animals

First hello

This afternoon we go to the artificial water hole in Garub looking for the desert-adapted horses of Namibia.  The place is empty when we arrive but a bit of patience pays off – at some point two horses arrive to quench their thirst and we are delighted to be able to observe them. In one of my next entries I will write much more about them, their origins and current struggle to survive.  

 

Po wizycie w Kolmanskop jedziemy prosto do sztucznego wodopoju w Garub w poszukiwaniu namibijskich koni przystosowanych do życia na pustyni. Na miejscu jest pusto, ani ludzi ani zwierząt, ale odrobina cierpliwości się opłaca - w pewnym momencie zauważamy dwie kropeczki poruszające się w naszą stronę. I nie mylimy się, to rzeczywiście dwa konie w drodze, aby ugasić pragnienie. W jednym z moich kolejnych wpisów napiszę o nich znacznie więcej, o ich genezie i obecnej nierównej walce o przetrwanie. A teraz pierwsze zdjęcia Namibijskich pustynnych koników.  

Let's talk about zebras

There are two species of zebra in Namibia: the plains zebras (Equus quagga) and the mountain zebras (Equus zebra). The plains zebra present in Namibia - Burchell’s zebra - is easily identified by the brown additional faint “shadow-stripes” superimposed between typical black and white pattern. Mountain zebras do not have these extra stripes. Another easy to spot difference is the stripes length; the stripes of the plains zebras go all the way throughout the belly but the mountain zebras have white bellies without any stripes (apart from the one horizontal line going through the length of their underbellies). The legs are kind of opposite: the stripes of the mountain zebras are well visible throughout whole legs, down to the hooves, whereas the lower part of the leg of the plains zebra have stripes much less visible, substantially paler below their underpants. The mountain zebras have so called “dewlap” - a flap of skin on their throats and the a grid-iron pattern across the top of their rumps, both characteristics unique for them.

 

W Namibii występują dwa gatunki zebry: zebry stepowe (Equus quagga) i zebry górskie (Equus zebra). Zebrę stepową występującą w Namibii – inaczej zwana zebrą Burchella - można łatwo rozpoznać po dodatkowych brązowych, słabiej widocznych „paskach-widmach” widocznych między typowym czarnym i białym wzorem. Zebry górskie tych dodatkowych pasków nie posiadają. Inną łatwą do zauważenia różnicą jest długość pasków - paski zebry stepowej biegną przez cały brzuch natomiast zebry górskie mają białe brzuchy bez żadnych pasków (z wyjątkiem jednej ale poziomej linii biegnącej wzdłuż ich podbrzusza). Z nogami jest w pewnym sensie odwrotnie: paski zebry górskiej są dobrze widoczne na całych nogach, aż do kopyt, podczas gdy dolna część nóg zebry stepowej ma znacznie mniej widoczne paskowanie. Zebry górskie mają tak zwane „podgardle”, tj, mały płat skóry widoczny pod gardłem a także wzór kratownicowy na wierzchołkach zadów - obie te cechy są wyjątkowe dla tego gatunku.

By the way, if you think that zebras are white animals with black stripes, you are wrong. Embryological evidence shows that that zebras are black and the white stripes (and sometimes white bellies) develop later. Each zebra has a unique pattern of stripes, just as each person has his/her own individual fingerprints.

 

Nawiasem mówiąc, jeśli ktoś myśli, że zebry to białe zwierzęta z czarnymi paskami, to się myli. Dowody embriologiczne pokazują, że zebry są czarne, a białe paski i ewentualnie białe brzuchy rozwijają się później. Każda zebra ma unikalny wzór pasków, tak jak każda osoba ma swoje indywidualne odciski palców.

The Hartmann’s mountain zebra (depicted in this blog entry) is rare and we are thrilled we had a chance to observe them in nature. Hartmann’s zebra live in small breeding groups of four-five animals, that is one stallion with his mares and foals. Breeding herds remain stable over many years and mares usually remain in a herd for life. When they graze or travel, stallion is usually slightly behind the group, ready to protect his family with his powerful kick in back legs. So powerful it is, it can kill a spotted hyena and sometimes even deter a lion. Mountain zebras are good climbers which is supported by hard and pointed hooves and they are gifted with excellent night vision. They like to play together (chase, race, play-fight) and they also groom each other.

 

 

Zebra górska Hartmanna (to ją widzicie tutaj na zdjęciach) żyje w małych grupach składających się z czterech do pięciu zwierząt - jednego ogiera z jego klaczami i źrebakami. Stada hodowlane pozostają stabilne przez wiele lat, a klacze zwykle pozostają w swoim stadzie przez całe życie. Gdy się pasą lub podróżują, ogier zwykle znajduje się nieco za grupą, gotowy chronić swoją rodzinę potężnym kopniakiem tylnych nóg. A kopniak ten ma w sobie taka siłę, że może zabić hienę cętkowaną, a czasem nawet odstraszyć lwa. Zebry górskie są dobrymi wspinaczami, w czym pomagają im twarde, spiczaste kopyta i są one także obdarzone zdolnością bardzo dobrego widzenia w nocy (na poziomie zbliżonym do sów). Zebry Hartmanna lubią się razem bawić (berek, wyścigi, walki na niby), a także pielęgnują nie tylko siebie, ale także swoich towarzyszy.

Zebras mainly feed on grass and their stomachs always look full because they are filled with gas, bloated, a side effect of fermentation bacteria doing its job to support digestion. And yes, they do pass a lot of wind. The benefit is, they can survive on diets of lower nutritional quality than what would be necessary for other herbivores.

