Belgravia in Bloom 2025

It is that time of year again! So, we are off to see “London in bloom”. The theme of the Belgravia festivl this year is “Through the Seasons.” We kicked things off with a breakfast treat, but I will save that for a separate entry.

In my head, Belgravia in Bloom always starts at Peggy Porschen, and this year they are as whimsical as ever. Even from afar, you can see a beautifully lush archway featuring dense clusters of pink, cream, and deep magenta blooms. Their take on this year's theme was inspired by Shakespeare’s A Midsummer Night’s Dream.

 

To znowu czas festiwalu „London in bloom” Tematem przewodnim tegorocznego festiwalu w Belgravii jest „“Through the Seasons”(„Przez pory roku”). Dzień zaczęliśmy od śniadaniowych pyszności, ale o tym opowiem w osobnym wpisie.

W mojej głowie spacer po Belgravia in Bloom zawsze zaczyna się od Peggy Porschen i w tym roku cukiernia jest tak samo bajkowa jak zawsze. Już z daleka wzrok przyciąga jej fasada w pastelowym różu ozdobiona girlandami utkanymi z różowych, kremowych i amarantowych kwiatów. Ich tegoroczna interpretacja tematu została zainspirowana Szekspirem i jego Snem nocy letniej.

The TomTom Coffee House, which sits just opposite Peggy, opted for what I can only call "aggressive pastels." Lush bunches of blue, yellow, pink, and red flowers arch around the main entrance, playfully adorned with little owls, pumpkins, butterflies, and bees.

On the opposite side, the Lime Tree Hotel is also beautifully decorated with a half-arch made of rustic tree branches and colourful flowers.

Eccleston Yards is relatively modest this year, adorned only with a few oversized flowers and some flowery armchairs including an interactive floral swing chair.

 

TomTom Coffee House, który znajduje się naprzeciwko Peggy, postawił w tym roku na agresywne pastele. Nad głównym wejściem pyszni się obfita girlanda niebieskich, żółtych, różowych i czerwonych kwiatów, ozdobiona dodatkowo figurkami małych sówek, dyń, motyli i pszczół.

Hotel Lime Tree również wygląda zacnie  - jego wejście zdobi asymetryczny półłuk wykonany z gałęzi i kolorowych kwiatów.

Dziedziniec Eccleston Yards jest w tym roku stosunkowo skromny. Udekorowano go kilkoma wielkimi kwiatami i kwiecistymi fotelami (w tym dużą huśtawką).

But it is in front of the Parson’s Nose butchers where we find the "Crowned by Nature" installation by Neill Strain Floral Couture: a massive, three-dimensional, larger-than-life sculpted head of Mother Nature. The face and facial features are meticulously crafted using tightly packed green moss, live plants, and textured grasses to create incredibly realistic shadows, depth, and contours. Her cascading hair and crown are woven from a massive gradient of seasonal flowers.

Za to tuż przed rzeźnikiem Parson’s Nose trafiamy na instalację „Crowned by Nature” autorstwa Neill Strain/Floral Couture. To ogromna, trójwymiarowa twarz Matki Natury. Rysy twarzy zostały pieczołowicie wyprofilowane z gęstego, zielonego mchu, żywych roślin i ozdobnych traw, co tworzy niesamowicie realistyczne cienie, głębię i fakturę. Jej kaskadowe włosy i korona zrobione są z sezonowych kwiatów.

A vibrant floral arch curves over the Pepa London entrance; colour-wise, it is easily one of my favorite compositions on the trail.

Meanwhile, in front of Papouelli, there is a large, sunflower-themed installation featuring children's mannequins playing among the blooms. For some reason, it feels just a tad spooky to me!

Nad wejściem do Pepa London zwisają piękne girlandy kwiatów - pod względem doboru kolorów to jedna z moich ulubionych kompozycji na całej trasie.

Kawałek dalej, przed Papouelli, stoi duża instalacja z motywem słoneczników, w których bawią się dziecięce manekiny. Trochę mi one przypominają jakieś ufo-ki i z jakichś powodów ta instalacja trąci wg mnie nutką horroru.

The Moyses Stevens flower shop naturally boasts a stunning floral arch at its entrance, and several other boutiques nearby are surrounded by beautiful displays - we especially liked Beulah and Walden Chymist.

