take some pictures, play in between water sprinklers, and then go back to the hotel and have enough time for a gym session and swimming pool laziness before we return to the park for evening shoots.

 

Część parku jest zamknięta z powodu przebudowy, ale piękne jezioro otoczone wysokimi kultowymi budynkami jest dostępne. Spacerujemy wzdłuż jeziora, robimy zdjęcia, ganiamy między zraszaczami, a potem wracamy do hotelu i mamy jeszcze wystarczająco dużo czasu żeby zrobić trening na siłowni i pozwolić sobie na lenistwo na basenie, zanim wrócimy do parku na wieczorną sesję.

The sea of bluebells

We have just realised it is a season for bluebells. And we also started to learn (by trials and errors method, obviously) how to make proper reels on Instagram. Thus, we have decided to combine two things and drive to the woods belonging to the Hinton Ampner. I am a bit tired, to be honest; this week was tough at work, and we are not yet completely recovered from COVID. But the weather is lovely, and we have never visited Hinton Ampner before. The house is closed today, but we stroll around the gardens and then take a walk to the woods, and there we encounter a proper violet sea of bluebells. It must be just the perfect time as they bloom in abundance. It took us quite a few hours to take pictures and record all the clips we wanted, but it was big fun. My feet are hurting now, and I am so exhausted I will sleep like a baby tonight. See below what we have experienced today (some of the images are just mobile phone snaps).

Właśnie zdaliśmy sobie sprawę, że to sezon na dzwonki. Zaczęliśmy też uczyć się (oczywiście metodą prób i błędów), jak robić właściwe szpule na Instagramie. Postanowiliśmy zatem połączyć te dwie rzeczy i udaliśmy się do lasów należących do Hinton Ampner. Szczerze mówiąc, jestem dzisiaj trochę zmęczona; ten tydzień był ciężki w pracy, a my nie doszliśmy jeszcze całkiem do siebie po COVIDzie. Ale pogoda jest piękna, a my nigdy wcześniej nie odwiedziliśmy Hinton Ampner, więc nie ma co gnuśnieć w domu. Sam dworek jest dziś zamknięty, ale spacerujemy po ogrodach, a potem idziemy trasa przez należące do posesji lasy i tam napotykamy prawdziwe fiolotowe morze dzwonków. Musieliśmy trafić w idealny czas, kiedy kwitną one najobficiej. Kilka godzin zajęło nam zrobienie zdjęć i nagranie wszystkich klipów, które chcieliśmy nagrać, ale zabawa była przednia. Bolą mnie teraz stopy i jestem tak wyczerpana, że będę dziś spać jak niemolak. W galerii jak zawsze podsumowanie, czego doświadczyliśmy (niektóre obrazy to tylko zdjęcia z telefonu komórkowego, więc jakość trochę ograniczona).