away day

Halloween at Kew

Kew Gardens is celebrated for its stunning Christmas illuminated trails, so when they announced the launch of a Halloween trail this year, we jumped at the chance to buy the tickets—thankfully, as they sold out quite rapidly.

The experience surpassed our expectations as Kew Gardens once again showcased its remarkable creativity and design. The light installations were expertly arranged, and the accompanying music and occasional eerie sounds heightened the spooky ambiance, creating an enchanting atmosphere.

We were truly impressed by the quality and variety of the installations—none felt repetitive, and the diverse soundscapes matched each visual theme perfectly. Some areas featured haunting music, while others had sci-fi sounds or merely creepy noises like shrieks and groans. As the air was filled with spooky sound effects, the actors in eerie costumes roamed the main pathways, with some lurking just behind the ropes for added surprise.

As we made our way through the trail, we first encountered an old witch brewing potions and stirring her cauldron.

Kew Gardens słynie z rewelacyjnych bożonarodzeniowych ścieżek światła, więc gdy w tym roku ogłoszono, że po raz pierwszy będzie również szlak halloweenowy, od razu skorzystaliśmy z okazji, aby kupić bilety. Na całe szczęście, bo interesujące nas daty wyprzedały się w tempie błyskawicznym. I nie bez powodu. Halloween w Kew przerósł nasze (i tak dość śmiałe) oczekiwania.

Instalacje świetlne zostały zaaranżowane w bardzo profesjonalny sposób, a towarzysząca im muzyka i wszelkie inne dźwięki potęgowały upiorny nastrój, tworząc fantastyczną halloweenową atmosferę.

Byliśmy naprawdę pod wrażeniem jakości i różnorodności instalacji — żadna nie wydawała się powtarzalna, a różnorodne krajobrazy dźwiękowe idealnie pasowały do ​​każdego motywu wizualnego. W niektórych obszarach słychać było muzykę rodem z filmu o nawiedzonych, podczas gdy w innych dominowały dźwięki science-fiction lub wzbudzające niepokój odgłosy, takie jak skrzek pająków czy szuranie butów. Podczas, gdy powietrze było wypełnione efektami dźwiękowymi, aktorzy w realistycznych kostiumach przechadzali się głównymi ścieżkami, a niektórzy kryli się w ciemnościach obok ścieżki, aby nagle na nią wyjść (albo i nie) i dołożyć element totalnego zaskoczenia.

Nasz szlak zaczął się od spotkania starej czarownicy warzącej mikstury i mieszającej w kotle.

Next, we walked through an eerie pumpkin field, where giant pumpkins, artfully arranged, seemed to snarl at us, while scarecrows appeared to scare us more than any crows.

Następnie przeszliśmy przez upiorne pole dyń, gdzie gigantyczne dynie patrzyły na nas złowrogo, a strachy na wróble straszyły nas bardziej niż jakiekolwiek wróble.

We then passed a large congregation of ghouls perched with lanterns in their hands, looking ominously like scarecrows themselves. Following that, we encountered a huge glowing tree, its roots extending far and dotted with skeletons.

Następnie minęliśmy dużą grupę ghulów przycupniętych z latarniami w rękach, wyglądających nawet bardziej złowieszczo niż wspomniane strachy na wróble. Za nimi natknęliśmy się na ogromne świecące drzewo, którego korzenie rozchodziły się daleko, daleko i były usiane licznymi szkieletami.

The path led us then into the spiders' zone, featuring a spiderweb tunnel glowing in ultraviolet light. Some spiders were perched on the webs, their eerie forms accentuated by the blue lighting that enveloped the area. My orange-painted nails glowed surrealistically under the atmospheric illumination, adding an unexpected pop of colour amidst the spooky scene. Scattered across the ground were enormous spiders, their formidable size adding to the sense of immersion and thrill as we navigated this hauntingly beautiful landscape.

Ścieżka zaprowadziła nas następie do strefy pająków, w której znajdował się tunel z pajęczyny skąpany w ultrafioletowym świetle. Na pajęczynach siedziało kilka pająków, ich kształty upiornie podkreślone tym niebieskim światłem. (PS. Moje pomalowane na pomarańczowo paznokcie świeciły surrealistycznie w tym oświetleniu). Na ziemi rozrzucone były też ogromne pająki, których imponujące rozmiary potęgowały poczucie niepokoju i grozy, gdy poruszaliśmy się po tym makabrycznym krajobrazie.