Les Senteurs perfumery also stands out with a whimsical white teapot pouring a colourful, floral brew right into a white teacup.

Kwiaciarnia Moyses’a Stevens’a oczywiście również przygotowała imponujący kwiatowy łuk przy wejściu, a kilka sąsiednich sklepów nie ustępuje jej kroku - nam najbardziej wpadły w oko dekoracje u Beulah oraz w Walden Chymist.

Perfumeria Les Senteurs też wyróżnia się z tłumu pomysłowym, białym imbrykiem, z którego do filiżanki „wylewa się” barwny, kwiatowy napar.

 The main showcase by Moyses Stevens, however, is "The Butterfly Calendar" on Elizabeth Street.

Główną atrakcją przygotowaną  przez Moyses’a Stevens’a jest jednak projekt „The Butterfly Calendar” (Kalendarz  Motyli) na Elizabeth Street.

We then headed towards Chelsea, resting for a brief moment in the Horatio’s Garden and admiring some of the most beautifully adorned shop windows along the way.

Na koniec ruszamy w kierunku Chelsea, zatrzymując się na krótką chwilę wytchnienia w Horatio’s Garden i podziwiając po drodze jedne z najpiękniej zaaranżowanych witryn sklepowych.

Oh, and I spotted a gorgeous watering can shaped like a white cat! Sadly, it was a bit too expensive to justify the purchase. At least I took a picture.

Aha, wpadła mi w oko cudna konewka/czajniczek w kształcie białego kota! Niestety cena  zwalalała z nóg i nie mogłam usprawiedliwić tego zakupu. Ale przynajmniej zrobiłam jej zdjęcie.

Checacupe and the Three Bridges

Today, after breakfast, we met our guide, Noe, or - as we nick-named him - Mr 40 Minutes (explanation in my next blog entries), and set off for Pallay Punchu, a less popular and more remote rainbow mountain.

Give or take two hours later, we stopped in Checacupe, a small town in the Cusco region. It was late morning, but the town square was almost completely empty. Only a few people were selling vegetables near the church, and there was very little activity around the square.

Dzisiaj, po śniadaniu, spotkaliśmy się z naszym przewodnikiem Noe, którego przechrzciliśmy na Mr 40 Minutes (wyjaśnienie w kolejnych wpisach), i ruszyliśmy w stronę Pallay Punchu - mniej popularnej i bardziej oddalonej od Cusco “tęczowej góry”.

Po mniej więcej dwóch godzinach zatrzymaliśmy się w Checacupe, niewielkim miasteczku w regionie Cusco. Było późne przedpołudnie, ale rynek był niemal zupełnie pusty. Tylko kilka osób sprzedawało warzywa w pobliżu kościoła, a poza tym niewiele się tam działo.

A few steps from the square are three bridges crossing the Pitumarca River, built in three different periods: Inca, Colonial, and Republican.

The oldest one is the Inca bridge, originally part of the Qhapaq Ñan (the Great Road) - the enormous road network that connected the Inca Empire. Its builders designed paths that adapted to the terrain and allowed travelers to reduce their effort. What stands there today is a reconstruction, using the traditional technique of braided plant fibers, grass and sticks. Looking at it, it is easy to understand why it sways when you walk across. It looks rather improvised at first, but the Inca suspension-bridge technique was remarkably sophisticated: thick natural-fiber cables were anchored to stone supports on either side of the river, with the walkway suspended between them.

Next to it is the colonial bridge, built from carefully cut stone joined with lime and constructed in the 18th century. It replaced the earlier crossing and was an important route between the communities on either side of the river. There was even a toll charged for crossing it, collected for the Spanish Crown and the local authorities.

Kilka kroków od rynku znajdują się trzy mosty nad rzeką Pitumarca, zbudowane w trzech różnych okresach: inkaskim, kolonialnym i republikańskim.

