They eat again!

Today I rushed to breakfast with my hair still half-wet because we have to leave early. Breakfast at Alma was really tasty, and even though we were short on time, we still managed to fill our plates three times and eat every bite.

I also learned that opuntia fruit is called "tuna" in Peru, which was unexpected.
PS. The the beetroot juice was excellent.

 

Dziś pognałam na śniadanie z jeszcze półmokrymi włosami, bo musimy wcześnie wyjechać. Śniadanie w Almie było naprawdę pyszne, i mimo że mieliśmy mało czasu, udało nam się napełnić talerze trzy razy i zjeść wszystko do ostatniego kęsa.

Dowiedzieliśmy się też, że owoc opuncji nazywa się w Peru "tuna" (tuńczyk), co było dla nas zaskoczeniem.
PS. Sok z buraka był znakomity.

Alma

Tonight, we had dinner at the hotel’s restaurant, Alma. It serves Peruvian fusion and international dishes, with a focus on traditional and local ingredients. And yes - once again, we started with ceviche (it’s getting slightly ridiculous how often we’ve had it in Peru, I know), and once again it didn’t disappoint. The alpaca and chicken dishes were both cooked to perfection - flavourful, tender, and beautifully plated.

Dziś zjedliśmy kolację w hotelowej restauracji Alma. Serwują tam dania kuchni peruwiańskiej fusion i międzynarodowej, z naciskiem na używanie tradycyjnych, lokalnych składników.
I tak, znowu zaczęliśmy od ceviche (wiem, to już trochę absurdalne, jak często jemy to w Peru), ale znowu się nie zawiedliśmy. Dania z alpaki i kurczaka były przygotowane perfekcyjnie - smaczne i pięknie podane.

It was a relaxed, quiet dinner. We turned in early since tomorrow is our first full day with a local guide, and we’ve got a relatively early start. But before bed, I couldn't resist sneaking back into the restaurant after hours to grab a few clips of the interior without people. Mission accomplished.

To była spokojna, cicha kolacja. Po niej postanowiliśmy pójść od razu spać, bo jutro pierwszy pełny dzień z lokalnym przewodnikiem i start mamy dość wcześnie. Ale przed snem nie mogłam się powstrzymać i wróciłam do restauracji po godzinach, żeby nakręcić kilka ujęć wnętrza bez ludzi. Misja zakończona sukcesem.

Mantay Modern Art Gallery

On the way to our hotel we spotted a gallery and figured we would pop in. It turned out to be the Mantay Modern Art Gallery, and little did I know during this visit that it was inside the Palacio del Inka, where we will stay during the last days of this trip. The Mantay gallery is focused on showcasing major contemporary Peruvian artists.

They currently have an exhibition called “Mitológica” by Luis “Mamanka” Sifuentes, which runs from January through April 2025. It includes diverse pieces in various materials (bronze patinated, alabaster, etc.), exploring themes like love, fear, desarraigo (rootlessness), desire, and the animalistic side of things.

W drodze do naszego hotelu zauważyliśmy galerię sztuki i postanowiliśmy zajrzeć do środka. Okazało się, że to Galeria Sztuki Współczesnej Mantay, i nie wiedziałam wtedy jeszcze, że znajduje się ona w Palacio del Inka – hotelu, który mamy zabukowany na ostatnie dni tej podróży. Galeria Mantay skupia się na prezentowaniu współczesnych peruwiańskich artystów.

Obecnie znajduje się tam wystawa zatytułowana „Mitológica” autorstwa Luisa „Mamanki” Sifuentesa, która trwa od stycznia do kwietnia 2025 roku. Zgromadzone prace wykonane są z różnych materiałów (brąz patynowany, alabaster, itd.) i poruszają tematy takie jak miłość, strach, desarraigo (oderwanie od korzeni), pragnienia, czy zwierzęca natura człowieka

The place also has a boutique gallery shop which supports a social project – the Mantay shelter for teenage mothers and their children. Some of the work sold is made in workshops of the shelter, and the proceeds go towards that project.