From there, we ventured into the monster’s corner, where the atmosphere grew even more thrilling and slightly unnerving. The space was adorned with glowing green skeletons, their eerie luminescence casting a spectral glow throughout the area. Ancient lanterns flickered with a ghostly green light, illuminating the surroundings and revealing peculiar mushrooms sprouting in odd corners. Coffins dotted the landscape, some slightly ajar, revealing skeletal remains. Scattered around were barrels topped with skulls, each one a grim reminder of the spooky theme that permeated this corner of Kew Gardens. Just when we thought we had seen it all, a strange monster lurked in the shadows. It paced restlessly around in the darkness, occasionally running towards unsuspecting passers-by if they came too close to the enclosure, adding an exhilarating thrill to the experience that kept everyone on their toes.

Stamtąd udaliśmy się do krainy potworów, gdzie atmosfera stała się jeszcze bardziej niepokojąca. Wzdłuż ścieżki rozsiane tu były szkielety, wydzielające złowieszczą zieloną luminescencję. Stare latarnie migotały upiornym - także zielonym - światłem, pozwalając nam dostrzec wielkie grzyby wyrastające w różnych zakamarkach lasu. Krajobraz zdobiły także trumny, niektóre lekko uchylone, odsłaniające szczątki szkieletów. Wokół rozrzucone były beczki zwieńczone czaszkami, ponurym przypomnieniem upiornego motywu tego zakątka Kew Gardens. Gdy myśleliśmy, że widzieliśmy już wszystko, natrafiliśmy na czającego się w cieniu potwora. Kręcił się on niespokojnie spowity mrokiem, od czasu do czasu biegnąc w stronę niczego niepodejrzewających przechodniów, jeśli podeszli zbyt blisko jego wybiegu.

After escaping the big monster, we entered a disorienting area filled with laser lights—the constantly moving beams made it easy to lose our sense of direction, creating a fun yet slightly dizzying experience. I suspect the same company that designed this installation also arranged the laser light area in last year’s Hillier’s Gardens Christmas trail. The lights were very similar. The feeling was not.

Po ucieczce z krainy potworów weszliśmy w dezorientujący obszar wypełniony światłami laserowymi. Stale poruszające się wiązki świata sprawiały, że łatwo było stracić poczucie orientacji. Podejrzewam, że ta sama firma, która zaprojektowała tę instalację, zorganizowała również obszar ze światłami laserowymi na zeszłorocznym szlaku świątecznym w Hillier’s Gardens. Światła były bardzo podobne. Atmosfera jednak inna.

As the evening deepened, our adventure continued with mulled wine, hot chocolate, and fire performers, who showcased a variety of short acts every few minutes. They were so captivating that we ended up staying for four performances. The performers brandished flaming poles, their movements showcasing their agility as they executed intricate dance routines. With every flick of the wrist, the flames twisted and curled, illuminating their poised figures against the night sky. Surrounding the performers were elaborate catapults, each holding open caskets shrouded in a mysterious fog. The eerie light danced on the fog, creating an almost dreamlike atmosphere that added an extra layer of intrigue to the performance. Whispers of a story began to weave through the air—that the veil between the living and the dead was thinning, allowing glimpses into another realm.

 

Dalej na szlaku czekała nas gorąca czekolada z grzanym winem i akrobaci tańczący z ogniem. Kilku wykonawców naprzemiennie prezentowało różne choreografie z płonącymi pochodniami. Z każdym ich ruchem płomienie skręcały się i zwijały, oświetlając ich postacie na tle nocnego nieba i oczywiście kilku trumien. Wykonawców otaczały bowiem katafalki z trumnami, z których wydobywały się dziwne dźwięki i dymy. Tancerze tłumaczyli, że zasłona między światami żywych a umarłych się przerzedza, pozwalając na wgląd w inny wymiar.

Finally, we traversed an old cemetery, where the air was thick with an otherworldly presence. As we wandered among the weathered tombstones, we encountered vampires (Dracula himself was there), and various ghosts. While posing for a picture at the cemetery entrance, I was blissfully unaware of the old grave digger lurking behind me- or was he a vampire in disguise? He mimicked my pose with a mischievous grin, adding an unexpected twist to my moment in the spotlight.

Although the trail was advertised as 90 minutes long, we took our time and spent about three hours exploring this land of spookiness, and it provided great entertainment. Looking forward to the next year…

 

Na koniec przeszliśmy przez stary cmentarz, gdzie powietrze było aż gęste od pozaziemskiej obecności. Wędrując między zniszczonymi nagrobkami, natknęliśmy się na wampiry (był nawet sam Drakula) i różne duchy. Pozując do zdjęcia przy wejściu na cmentarz, nie byłam świadoma starego grabarza czającego się tuż za mną (grabarz czy wampir, kto wie kim on był…) Naśladował moje pozy i darł ze mnie łacha przez długą chwilę a ja zupełnie nie wiedziałam o jego obecności…

Chociaż szlak był w teorii 90-minutowy, my jak to my, za bardzo się nie spieszyliśmy się i spędziliśmy około trzech godzin na eksploracji tej krainy upiorności, co zapewniło nam świetną rozrywkę. Już czekamy na przyszły rok….