Najstarszy jest most inkaski, który pierwotnie był częścią Qhapaq Ñan (Wielkiej Drogi) - sieci dróg łączącej całe imperium Inków. Trasy projektowano tak, aby jak najlepiej dopasować je do terenu i ułatwić podróżującym pokonywanie gór. Dzisiejszy most jest rekonstrukcją wykonaną tradycyjną techniką, z wykorzystaniem plecionych włókien roślinnych, trawy i patyków. Już tylko patrząc na niego łatwo jest zrozumieć, dlaczego się kołysze podczas przechodzenia po nim. Na pierwszy rzut oka wygląda wręcz trochę prowizorycznie, ale sama technika budowy inkaskich mostów wiszących była niezwykle pomysłowa. Grube liny z naturalnych włókien mocowano do kamiennych konstrukcji po obu stronach rzeki, a pomiędzy nimi zawieszano kładkę.

Tuż obok stoi kolonialny most z kamieni połączonych zaprawą wapienną, zbudowany w XVIII wieku. Zastąpił on wcześniejszy mniejszy most i przez długi czas był ważnym połączeniem między miejscowościami po obu stronach rzeki. Co ciekawe, za przejście przez ten most pobierano opłatę, z której korzystała hiszpańska Korona i lokalne władze.

The third bridge is from the Republican period and is made of iron. Together, the three bridges are almost like a physical history of Checacupe: the Inca road system, the Spanish colonial period and then the modernisation of Peru after independence, all represented within a few metres of each other.

Trzeci most pochodzi z okresu republikańskiego i jest wykonany z żelaza. Razem tworzą właściwie małą historię Checacupe - od inkaskiej sieci dróg, przez hiszpańskie czasy kolonialne, aż po modernizację Peru po uzyskaniu niepodległości. Wszystko to w odległości zaledwie kilku metrów.

Obviously, we crossed all three, but the Inca bridge was easily the most memorable. It swayed noticeably with every step, and crossing it was much more entertaining than walking over the solid bridges next door. And so we crossed it a dozen times...

Oczywiście przeszliśmy przez wszystkie trzy, ale most inkaski zdecydowanie zapadł nam w pamięć najbardziej. Kołysał się przy każdym kroku, a przejście po nim było znacznie ciekawsze niż spacer po solidnych mostch obok. No i z tego powodu przeszliśmy nim chyba z tuzin razy...

Casa Adina Premium

Our first hotel in Cusco, Plaza de Armas, may have been relatively modest, but its location was impossible to beat. A balcony overlooking the cathedral, hot chocolate in hand, and the city's main square at your feet – it was ridiculously good value. For our next two nights, however, we traded the front-row view for a history lesson, with a solid splash of luxury.

Casa Andina Premium occupies a beautifully restored 17th-century colonial mansion, tucked away in a quieter part of the city yet only a short walk from Plaza de Armas and the Qorikancha. In fact, it consists of two interconnected buildings arranged around spacious courtyards. The older colonial wing, dating back to the 17th century, houses the restaurant, bar, and several elegant lounges while preserving sections of the original stonework that have survived centuries of Cusco's turbulent history.

This layering of history is what gives the hotel its character. In Cusco, buildings are rarely built instead of one another – they are built on top of one another. Colonial walls rise above finely crafted Inca stone foundations, creating a fascinating blend of two very different worlds.

Nasz pierwszy hotel w Cusco, tuż przy Plaza de Armas, może nie należał do najbardziej luksusowych, ale pod względem położenia trudno byłoby znaleźć leszy. Poranna gorąca czekolada na balkonie z widokiem na katedrę i główny plac miasta była jednym z tych momentów, których na pewno łatwo nie zapomnimy. W dodatku wszystko to w bardzo atrakcyjnej cenie. Kolejne dwie noce postanowiliśmy jednak spędzić w miejscu oferującym sporą dawkę historii i równie dużą dawkę luksusu.

Casa Andina Premium mieści się w pieczołowicie odrestaurowanej XVII-wiecznej rezydencji kolonialnej, położonej w spokojniejszej części centrum, ale wciąż zaledwie kilka minut spacerem od Plaza de Armas. Hotel tworzą dwa połączone ze sobą budynki skupione wokół przestronnych dziedzińców. Starsza, kolonialna część mieści restaurację, bar i lounge. W tej części zachowały się fragmenty oryginalnych kamiennych murów, które przetrwały burzliwe dzieje Cusco.

