food

Franco Manca after gallery

We hadn’t booked anywhere for lunch, thinking we’d just find something nearby, but that turned out to be harder than expected. Every place was packed to the brim. In the end, Franco Manca came to the rescue. Not the healthiest lunch, but once in a while pizza is perfectly fine, and it was delicious.

On the way to the train, we picked up a pastry filled with whipped cream and a hot tea… who would forbid us?

 

Nie zarezerwowaliśmy nic na lunch, myśląc, że znajdziemy coś na miejscu, ale okazało się to trudniejsze, niż się spodziewaliśmy. Nigdzie nie było wolnych miejsc. W końcu uratował nas Franco Manca. Może nie był to najzdrowszy wybór, ale od czasu do czasu można sobie pozwolić na pizzę, a do tego było naprawdę smacznie.

W drodze na pociąg kupiliśmy jeszcze ciastko z bitą śmietaną i gorącą herbatę… bo kto nam zabroni?

Second breakfast at Alma

Today we came down for breakfast rather early, which meant I managed to take quite a few pictures for the blog before the restaurant got busy.

Breakfast at Alma is quite decent, with a good selection of breads, meats and cheeses, eggs, fruit, vegetables, cereals, juices and desserts. Everything is fresh and tasty, and it takes a bit of self- control not to overeat.

 

Dziś zeszliśmy na śniadanie dość wcześnie, dzięki czemu udało mi się zrobić sporo zdjęć do bloga, zanim restauracja zapełniła się gośćmi.

Śniadania w Alma są całkiem przyzwoite. Wybór pieczywa, wędlin i serów jest duży, do tego jajka, owoce, warzywa, płatki, soki i desery. Wszystko świeże i smaczne, a największym wyzwaniem jest nie nałożyć sobie za dużo.

After filling our savoury plates, we followed them up with some tasty pancakes and plenty of fruit. We are now ready for a new adventure.

Before that, though, let me talk a little more about Casa Andina in my next entry.

 

Po solidnej porcji wytrawnych rzeczy skusiliśmy się jeszcze na smaczne naleśniki i sporą porcję owoców. Teraz jesteśmy już gotowi na kolejną przygodę.

Zanim jednak do niej przejdę, w następnym wpisie napiszę jeszcze trochę o Casa Andina.

PS Pierwsze dwa talerze z jedzeniem w galerii poniżej moje, dwa kolejne, gdzie owoce sią tarzają w jajecznicy - oczywiście Kisiela.

Rucula

After enjoying both Yaku and Organika, it seems only natural that we end up at Rucula as well. It is another restaurant from the same family, sharing the same philosophy of fresh local ingredients and a relaxed atmosphere. The menu combines Peruvian flavours with international influences, and many of the vegetables come straight from the restaurant's own garden.

Po wizytach w Yaku i Organice kolejnym oczywistym przystankiem była dla nas Rucula. To kolejna restauracja należąca do tej samej rodziny, oparta na podobnej filozofii świeżych, lokalnych składników i swobodnej atmosfery. W menu peruwiańskie smaki spotykają się z inspiracjami z różnych stron świata, a część warzyw pochodzi prosto z ich własnego ogrodu.

We begin with soups. The pumpkin cream is smooth, warming and exactly what we need after a long day. The chicken noodle soup is equally comforting.

Na początek zamawiamy zupy. Aksamitny, rozgrzewający Kkrem z dyni jest dokładnie tym, czego potrzebujemy po długim dniu zwiedzania. Równie dobrze smakuje nam peruwiański  rosół z makaronem.

For our mains, I order wok stir-fry quinoa with mushrooms, vegetables and tamarind sauce. The quinoa works surprisingly well in this Asian-inspired dish, and the tamarind gives it a pleasant sweet-and-sour kick. Marcin tries the lomo saltado, one of Peru's best-known dishes. Tender beef is stir-fried with onions and tomatoes and served with French fries and rice.

Na danie główne ja wybieram komosę ryżową smażoną w woku z grzybami, warzywami i sosem tamaryndowym. Quinoa świetnie odnajduje się w tym inspirowanym kuchnią azjatycką daniu, a tamaryndowiec dodaje mu przyjemnej słodko-kwaśnej nuty. Marcin zamawia lomo saltado, jedno z najbardziej znanych dań Peru. Delikatna wołowina smażona jest z cebulą i pomidorami, a całość podawana z frytkami i ryżem.