Viola's room

We had a pleasant experience at the Art of the Brick, although the exhibition itself was not particularly big. As such, before heading home, we decided to check out the famous Viola’s Room. But first, we stop by the Upmarket Brick Lane Food Hall for some street food. This food market is rather big offering a diverse selection of options, and since we arrived early, it is pleasantly uncrowded.

 

Nasza wizyta w Art of the Brick była raczej udana, ale sama wystawa nie była szczególnie duża. Dlatego też przed powrotem do domu postanowiliśmy zahaczyć o słynny Viola’s Room.  Ale najpierw zatrzymujemy się w Upmarket Brick Lane Food Hall na street food. Ta hala targowa oferuje różnorodne potrawy głównie kuchni azjatyckiej, a ponieważ zjawiamy się wcześnie, omijają nas tłumy i kolejki.

Viola’s Room is an immersive experience that transports a small group of participants—capped at six, though our group consisted of just five—through a dimly lit dreamscape as Helena Bonham-Carter narrates Daisy Johnson’s story (an adaptation of a gothic mystery by Barry Pain called The Moon-Slave ).

 “Follow the light” is a very simple instruction from the immersive theatre company Punchdrunk, and that we do. Barefoot. And with headphones on.

The experience unfolds linearly, allowing us to walk through the narrative as if we are inside of the story. The light guides us and we follow it like human moths drawn to a flame, often brushing against the walls of narrow corridors, feet encountering different textures that match the storyline: it feels sometimes like walking through a soft sand, and the other times like stepping on old polished wood, soft carpets or grass and tree roots. It is not for people with claustrophobia I must say. The pathway is often narrow and the light is usually scarce apart from a few vividly crafted scenes illustrating the turning points of the story (the banquet hall, the lights in the garden, the tree with ballet shoes, to name just a few – they are beautifully created, with great attention to details and quite lavish imagination). Traversing this dreamscape feels very much like sleepwalking, moving through the surreal landscape of someone else’s dream. The atmosphere is exciting but tinged with a subtle layer of anxiety and foreboding that keeps us on our toes. Once the narrative reaches its conclusion (I am not going to talk about the plot to not spoil it for future visitors) we are treated to a warm foot bath and fluffy towels, allowing us to reorient ourselves before donning our shoes. Finally, we stop for a drink in a dimly illuminated bar.

 

Viola’s Room to teatr immersyjny, który przenosi małą grupę uczestników — ograniczoną do maksymalnie sześciu osób, chociaż nasza grupa składała się z zaledwie pięciu — do oświetlonego przygaszonym światłem świata snów, podczas gdy Helena Bonham-Carter opowiada historię napisaną przez Daisy Johnson (chociaż warto dodać, że jest to adaptacja gotyckiej noweli Barry’ego Paina zatytułowanej The Moon-Slave).

„Podążaj za światłem” to bardzo prosta instrukcja od Punchdrunk, grupy teatralnej odpowiedzialnej za ten spektakl i to dokładnie robimy. Boso. I w słuchawkach.

Cała historia rozwija się liniowo, pozwalając nam przejść przez narrację, jakbyśmy byli jej częścią. Światło nas prowadzi, a my podążamy za nim niczym ludzkie ćmy, często ocierając się o ściany wąskich korytarzy, podczas gdy stopy napotykają różne faktury, pasujące do aktualnej fabuły: czasami wydaje się, że idziemy po miękkim piasku, a innym razem, że stąpamy po starym polerowanym drewnie, miękkich dywanach lub trawie i korzeniach drzew. Myślę sobie, że to dobrze, że nie mamy z Marcinem klaustrofobii. Ścieżka jest często wąska, a światło zwykle skąpe, poza kilkoma barwnie wykreowanymi scenami ilustrującymi punkty zwrotne opowieści (sala bankietowa, światła w ogrodzie, drzewo obwieszone baletkami, żeby wymienić tylko kilka – są one pięknie stworzone, z wielką dbałością o szczegóły i polotem wyobraźni). Przemierzanie tych instalacji przypomina trochę lunatykowanie, jakbyśmy poruszali się przez surrealistyczny krajobraz czyjegoś snu. Atmosfera jest ekscytująca, ale podszyta subtelną warstwą niepokoju i złego przeczucia, które trzymają nas cały czas w napięciu. Gdy narracja dobiega końca (nie będę opowiadać o fabule, żeby nie zepsuć nikomu zabawy), czeka na nas ciepła kąpielą stóp i swieże ręczniki. Na koniec, już z butami na nogach, zatrzymujemy się na drinka w nastrojowo oświetlonym barze.

