breakfast

Second breakfast at Alma

Today we came down for breakfast rather early, which meant I managed to take quite a few pictures for the blog before the restaurant got busy.

Breakfast at Alma is quite decent, with a good selection of breads, meats and cheeses, eggs, fruit, vegetables, cereals, juices and desserts. Everything is fresh and tasty, and it takes a bit of self- control not to overeat.

 

Dziś zeszliśmy na śniadanie dość wcześnie, dzięki czemu udało mi się zrobić sporo zdjęć do bloga, zanim restauracja zapełniła się gośćmi.

Śniadania w Alma są całkiem przyzwoite. Wybór pieczywa, wędlin i serów jest duży, do tego jajka, owoce, warzywa, płatki, soki i desery. Wszystko świeże i smaczne, a największym wyzwaniem jest nie nałożyć sobie za dużo.

After filling our savoury plates, we followed them up with some tasty pancakes and plenty of fruit. We are now ready for a new adventure.

Before that, though, let me talk a little more about Casa Andina in my next entry.

 

Po solidnej porcji wytrawnych rzeczy skusiliśmy się jeszcze na smaczne naleśniki i sporą porcję owoców. Teraz jesteśmy już gotowi na kolejną przygodę.

Zanim jednak do niej przejdę, w następnym wpisie napiszę jeszcze trochę o Casa Andina.

PS Pierwsze dwa talerze z jedzeniem w galerii poniżej moje, dwa kolejne, gdzie owoce sią tarzają w jajecznicy - oczywiście Kisiela.

They eat again!

Today I rushed to breakfast with my hair still half-wet because we have to leave early. Breakfast at Alma was really tasty, and even though we were short on time, we still managed to fill our plates three times and eat every bite.

I also learned that opuntia fruit is called "tuna" in Peru, which was unexpected.
PS. The the beetroot juice was excellent.

 

Dziś pognałam na śniadanie z jeszcze półmokrymi włosami, bo musimy wcześnie wyjechać. Śniadanie w Almie było naprawdę pyszne, i mimo że mieliśmy mało czasu, udało nam się napełnić talerze trzy razy i zjeść wszystko do ostatniego kęsa.

Dowiedzieliśmy się też, że owoc opuncji nazywa się w Peru "tuna" (tuńczyk), co było dla nas zaskoczeniem.
PS. Sok z buraka był znakomity.

Organika Bakery & Coffee

Two museums later, it was definitely time for a break. We stopped by Organika Bakery & Coffee, run by the same owners as Yaku, and connected to it. Since the café was pretty busy, we took a seat in Yaku instead, where we enjoyed some pastries and my favourite herbal tea.

 

Dwa muzea później przyszła pora na małą przerwę. Wdepnęliśmy więc do Organika Bakery & Coffee, prowadzonej przez tych samych właścicieli, co Yaku i połączonej z tą restauracją. Ponieważ w samej kawiarni było sporo ludzi, usiedliśmy w Yaku, gdzie mogliśmy spokojnie zjeść ciastka i wypić moją ulubioną herbatę ziołową.

Early morning walk

Today we got up at 5 a.m., which already felt like a bold life choice, because we’d heard there was a morning mass at Templo de Santa Clara. Apparently, it was our chance to see the church’s interior. Well, turns out “we heard” wasn’t exactly the most reliable source. The place was completely closed and nothing indicated it would change any time soon.

Still, despite the slightly crispy weather (we donned warm jackets!), the walk there was worth it. Cusco at that hour is genuinely peaceful - quiet streets, soft light, no groups with flags or matching hats. On the way back, we passed under the Santa Clara Arch, which we hadn’t seen before. Nice detail to have on your morning route, even if the main event didn’t happen.

 

Dziś wstaliśmy o 5 rano - co już samo w sobie było dość śmiałym pomysłem - bo słyszeliśmy, że podobno miała być poranna msza w Templo de Santa Clara. To byłby nasza szansa, żeby zobaczyć wnętrze tego kościoła. No cóż, jak się okazało, “słyszeliśmy, że podobno” to niezbyt solidne źródło informacji. Kościół był zamknięty na cztery spusty i nic nie wskazywało, że może to się zmienić w najbliższym czasie.

Mimo to i chociaż było rześko (wskoczyliśmy w ciepłe kurtki!), nasz spacer był wart wczesnej pobudki. Cuzco o tej porze jest naprawdę spokojne—puste ulice, miękkie światło, zero wycieczek z chorągiewkami i identycznymi czapkami. W drodze powrotnej przeszliśmy pod łukiem Santa Clara, którego wcześniej nie widzieliśmy.

Eventually, we headed back to our hotel for breakfast. Today we decided to have it on the balcony. Cathedral view never gets old, after all. The morning wasn’t what we planned, but honestly, better than expected.

 

W końcu wróciliśmy do hotelu na śniadanie. Dziś postanowiliśmy zjeść na balkonie naszej hotelowej kawiarni. W końcu widok na katedrę nigdy się nie nudzi.

The first breakfast

After a morning of exploring, we returned to the Plaza de Armas Hotel for a well-earned breakfast. The dining area welcomed us with a bright buffet full of inviting options. There were fresh vegetables and crunchy pickles, alongside warm trays of bacon, eggs, and sausages. A selection of fruit and cereals added a lighter touch, and baskets of breads and sweet pastries tempted from the corner. We could order coffee, tea, or a cup of thick, delicious hot chocolate that felt like a treat in itself. Coca tea and fresh juices were also on hand—available any time, which was a nice touch.

It was the kind of breakfast that let you linger, take a breath, and just enjoy the moment—simple, satisfying, and full of little comforts.

Po porannym spacerze wróciliśmy do hotelu Plaza de Armas, gdzie czekało na nas śniadanie. W restauracji hotelu stał już gotowy bufet, z którego uśmiechały się nas warzywa, marynaty, chrupiący bekon, jajka i kiełbaski. Do tego owoce, musli oraz różne rodzaje pieczywa i słodkich wypieków. Można było zamówić kawę, herbatę albo gęstą, pyszną czekoladę na gorąco. Herbata z liści koki i świeże soki były dostępne przez cały czas.

To było takie śniadanie, które pozwala się na chwilę zatrzymać, zrelaksować i po prostu cieszyć chwilą – bez pośpiechu (nie będziemy sobie przecież wypominać, że także bez umiaru).