Zebry żywią się głównie trawą, a ich żołądki zawsze wyglądają na krągłe, ponieważ są wypełnione gazem, efektem ubocznym działania bakterii fermentacyjnych, które pomagają w trawieniu ale powodują wzdęcia. I tak, zebry puszczają wiatry dość często. Korzyścią jest to, że mogą one przetrwać na dietach o niższej jakości odżywczej niż byłoby to konieczne dla innych roślinożerców.

Afternoon with ostriches

This afternoon we spend on the dunes in front of our chalet. We walk to the other side of dunes and ostriches follow. It is truly amazing to be so close to wild animals and see them not afraid and keeping just a very small distance from you. There is also a springbok, far away we see a donkey, and of course there are various birds and some insects. The sun is ablaze and dunes are burning shade of orange. It is assaulting our eyes. It is beautiful. We go back just in time to relax a little before the sunset and dinner. 

Dzisiejsze popołudnie spędzamy na wydmach za naszym domkiem. Idziemy przez piaszczystą dolinkę na wydmy po przeciwnej stronie, a za nami idą strusie. Słońce wciąż grzeje pełną mocą, piasek ma kolor ognistej pomarańczy, aż razi w oczy. Jest pięknie. Moje wewnętrzne dziecko podskakuje radośnie widząc dzikie zwierzęta zupełnie się nami nie przejmujące, jeśli tylko nie próbujemy podejść za blisko (nie próbujemy). Jeden ze strusi drepta za nami tak skracając dystans, ze zaczynam sprawdzać, czy nie chce mnie czasem stąd wyprosić, ale nie, ewidentnie nie ma żadnych złych zamiarów. Ogląda sobie tylko dziwne stworzenia, które mu łażą po piaskownicy. Oprócz strusi widzimy także skocznika, osiołka, różne ptaki i nawet konika polnego. Wracamy do siebie akurat na czas, żeby chwilkę odpocząć przed zachodem słońca i kolacją.

Feeding Etosha and Tuano

It is time to visit Tuano and Etosha for the last time. It is time for their first meal of the day and we are allowed to feed them by ourselves. They come quickly knowing very well we have their brunch with us and they are oblivious to everything else when they eat. We can pat them on their heads and they do not even notice it. They stay with us for a while after the meal, cleaning each other in a friendly fashion, observing us lazily from the nearby bushes. And then it is time to say our farewells. I so hope they will live happily and in good health for a long, long time. 

Nadszedł czas, żeby po raz ostatni odwiedzić Etoshę i Tuano. To jest pora ich pierwszego posiłku i tym razem możemy je sami nakarmić. Gepardy pojawiają się bardzo szybko po naszym przybyciu - dobrze wiedzą, że oto nadchodzi pełna micha. Kiedy jedzą, nic innego ich nie obchodzi. Możemy miziać je po gęstym futrze na głowie, dużo grubszym i bardziej szorstkim niż się spodziewałam, nie zwracają na to kompletnie uwagi. Po skończeniu posiłku nie oddalają się natychmiast. Rozkładają się pod pobliskimi krzakami, myjąc sobie wzjemnie umazane krwią pyski i obserwując nas leniwie spod oka. Ale w końcu zaczynają się zbierać i to jest czas na nasze pożegnanie. Trzymajcie się chłopaki, mam ogromną nadzieje, że przed wami jeszcze wiele dobrych, szczęśliwych lat…

Cats, meerkats, donkeys, and a peacock...

 …or otherwise a short break before we go again to feed the cheetah. Marcin decides on a pint of beer from the swimming-pool bar and is immediately surrounded by curious meerkats. I grab the camera and go to take some pictures but local cats come to say hello and of course we make friends immediately. My soul is feline-friendly to the very core and they sense it easily. It is already super hot, the grass around the bar is being watered and meerkats sit close enough to enjoy a delicate spray but far enough to avoid all the big droplets. When the droplets come too close they shift a few inches but do not run away. It is a pleasure to watch them enjoying the mist. The magic of this place is that you do not have to look for animals – just sit down and wait, and sooner or later they will come to you. Apart from meerkats and cats, during this short break we are also visited by donkeys and a peacock. I have to smile. 

Koty, surykatki, osły i paw czyli czas na krótką przerwę zanim pojedziemy znów karmić gepardy. Marcin decyduje się na zimne piwo w barze przy basenie i prawie natychmiast otoczony jest przez wścibskie surykatki. Ja łapię aparat i idę porobić im trochę zdjęć, ale zaraz przychodzą do mnie lokalne koty, żądając należytych sobie względów – miziaj, kobieto, miziaj. Miziam z przyjemnością, rzecz jasna. Słońce jest już wysoko i praży wszystko jak skwarki na patelni, ktoś z obsługi złapał więc za szlauch, żeby podlać trawę wokół baru. Surykatki zeszły z drogi, ale tylko odrobinkę, siedzą na tyle blisko, ze dolatuje do nich drobniutka mgiełka wody. Kiedy zaczynają dolatywać trochę większe krople – przesuwają się o kilka kroków, nie więcej. Aż żałuję, że nie mam przy sobie kamery. Największy urok tego miejsca polega na tym, ze nie trzeba tu szukać zwierząt. Wystarczy usiąść i chwilę poczekać i na pewno coś prędzej czy później przyczłapie. W czasie tej krótkiej przerwy przypałętały się w nasze okolice także osiołki i paw. Jak tu się nie uśmiechać.