On our way back, we decide to stop by the Outernet to see if there are any new presentations on display. To our delight, there are! We linger for about half an hour. Check them out!

W drodze powrotnej postanawiamy zatrzymać się przy Outernet, aby sprawdzić, czy są jakieś nowe prezentacje. Ku naszej uciesze, są! Zatrzymujemy się więc na około pół godziny. Poniżej nasza krótka video relacja.

Afterwards, we head over to the Bao Spot on Newport Street to keep our street food theme going strong. Just a few meters away, we can’t resist popping into Donutelier, which has gained a reputation as the best doughnut shop in London. We grab a selection of their fantastic doughnuts to enjoy as a sweet treat before catching the train home (and then at home). And we also get some free sweets at the train station, too. Marcin likes them, me - not so much.

 

Następnie udajemy się do Bao Spot na Newport Street, aby podtrzymać dzisiejszy motyw przewodni, czyli street food. Kilka metrów dalej nie możemy się też oprzeć, by nie wpaść do Donutelier, który zyskał reputację najlepszego sklepu z pączkami w Londynie. Kupujemy kilka ich fantastycznych pączków, aby cieszyć się nimi jako słodką przekąską przed złapaniem pociągu do domu (i w domu). A jeszcze dostajemy darmowe słodycze na stacji Waterloo. Marcin je zjada, bo mi tak średnio smakują.

Spirited Away

Another studio Ghibli’s anime, Oscar-winning Spirited Away, created by the legendary Hayao Miyazaki, has been reimagined for the stage. Directed by John Caird (known for Les Miserables), this breath-taking production is performed in Japanese (but with subtitles,) and accompanied by a live orchestra. Each night, the Coliseum fills to the brim, leaving audiences in awe.

 

Kolejna anmiacja studia Ghibli, nagrodzone Oscarem Spirited Away autorstwa legendarnego Hayao Miyazaki, zostało przystosowane do potrzeb teatralnej sceny. Reżyserem tej fantastycznej produkcji jest John Caird (znany z Les Miserables), a akompaniuje je orkiestra na żywo. Każdej nocy Londyński teatr Coliseum wypełnia się po brzegi, zabierając publiczność w prawdziwie magiczną podróż.

The visuals are stunning, and the performance is exceptional. If you haven't seen the film yet (I highly recommend watching it ASAP!), Spirited Away tells the story of Chihiro, a young girl who accidentally enters a world of spirits. Her parents are transformed into pigs, and Chihiro must navigate this enchanting but perilous realm, ruled by the sorceress Yubaba, to save her parents and find a way back to the human world. I’ll leave the plot here, to not spoil your fun.

 

Efekty wizualne są oszałamiające, a gra aktorska też znakomita. Jeśli jeszcze nie widzieliście filmu (gorąco polecam obejrzeć go jak najszybciej!), Spirited Away opowiada historię Chihiro, dziewczynki, która przypadkowo trafia do świata duchów. Jej rodzice zostają zamienieni w świnie, a Chihiro ich uratować i znaleźć drogę powrotną do świata ludzi. Więcej fabuły nie zdradzę, aby nie zepsuć wam zabawy.

 

In March, we attended another Studio Ghibli production—My Neighbor Totoro (check out my March blog entry for that!). It's hard not to compare the two, and while both are incredible, I have to give a slight edge to Totoro. There’s just something magical about Jim Henson's puppets and the unique storytelling in Totoro. That said, Spirited Away was still absolutely fantastic! My favorite characters were No Face and Haku, and my favourite scene was the one inside the train – so powerfully imagined.

W marcu obejrzeliśmy inną produkcję Studio Ghibli — My Neighbor Totoro (sprawdźcie wpis na blogu z marca!). Trudno nie porównywać tych dwóch przedstawien ze sobą i chociaż obydwa są niesamowite, niewielką przewagę ma wg mnie Totoro. Jest coś absolutnie magicznego w marionetkach Jima Hensona i wyjątkowej narracji Totoro. Mimo to, Spirited Away było absolutnie fantastyczne! Moimi ulubionymi postaciami byli No Face i Haku, a moją ulubioną sceną była ta w pociągu — niby prosta ale najbardziej kopiąca po nerkach.

As is typical, recording was not allowed during the performance, so this entry includes a few mobile snaps from before and after the show, as well as glimpses from the program. Plus, I cannot resist sharing a photo of the sushi we enjoyed during our pre-show lunch in the theatre.