For drinks, we share a teapot of Organica, their famous fresh herb tea, and a pisco sour. The tea is fragrant and refreshing, while the pisco sour reminds us that we are still very much in Peru.

Dessert is ponderación, a crispy cookie spiral served with yolk cream and vanilla ice cream. We are instructed to crush the cookie and soak it in the cream before eating. We follow the instructions diligently and are rewarded with a delicious mess of crunchy biscuit, silky cream and melting ice cream.

By now, it is clear that Yaku, Organika and Rucula all share the same strengths: fresh ingredients, creative cooking and a genuine focus on local produce. After three visits, we can safely say that this restaurant family has become one of our favourite discoveries in Cusco.

Do picia dzielimy się dzbankiem Organica - ich słynnej herbaty ze świeżych ziół - oraz pisco sour. Herbata jest aromatyczna i odświeżająca, natomiast pisco sour przypomina nam, że wciąż jesteśmy w Peru.

Na deser wybieramy ponderación - chrupiący spiralny herbatnik podawany z kremem jajecznym i lodami waniliowymi. Obsługa instruuje nas, by pokruszyć ciastko i namoczyć je w kremie przed jedzeniem. Sumiennie stosujemy się do wskazówek i w nagrodę dostajemy pyszne połączenie chrupkości, aksamitnego kremu i rozpływających się lodów.

Po trzech wizytach nie mamy już wątpliwości, że Yaku, Organica i Rucula mają ze sobą wiele wspólnego: świeże składniki, kreatywne podejście do gotowania i autentyczne przywiązanie do lokalnych produktów. Ta restauracyjna rodzina bez wątpienia należy do naszych ulubionych odkryć kulinarnych w Cusco.

They eat again!

Today I rushed to breakfast with my hair still half-wet because we have to leave early. Breakfast at Alma was really tasty, and even though we were short on time, we still managed to fill our plates three times and eat every bite.

I also learned that opuntia fruit is called "tuna" in Peru, which was unexpected.
PS. The the beetroot juice was excellent.

 

Dziś pognałam na śniadanie z jeszcze półmokrymi włosami, bo musimy wcześnie wyjechać. Śniadanie w Almie było naprawdę pyszne, i mimo że mieliśmy mało czasu, udało nam się napełnić talerze trzy razy i zjeść wszystko do ostatniego kęsa.

Dowiedzieliśmy się też, że owoc opuncji nazywa się w Peru "tuna" (tuńczyk), co było dla nas zaskoczeniem.
PS. Sok z buraka był znakomity.

Alma

Tonight, we had dinner at the hotel’s restaurant, Alma. It serves Peruvian fusion and international dishes, with a focus on traditional and local ingredients. And yes - once again, we started with ceviche (it’s getting slightly ridiculous how often we’ve had it in Peru, I know), and once again it didn’t disappoint. The alpaca and chicken dishes were both cooked to perfection - flavourful, tender, and beautifully plated.

Dziś zjedliśmy kolację w hotelowej restauracji Alma. Serwują tam dania kuchni peruwiańskiej fusion i międzynarodowej, z naciskiem na używanie tradycyjnych, lokalnych składników.
I tak, znowu zaczęliśmy od ceviche (wiem, to już trochę absurdalne, jak często jemy to w Peru), ale znowu się nie zawiedliśmy. Dania z alpaki i kurczaka były przygotowane perfekcyjnie - smaczne i pięknie podane.

It was a relaxed, quiet dinner. We turned in early since tomorrow is our first full day with a local guide, and we’ve got a relatively early start. But before bed, I couldn't resist sneaking back into the restaurant after hours to grab a few clips of the interior without people. Mission accomplished.

To była spokojna, cicha kolacja. Po niej postanowiliśmy pójść od razu spać, bo jutro pierwszy pełny dzień z lokalnym przewodnikiem i start mamy dość wcześnie. Ale przed snem nie mogłam się powstrzymać i wróciłam do restauracji po godzinach, żeby nakręcić kilka ujęć wnętrza bez ludzi. Misja zakończona sukcesem.