Cafe

Morocco third time

In keeping with my holiday tradition, I was working until very late and slept next to nothing before we left for our next trip to Morocco. But at least this time, we had a taxi to the airport, so the journey was quick and comfortable.

Check-in was blissfully uneventful, and before we knew it, we were eating, because somehow, travelling always seems to make us eat breakfast, even though we normally wouldn’t.

One poached egg with avo and a few pancakes with blueberries and cream later, we were ready to board. And a few hours later, we were once again looking at the now-familiar landscape surrounding Marrakesh.

Here, the new story unfolds...


Zgodnie z moją wakacyjną tradycją, pracowałam do bardzo późna i przed wyjazdem do Maroka udało mi się przespać zaledwie kilka godzin. Na szczęście tym razem na lotnisko jechaliśmy taksówką, więc podróż minęła szybko i wygodnie.

Odprawa przebiegła bez najmniejszych problemów i zanim się obejrzeliśmy, siedzieliśmy już przy śniadaniu. Nie wiem, co takiego jest w podróżowaniu, ale mimo, że na codzień zwykle pomijamy poranny posiłek, w podróży nie odpuścimy żadnej okazji napchania brzucha.

Jedno jajko w koszulce z awokado i kilka naleśników z jagodami i bitą śmietaną później byliśmy już gotowi do wejścia na pokład. A kolejne kilka godzin później znów mogliśmy podziwiać dobrze już nam znany krajobraz okolic Marrakeszu.

I tak zaczyna się nasza kolejna marokańska historia...

You Can Never Have Too Much Hot Chocolate

After visiting all the ruins, we returned to the hotel to freshen up. We did not stay long enough to properly dry our hair, though, because hot chocolate was calling.

When we changed hotels, we had noticed a small artisan chocolate shop not far from our new accommodation, and we were eager to give it a try.

Po zwiedzeniu wszystkich ruin wróciliśmy do hotelu, żeby choć na chwilę odpocząć i doprowadzić się do porządku. Nie zabawiliśmy tam jednak wystarczająco długo, żeby chociaż wysuszyć porządnie włosy bo już ciągnęło nas z powrotem na miasto. Powód był prosty: gorąca czekolada.

Przy okazji przeprowadzki do drugiego hotelu zauważyliśmy niewielką rzemieślniczą czekoladziarnię położoną niedaleko naszego nowego miejsca noclegowego, więc postanowiliśmy ją wypróbować.

Two deliciously thick hot chocolates later (along with a cup of chocolate tea), we were ready to continue our exploration and make our way to the Museo de Arte Religiosa del Arzobispado.

Dwie filiżanki gęstej, pysznej gorącej czekolady później, a także po degustacji herbaty czekoladowej, byliśmy gotowi na dalsze zwiedzanie. Naszym kolejnym celem było Museo de Arte Religiosa del Arzobispado.

Choco Museum

After the visit to the Museo Histórico Regional, we stepped into the Choco Museum, tucked inside a colonial building just off Regocijo Square. It’s less like a typical museum and more like a cozy, aromatic café crossed with a small chocolate lab. You can see some displays about cacao cultivation and chocolate-making, but the real magic happens in the tasting.

Po wizycie w Museo Histórico Regional zajrzeliśmy do Choco Museum, mieszczącego się w kolonialnym budynku tuż przy placu Regocijo, ale z drugiej strony. To miejsce przypomina bardziej przytulną, aromatyczną kawiarnię skrzyżowaną z małym laboratorium czekolady niż typowe muzeum. Można tu zobaczyć kilka ekspozycji o uprawie kakao i produkcji czekolady, ale prawdziwa magia zaczyna się przy degustacji.

Naturally, we sat down to try a few things. I ordered a classic Peruvian empanada de pollo, a chicken-filled pastry, simple but satisfying.

Oczywiście usiedliśmy, żeby coś spróbować. Na początek zamówiłam klasyczną peruwiańską empanadę de pollo, czyli pasztecik z kurczakiem - proste, ale bardzo satysfakcjonujące jedzonko.