 

Jak zwykle, nagrywanie nie było dozwolone podczas występu, więc ten wpis zawiera kilka zdjęć telefonem przed i po pokazie, a także fragmenty programu. Plus sushi, które jedliśmy podczas naszego lunchu w teatrze.

Tulley's Tulips

As for the end of April, this morning’s weather is quite wintery. It is cold, wet and windy. And yet, we are visiting the Tulips Festival at the Tulley’s farm. Their tulip fields, set in the beautiful West Sussex countryside, are a sight to behold. There are 500 000 flowers from 100 different varieties of tulips, early, mid and late bloomers. As we visit later in the season, the early varieties have mostly lost their petals, but the late ones are in full bloom.

Jak na koniec kwietnia, dzisiejszy poranek jest wyjątkowo zimny. Jest też mokro i wietrznie. A my dzisiaj odwiedzamy Festiwal Tulipanów na farmie Tulleyów. Ich pola tulipanów, położone w pięknej okolicy West Sussex, są warte zobaczenia nawet w zimnie i mżawce. Posadzonych jest 500 000 kwiatów ze 100 różnych odmian tulipanów, kwitnących wcześnie, w środku sezonu i późno. Jako, że jest już końcówka sezonu, wczesne odmiany w większości straciły już płatki, ale późne są w pełnym rozkwicie.

Cold is such a good excuse, to get a hot chocolate, and we are also tempted by hot-dogs (me), burgers (Marcin) and Dutch sweet pancakes.

Zimno jest, wiec mamy super wymowkę, żeby sobie kupic gorąca czekoladę, ale skusiliśmy sie takze na hot-doga (ja), hamburgera (Marcin) i holenderskie placuszki.

Entangled Pasts 1768 - now (Art, Colonialism, and Change)

We move inside, where a dimly lit rotunda presents a powerful circle of 18th-century portraits — each sitter Black. Among them are Gainsborough’s Ignatius Sancho, Reynolds’s Francis Barber, and Kerry James Marshall’s imagined Scipio Moorhead. Set beneath dramatic lighting, these figures hold presence and shift how we see visibility and status in art history. In a quiet antechamber nearby, Francis Harwood’s Bust of a Man (1758) is placed at the centre, lit from above. The focused spotlight draws attention to the sculpture’s detail and the anonymous figure it represents.

Wchodzimy do środka, gdzie słabo oświetlona rotunda ukazuje poruszającą ekspozycję portretów z XVIII wieku, wszystkie przedstawiające czarnoskóre postacie. Wśród nich znajdują się Ignatius Sancho pędzla Gainsborougha, Francis Barber autorstwa Reynoldsa oraz wyobrażony Scipio Moorhead według wizji Kerry’ego Jamesa Marshalla. Ustawione w dramatycznym świetle, portrety te zmieniają nasze spojrzenie na widzialność i status w historii sztuki. Popiersie mężczyzny (1758) autorstwa Francisa Harwooda zostało umieszczone centralnie, oświetlone od góry. Skoncentrowane światło wydobywa detale rzeźby i zwraca uwagę na anonimową postać, którą przedstawia.

In Gallery Two, titled Crossing Waters, Hew Locke’s Armada fills the space — a dense flotilla of 45 suspended ships, from the Mayflower to the Windrush. Hanging on strings among grand European history paintings, the ships confront the viewer with the legacies of empire, slavery, and forced migration.

W Galerii Drugiej, zatytułowanej Przekraczanie wód, przestrzeń wypełnia Armada autorstwa Hew Locke’a — gęsta flotylla 45 zawieszonych statków, od Mayflower po Windrush. Wiszące na sznurkach wśród monumentalnych obrazów europejskiej historii statki konfrontują widza z dziedzictwem imperium, niewolnictwa i przymusowej migracji.

Later galleries explore the construction of beauty and empire. In the Beauty and Difference section, Yinka Shonibare’s Woman Moving Up features a life-sized mannequin dressed in Dutch wax print fabric, ascending a grand staircase. Instead of a head, there’s a hand-painted globe, and in her hand, a Gladstone bag. The figure references the Great Migration - the movement of Black Americans from the rural South to northern cities - and speaks to aspiration, displacement, and diasporic identity.

In one of the final galleries, another work of  Shonibare - Justice for All - features a female figure holding scales. Her turquoise skin is covered in a Javanese Parang Rusak pattern, traditionally associated with royalty. Again, her head is replaced by a globe, a recurring motif in Shonibare’s work that points to global entanglements and historical complexity.