I treated myself to a pair of silver earrings in the shop 😊

Na miejscu znajduje się również  sklep, który wspiera projekt społeczny – schronisko Mantay dla nastoletnich matek i ich dzieci. Część przedmiotów dostępnych w sprzedaży powstaje w warsztatach tego schroniska, a dochód ze sprzedaży jest przeznaczony na jego działalność.

Kupiłam sobie tam zatem srebrne kolczyki 😊

Meet a cutie

After just three days in Peru, we realised we needed much more memory space and a new charger. So we visited a few photography shops. Prices weren’t exactly friendly compared to the UK, but a must is a must.

In the end, we picked up a bunch of memory cards and a charger, and met a very cute canine assistant in one of the shops.

Po zaledwie trzech dniach w Peru zorientowaliśmy się, że potrzebujemy dużo więcej miejsca na zdjęcia, a także nowej ładowarki. Odwiedziliśmy więc kilka sklepów fotograficznych. Ceny nie były może najbardziej przyjazne w porównaniu z tymi w UK, ale jak trzeba, to trzeba.

W końcu kupiliśmy kilka kart pamięci i ładowarkę, a w jednym ze sklepów poznaliśmy uroczego psiego asystenta.

Choco Museum

After the visit to the Museo Histórico Regional, we stepped into the Choco Museum, tucked inside a colonial building just off Regocijo Square. It’s less like a typical museum and more like a cozy, aromatic café crossed with a small chocolate lab. You can see some displays about cacao cultivation and chocolate-making, but the real magic happens in the tasting.

Po wizycie w Museo Histórico Regional zajrzeliśmy do Choco Museum, mieszczącego się w kolonialnym budynku tuż przy placu Regocijo, ale z drugiej strony. To miejsce przypomina bardziej przytulną, aromatyczną kawiarnię skrzyżowaną z małym laboratorium czekolady niż typowe muzeum. Można tu zobaczyć kilka ekspozycji o uprawie kakao i produkcji czekolady, ale prawdziwa magia zaczyna się przy degustacji.

Naturally, we sat down to try a few things. I ordered a classic Peruvian empanada de pollo, a chicken-filled pastry, simple but satisfying.

Oczywiście usiedliśmy, żeby coś spróbować. Na początek zamówiłam klasyczną peruwiańską empanadę de pollo, czyli pasztecik z kurczakiem - proste, ale bardzo satysfakcjonujące jedzonko.

Then came THE hot chocolate. They bring it to you deconstructed. You’re given a jug of hot milk, a small bowl of thick chocolate sauce (as dense and glossy as honey), and a selection of spices. You stir the sauce into the milk yourself, adjusting the strength, then season it to your liking.

We tried two mixes. One was honey and chilli. The sweetness hit first, but the chilli crept in after, warm and slow. The other was cinnamon and cloves, which gave the drink a deeper, spiced taste. I’m ruined for normal hot chocolate from now on. And do we skip the cheesecake? No, we do not.

 

A potem nadeszła chwila na gorącą czekoladę. Tutaj serwują ją w odrobinę nietypowy sposób - składniki podawane są osobno i trzeba sobie samemu połączyć i wymieszać. Dostajesz dzbanek gorącego mleka, małą miseczkę gęstego sosu czekoladowego (mniej więcej o konsystencji miodu) oraz zestaw przypraw. Mieszasz wszystko według własnego uznania, regulując intensywność smaku

Wypróbowaliśmy dwie kombinacje. Pierwsza to miód z chili - na początku jest słodko, a potem chili powoli rozgrzewa. Druga to cynamon i goździki, które nadały czekoladzie głębszy, korzenny aromat. Po czymś takim zwykła gorąca czekolada już chyba nie zrobi na mnie wrażenia.

Ale czy pomijamy sernik? Oczywiście, że nie.

We chatted over delicious chocolate and didn’t even notice when it became dark outside. Time to go back for dinner. But… we’ll be back here!

 

Rozmawialiśmy przy pysznej czekoladzie i nawet nie zauważyliśmy, kiedy zrobiło się ciemno. Czas wracać na kolację. Ale… na pewno tu jeszcze wrócimy!