To właśnie ta wielowarstwowość historii nadaje temu miejscu wyjątkowy charakter. W Cusco nowe budynki rzadko powstawały od podstaw - znacznie częściej wznoszono je na fundamentach wcześniejszych konstrukcji. W efekcie kolonialne mury wyrastają tu wprost z perfekcyjnie obrobionych inkaskich kamiennych bloków, łącząc odmienne epoki i kultury.

The courtyards were rarely empty. Throughout the day, local women dressed in colourful traditional Andean clothing displayed handmade textiles and souvenirs. One of them was accompanied by a remarkably patient llama.

Główny dziedziniec prawie nigdy nie był pusty. Przez cały dzień lokalne kobiety, ubrane w kolorowe tradycyjne stroje andyjskie, prezentowały ręcznie wykonane tkaniny oraz różnego rodzaju pamiątki. Jednej z nich cierpliwie towarzyszyła lama, której nie wydawało się bardzo przeszkadzać, że każdy chce mieć z nią zdjęcie.

One detail I particularly appreciated was that the hotel doesn't simply decorate its walls with old paintings. Many of the portraits and historical artworks are accompanied by explanatory panels, turning a stroll through the corridors into a miniature museum of colonial Cusco.

Bardzo spodobało mi się również to, że hotel nie ogranicza się do wieszania na ścianach zabytkowych obrazów. Wiele portretów i historycznych dzieł opatrzono opisami wyjaśniającymi ich znaczenie, dzięki czemu zwykły spacer korytarzami przypominał zwiedzanie niewielkiego muzeum poświęconego kolonialnej historii Cusco.

Our room was a suite in the colonial wing and struck a lovely balance between old and new. The centuries-old building provided all the atmosphere, while modern comforts ensured we wanted for nothing. The enormous king-size bed was probably the largest we encountered during the trip. There was even a fireplace, and a small balcony overlooked a little square in front of the main entrance. Historic photographs of Cusco adorned the walls, while the spacious rain shower reminded us that some aspects of modern life are definitely worth embracing.

Nasz pokój był przestronnym apartamentem w kolonialnym skrzydle i doskonale łączył historyczny klimat z nowoczesną wygodą. Zabytkowe wnętrza tworzyły niepowtarzalną atmosferę, a współczesne udogodnienia sprawiały, że niczego nam nie brakowało. Ogromne łóżko typu king-size było chyba największym, w jakim spaliśmy podczas całej podróży. Do tego kominek oraz niewielki balkon z widokiem na plac przed głównym wejściem dodawały temu miejscu wyjątkowego uroku. Historyczne fotografie Cusco zdobiły ściany, a przestronny prysznic z deszczownicą przypominał, że niektóre zdobycze współczesnego świata potrafią umilić życie.

In one of the hotel's lounges, coca tea, alongside more familiar varieties of tea, was always available. Before and after hours spent wandering Cusco's steep streets, sitting down with a hot drink was a real pleasure. Do not tell anyone how much coca tea we drank…

W jednym z hotelowych saloników przez cały dzień czekała na gości bezpłatna herbata – zarówno ta tradycyjna tutaj z liści koki, jak i kilka bardziej klasycznych gatunków. Po długich spacerach stromymi uliczkami Cusco filiżanka gorącego naparu smakowała nam zawsze wyjątkowo dobrze. Tylko nikomu nie mówcie, ile tej herbaty z koki wypiliśmy…

Second breakfast at Alma

Today we came down for breakfast rather early, which meant I managed to take quite a few pictures for the blog before the restaurant got busy.

Breakfast at Alma is quite decent, with a good selection of breads, meats and cheeses, eggs, fruit, vegetables, cereals, juices and desserts. Everything is fresh and tasty, and it takes a bit of self- control not to overeat.

 

Dziś zeszliśmy na śniadanie dość wcześnie, dzięki czemu udało mi się zrobić sporo zdjęć do bloga, zanim restauracja zapełniła się gośćmi.

Śniadania w Alma są całkiem przyzwoite. Wybór pieczywa, wędlin i serów jest duży, do tego jajka, owoce, warzywa, płatki, soki i desery. Wszystko świeże i smaczne, a największym wyzwaniem jest nie nałożyć sobie za dużo.

After filling our savoury plates, we followed them up with some tasty pancakes and plenty of fruit. We are now ready for a new adventure.