 

Kolejne galerie przyglądają się temu, jak kształtowane były pojęcia piękna i władzy imperialnej. W sekcji Beauty and Difference znajduje się praca Yinki Shonibare’a Woman Moving Up - naturalnej wielkości manekin ubrany w tkaninę z holenderskim nadrukiem w stylu „Dutch wax”, wspinający się po okazałych schodach. Zamiast głowy ma ręcznie malowany globus, a w dłoni trzyma torbę podróżną typu Gladstone. Postać nawiązuje do Wielkiej Migracji - ruchu Afroamerykanów z wiejskiego Południa do miast na Północy -  i opowiada o aspiracjach, przesiedleniu i tożsamości diasporycznej.

W jednej z ostatnich galerii prezentowana jest kolejna praca Shonibare’a, Justice for All, przedstawiająca kobiecą postać trzymającą wagę. Jej turkusowa skóra pokryta jest wzorem Parang Rusak z Jawy, tradycyjnie kojarzonym z królewską władzą. Również tutaj głowę zastępuje globus - powracający motyw w twórczości Shonibare’a, symbolizujący globalne powiązania i historyczną złożoność.

Margaret Burroughs’s Black Venus reimagines the classical goddess as an African woman emerging from a scallop shell — a deliberate counterpoint to Voyage of the Sable Venus from Angola to the West Indies, an 18th-century engraving by William Grainger after Thomas Stothard. That original image depicted an enslaved African woman, shackled and transported across the Atlantic, shown bizarrely as a classical figure pulled by dolphins — a disturbing example of how art once romanticised violence.

Black Venus autorstwa Margaret Burroughs przedstawia klasyczną boginię jako afrykańską kobietę wyłaniającą się z muszli przegrzebka — świadome nawiązanie do pracy Voyage of the Sable Venus from Angola to the West Indies, Williama Graingera według Thomasa Stotharda. Oryginalna ilustracja ukazywała zniewoloną afrykańską kobietę, skutą kajdanami i transportowaną przez Atlantyk, w absurdalny sposób przedstawioną jako postać mitologiczną ciągniętą przez delfiny. To niepokojący przykład tego, jak sztuka potrafiła romantyzować przemoc.

In the Ideals Challenged section, Betye Saar’s I’ll Bend But I Will Not Break commands attention. This striking assemblage centres around an ironing board - a familiar symbol of working-class women’s labour, particularly Black women employed as laundresses and domestic workers. On its surface is a reproduction of the infamous 18th-century print of the British slave ship Brookes, showing rows upon rows of Africans packed into the ship’s hold for the Middle Passage. Saar draws a direct parallel between the violence of enslavement and the burdens of unpaid and underpaid domestic work. A branding iron is chained to the board, referencing both the literal branding of enslaved people and the tools of domestic service. Draped nearby, a white sheet marked with “KKK” evokes the terror of white supremacy, bringing together histories of racial violence across different time periods. Saar’s work powerfully layers themes of oppression, resistance, and endurance - showing how the legacies of slavery echo through modern life.

Primitive Matters by Karen McLean (see the video clip at the end of this blog entry) consists of sculptural huts - small, almost makeshift wooden structures - presented alongside projected images of the “Magnificent Seven,” a row of grand, pseudo-European-style mansions in Port of Spain, Trinidad. These colonial-era homes once symbolised the so-called civilising mission of empire - built for religious leaders, wealthy merchants, and plantation owners. But McLean’s juxtaposition is anything but celebratory. Rather, it exposes the hubris behind the colonial claim of bringing “improvement” to colonised lands, showing how architecture was used to assert superiority and rewrite cultural narratives. By placing these modest huts against images of imposing mansions, McLean invites viewers to look beyond surface beauty. Her work questions the logic of invasion in the name of development - asking whether true culture ever thrives through erasure and mimicry. Instead, it highlights the resilience, creativity, and enduring identity of colonised peoples, subtly asserting that local knowledge and tradition matter even when ignored or overshadowed by colonial power.

W sekcji Ideals Challenged uwagę przykuwa praca Betye Saar I’ll Bend But I Will Not Break. Ta wyrazista instalacja zbudowana jest wokół deski do prasowania - symbolu pracy kobiet, zwłaszcza czarnoskórych kobiet zatrudnianych jako praczki i pomoce domowe. Na powierzchni deski widnieje reprodukcja słynnej XVIII-wiecznej ryciny przedstawiającej brytyjski statek niewolniczy Brookes, ukazującej setki Afrykanów stłoczonych w ładowni podczas transportu przez Atlantyk. Saar zestawia brutalność niewolnictwa z ciężarem nieodpłatnej lub nisko opłacanej pracy domowej. Do deski przymocowany jest znakownik na łańcuchu - symbol zarówno dosłownego piętnowania zniewolonych ludzi, jak i jak i ciężkiej pracy fizycznej, jaką przez pokolenia wykonywały czarnoskóre kobiety w cudzych domach. Obok zawieszono białe prześcieradło z napisem „KKK”, przywołujące grozę przemocy rasistowskiej i supremacji białych. Praca Saar splata historię opresji, oporu i przetrwania, ukazując, jak dziedzictwo niewolnictwa wciąż odbija się echem we współczesnym życiu.