Then came THE hot chocolate. They bring it to you deconstructed. You’re given a jug of hot milk, a small bowl of thick chocolate sauce (as dense and glossy as honey), and a selection of spices. You stir the sauce into the milk yourself, adjusting the strength, then season it to your liking.

We tried two mixes. One was honey and chilli. The sweetness hit first, but the chilli crept in after, warm and slow. The other was cinnamon and cloves, which gave the drink a deeper, spiced taste. I’m ruined for normal hot chocolate from now on. And do we skip the cheesecake? No, we do not.

 

A potem nadeszła chwila na gorącą czekoladę. Tutaj serwują ją w odrobinę nietypowy sposób - składniki podawane są osobno i trzeba sobie samemu połączyć i wymieszać. Dostajesz dzbanek gorącego mleka, małą miseczkę gęstego sosu czekoladowego (mniej więcej o konsystencji miodu) oraz zestaw przypraw. Mieszasz wszystko według własnego uznania, regulując intensywność smaku

Wypróbowaliśmy dwie kombinacje. Pierwsza to miód z chili - na początku jest słodko, a potem chili powoli rozgrzewa. Druga to cynamon i goździki, które nadały czekoladzie głębszy, korzenny aromat. Po czymś takim zwykła gorąca czekolada już chyba nie zrobi na mnie wrażenia.

Ale czy pomijamy sernik? Oczywiście, że nie.

We chatted over delicious chocolate and didn’t even notice when it became dark outside. Time to go back for dinner. But… we’ll be back here!

 

Rozmawialiśmy przy pysznej czekoladzie i nawet nie zauważyliśmy, kiedy zrobiło się ciemno. Czas wracać na kolację. Ale… na pewno tu jeszcze wrócimy!

Organika Bakery & Coffee

Two museums later, it was definitely time for a break. We stopped by Organika Bakery & Coffee, run by the same owners as Yaku, and connected to it. Since the café was pretty busy, we took a seat in Yaku instead, where we enjoyed some pastries and my favourite herbal tea.

 

Dwa muzea później przyszła pora na małą przerwę. Wdepnęliśmy więc do Organika Bakery & Coffee, prowadzonej przez tych samych właścicieli, co Yaku i połączonej z tą restauracją. Ponieważ w samej kawiarni było sporo ludzi, usiedliśmy w Yaku, gdzie mogliśmy spokojnie zjeść ciastka i wypić moją ulubioną herbatę ziołową.

Room and bar

The room is simple but nice, and we can just about see a cathedral from the window if we look to the side. For our Korean online lesson, I stay in the room and Marcin goes to the lounge, which is conveniently empty.

Pokój jest prosty, ale przyjemny, a z okna patrzeć mocno do boku można nawet zobaczyć katedrę. Na naszą lekcję koreańskiego online ja zostaję w pokoju, a Marcin idzie do hotelowego lounge’u, który jest wygodnie pusty.

After Korean we pop into the bar for a savoury snack, another cup of coca tea and hot chocolate. Here, hot chocolate is nothing like the sweet, sugary drinks we are accustomed to in Europe. Instead, it is rich with real cacao fat, offering a deeper, more profound taste with much less or no sugar at all.

Po koreańskim wpadamy do baru na przekąskę, kolejną filiżankę herbaty z koki i gorącą czekoladę. Gorąca czekolada nie przypomina tutaj słodkiego napoju, do którego jesteśmy przyzwyczajeni w Europie. Zamiast tego jest bogata w prawdziwy tłuszcz kakaowy, oferując głębszy, bardziej wyrazisty smak z dużo mniejszą ilością cukru lub nawet zupełnie bez cukru.

And we also discover the balcony. Oh, what a treat it is. The view is just perfect. From our perch, we can see the majestic cathedral, the stunning Jesuit church, and the bustling expanse of the Plaza de Armas below us.

I odkrywamy też balkon. Och, balkon jest fenomenalny. Możemy z niego podziwiać majestatyczną katedrę, wspaniały kościół jezuicki i tętniącą życiem przestrzeń całego Plaza de Armas.