Before that, though, let me talk a little more about Casa Andina in my next entry.

 

Po solidnej porcji wytrawnych rzeczy skusiliśmy się jeszcze na smaczne naleśniki i sporą porcję owoców. Teraz jesteśmy już gotowi na kolejną przygodę.

Zanim jednak do niej przejdę, w następnym wpisie napiszę jeszcze trochę o Casa Andina.

PS Pierwsze dwa talerze z jedzeniem w galerii poniżej moje, dwa kolejne, gdzie owoce sią tarzają w jajecznicy - oczywiście Kisiela.

Rucula

After enjoying both Yaku and Organika, it seems only natural that we end up at Rucula as well. It is another restaurant from the same family, sharing the same philosophy of fresh local ingredients and a relaxed atmosphere. The menu combines Peruvian flavours with international influences, and many of the vegetables come straight from the restaurant's own garden.

Po wizytach w Yaku i Organice kolejnym oczywistym przystankiem była dla nas Rucula. To kolejna restauracja należąca do tej samej rodziny, oparta na podobnej filozofii świeżych, lokalnych składników i swobodnej atmosfery. W menu peruwiańskie smaki spotykają się z inspiracjami z różnych stron świata, a część warzyw pochodzi prosto z ich własnego ogrodu.

We begin with soups. The pumpkin cream is smooth, warming and exactly what we need after a long day. The chicken noodle soup is equally comforting.

Na początek zamawiamy zupy. Aksamitny, rozgrzewający Kkrem z dyni jest dokładnie tym, czego potrzebujemy po długim dniu zwiedzania. Równie dobrze smakuje nam peruwiański  rosół z makaronem.

For our mains, I order wok stir-fry quinoa with mushrooms, vegetables and tamarind sauce. The quinoa works surprisingly well in this Asian-inspired dish, and the tamarind gives it a pleasant sweet-and-sour kick. Marcin tries the lomo saltado, one of Peru's best-known dishes. Tender beef is stir-fried with onions and tomatoes and served with French fries and rice.

Na danie główne ja wybieram komosę ryżową smażoną w woku z grzybami, warzywami i sosem tamaryndowym. Quinoa świetnie odnajduje się w tym inspirowanym kuchnią azjatycką daniu, a tamaryndowiec dodaje mu przyjemnej słodko-kwaśnej nuty. Marcin zamawia lomo saltado, jedno z najbardziej znanych dań Peru. Delikatna wołowina smażona jest z cebulą i pomidorami, a całość podawana z frytkami i ryżem.

For drinks, we share a teapot of Organica, their famous fresh herb tea, and a pisco sour. The tea is fragrant and refreshing, while the pisco sour reminds us that we are still very much in Peru.

Dessert is ponderación, a crispy cookie spiral served with yolk cream and vanilla ice cream. We are instructed to crush the cookie and soak it in the cream before eating. We follow the instructions diligently and are rewarded with a delicious mess of crunchy biscuit, silky cream and melting ice cream.

By now, it is clear that Yaku, Organika and Rucula all share the same strengths: fresh ingredients, creative cooking and a genuine focus on local produce. After three visits, we can safely say that this restaurant family has become one of our favourite discoveries in Cusco.

Do picia dzielimy się dzbankiem Organica - ich słynnej herbaty ze świeżych ziół - oraz pisco sour. Herbata jest aromatyczna i odświeżająca, natomiast pisco sour przypomina nam, że wciąż jesteśmy w Peru.

Na deser wybieramy ponderación - chrupiący spiralny herbatnik podawany z kremem jajecznym i lodami waniliowymi. Obsługa instruuje nas, by pokruszyć ciastko i namoczyć je w kremie przed jedzeniem. Sumiennie stosujemy się do wskazówek i w nagrodę dostajemy pyszne połączenie chrupkości, aksamitnego kremu i rozpływających się lodów.

Po trzech wizytach nie mamy już wątpliwości, że Yaku, Organica i Rucula mają ze sobą wiele wspólnego: świeże składniki, kreatywne podejście do gotowania i autentyczne przywiązanie do lokalnych produktów. Ta restauracyjna rodzina bez wątpienia należy do naszych ulubionych odkryć kulinarnych w Cusco.