Primitive Matters autorstwa Karen McLean (patrz video na końcu tego wpisu) to instalacja składająca się z instalacji w formie niewielkich, symbolicznych, drewnianych chat, zestawionych z projekcjami zdjęć tzw. Magnificent Seven - rzędu okazałych rezydencji w stylu pseudoeuropejskim, zlokalizowanych w Port of Spain na Trynidadzie. Te powstałe w czasach kolonialnych budynki symbolizowały niegdyś tzw. „misję cywilizacyjną” imperium - wznoszono je dla przywódców religijnych, bogatych kupców i właścicieli plantacji. Jednak zestawienie zaproponowane przez McLean nie ma w sobie nic z celebracji. Wręcz przeciwnie - obnaża pychę kolonialnego przekonania o „ulepszaniu” podbitych terytoriów. Pokazuje, jak architektura była narzędziem narzucania wyższości i przeinaczania lokalnych historii. Umieszczając skromne chaty w kontraście do monumentalnych rezydencji, artystka zachęca widzów, by spojrzeli poza powierzchowną estetykę. Jej praca kwestionuje logikę inwazji w imię rozwoju, zadając pytanie, czy prawdziwa kultura może się rozwijać poprzez wymazywanie własnych wartości w imię naśladownictwa. Zamiast tego McLean wydobywa na pierwszy plan odporność, kreatywność i trwałość tożsamości kultur skolonizowanych, subtelnie podkreślając, że lokalna wiedza i tradycja mają znaczenie, nawet jeśli są ignorowane lub zagłuszane przez kolonialną władzę.

In one of the next galleries multiple sculptures stand together – it is Hiram Powers’s Greek Slave (1862) alongside several other figures inspired by it. These works prompt reflection on captivity, empathy, and the complex ways art can be both emancipatory and complicit. Power’s original sculpture was inspired by Greece’s struggle for independence in the 1820s. It depicts a Greek woman, captured by Ottoman forces during the War of Independence, stripped and chained for sale at a slave market in Constantinople. Powers justified the sculpture’s full nudity by grounding it in this historic context. American abolitionists later adopted the image as a condemnation of slavery, and the controversial artwork quickly became one of America’s most famous sculptures.

W jednej z kolejnych galerii zgromadzono kilka rzeźb, w tym Greek Slave Hirama Powersa (1862) oraz inne inspirowane tym dziełem. Te prace skłaniają do refleksji nad niewolą, empatią oraz złożonymi sposobami, w jakie sztuka może być zarówno narzędziem wyzwolenia, jak i współudziału w opresji. Rzeźba Powersa powstała nawiązując do walk o niepodległość Grecji w latach 20-tych XIX wieku. Przedstawia grecką kobietę schwytaną przez wojska osmańskie podczas wojny o niepodległość, obnażoną i skutą łańcuchami, przygotowywaną do sprzedaży na targu niewolników w Konstantynopolu. Powers uzasadniał nagą formę rzeźby właśnie historycznym kontekstem tej opowieści. Amerykańscy abolicjoniści później przyjęli ten obraz jako symbol potępienia niewolnictwa, a kontrowersyjna praca szybko stała się jedną z najsłynniejszych rzeźb w Stanach Zjednoczonych.

In the Aquatic Sublime gallery, Middle Passage by British artist Frank Bowling commands attention. This grand 3.2 by 2.8-metre canvas features a rich, warm, and vibrant colour palette that recalls the Guyanese flag. The abstract painting combines expansive colour fields with silkscreened shapes and figures. Near the centre, faint geographical outlines of Africa and the Americas emerge, and if you look closely, you can also spot African faces. The title references the triangular trade routes linking Europe, Africa, and the Americas from the 16th to the 19th centuries—routes along which generations of enslaved people were forcibly transported across the Atlantic.

W galerii Aquatic Sublime uwagę przyciąga Middle Passage brytyjskiego artysty Franka Bowninga. Ten ogromny obraz o wymiarach 3,2 na 2,8 metra wyróżnia się bogatą, ciepłą i żywą paletą kolorów, nawiązującą do flagi Gujany. Abstrakcyjna kompozycja łączy rozległe pola barw z sitodrukowymi kształtami i postaciami. W pobliżu środka obrazu wyłaniają się delikatne kontury Afryki i obu Ameryk, a przy uważnym spojrzeniu można dostrzec także afrykańskie twarze. Tytuł odnosi się do trójkątnych szlaków handlowych łączących Europę, Afrykę i Ameryki od XVI do XIX wieku — tras, którymi przez pokolenia przymusowo przewożono zniewolonych ludzi przez Atlantyk.

El Anatsui’s powerful installation Akua’s Surviving Children consists of wooden sculptures representing a clan of survivors from the Danish slave trade, which operated between Ghana—formerly the Gold Coast—and the Danish West Indies.

Equally affecting is Ellen Gallagher’s Stabilizing Spheres (2014), a large ink and graphite work. Tubular shapes in delicate blues and yellows run across the canvas, while bits of dark collaged hair appear and disappear. Though it might seem abstract at first glance, the piece actually depicts women and children drowning in the sea, seen from the perspective of a slave ship.

Poruszająca instalacja El Anatsui Akua’s Surviving Children składa się z drewnianych rzeźb przedstawiających klan ocalałych z duńskiego handlu niewolnikami, który odbywał się między Ghaną (dawniej Złote Wybrzeże) a duńskimi Indiami Zachodnimi.

Równie przejmująca jest praca Ellen Gallagher Stabilizing Spheres (2014), duża kompozycja wykonana tuszem i grafitem. Wstążkowate kształty w delikatnych odcieniach błękitu i żółci przeplatają się po powierzchni obrazu, a fragmenty ciemnych pukli włosów pojawiają się i znikają. Choć dzieło może początkowo sprawiać wrażenie abstrakcji, w rzeczywistości przedstawia kobiety i dzieci tonące w morzu, widziane z perspektywy statku niewolniczego.

Vertigo Sea, a 48-minute three-channel video installation by British artist and filmmaker John Akomfrah, explores humanity’s complex relationship with the sea. The work addresses the history of slavery and migration, while also delving into broader issues such as conflict and ecological concerns, including whale and polar bear hunting, and nuclear testing.

Vertigo Sea, 48-minutowa instalacja wideo na trzech ekranach autorstwa brytyjskiego artysty i reżysera Johna Akomfraha, eksploruje złożoną relację człowieka z morzem. Praca porusza temat historii niewolnictwa i migracji, a także sięga po szersze zagadnienia, takie jak konflikty zbrojne i problemy ekologiczne — w tym polowania na wieloryby i niedźwiedzie polarne oraz testy nuklearne.

The final section of the exhibition leads into two bright, open galleries housing Lubaina Himid’s Naming the Money. One hundred painted wooden cut-outs of life-sized figures – such as toy-makers, herbalists, ceramicists, dog-trainers – are positioned throughout the space, each wearing a tag that describes their role. Each figure is accompanied by its own audio track, with a voice telling that individual’s story. Together, the installation gives voice and visibility to the many skilled individuals whose lives and labour helped build Europe’s wealth but who have been left out of mainstream historical accounts.

Ostatnia część wystawy prowadzi do dwóch jasnych, przestronnych galerii, w których prezentowana jest praca Lubainy Himid Naming the Money. W tych salach ustawiono sto drewnianych pomalowanych sylwetek w naturalnych rozmiarach, reprezentujących ludzi o różnych rolach, takich jak twórcy zabawek, zielarze, ceramicy czy treserzy psów, z zawieszonymi tabliczkami opisującymi te role. Każda postać ma przypisaną własną ścieżkę dźwiękową, w której głos opowiada jej osobistą historię. Celem wystawy jest oddanie głosu i widoczności wielu wykwalifikowanym osobom, których życie i praca przyczyniły się do budowy bogactwa Europy, a które zostały pominięte w głównych narracjach historycznych.

We leave through the restored vaults beneath Burlington House, passing sculptures such as Thomas Banks’s Anatomical Crucifixion (1801). This écorché-style plaster cast shows the crucified body of James Legg, a Chelsea Pensioner executed for murder in 1801. After his execution, his body was flayed to create this anatomical model for both artistic and medical study. It is displayed alongside other anatomical models.

Wychodzimy przez odrestaurowane sklepienia pod Burlington House, mijając rzeźby takie jak Anatomiczne Ukrzyżowanie Thomasa Banksa (1801). Ten gipsowy odlew w stylu écorché przedstawia ukrzyżowane ciało Jamesa Legga, emeryta z Chelsea, straconego za morderstwo w 1801 roku. Po egzekucji jego ciało zostało obdarte ze skóry, aby stworzyć ten model anatomiczny do celów zarówno artystycznych, jak i medycznych. Jest on eksponowany obok innych modeli anatomicznych.